Jak zagrałem w Głębię Przestrzeni (II)

Kilka słów wyjaśnienia na start. Samą kampanię do GP pióra Marcina Indoctrine Lewickiego zakończyłem już jakiś czas temu. Odbyło się w sumie sześć regularnych, niemalże cotygodniowych sesji, co, jak na mój zasób wolnego czasu, jest miłym powrotem do dni, w których człowiek po prostu wracał ze szkoły i grał ze znajomymi w erpegi.

Po zakończeniu pierwszej sesji, uznałem ("konsultując" to z pozostałymi osobami), że skoro fajnie bawimy się w czwórkę, może warto by pomyśleć nad tym, by dokooptować do paczki piątą istotę. Tym bardziej, że czterech graczy jeszcze udźwignę jako MG (przy pięciu kategorycznie odmawiam prowadzenia dowolnego systemu). Po szybkiej wymianie uwag, Gaja stwierdziła, że postara się przyprowadzić znajomą.

Ta co prawda miała już z erpegami styczność, ale, raz, to była tylko jedna sesja D&D - i dwa, z tego co mi sama zainteresowana (Katja) później opowiadała, dość krótka. Tak czy inaczej, w to mi graj - od następnej przygody spotykaliśmy się już w piątkę. Jeśli zaś idzie o wprowadzenie do systemu kolejnej osoby, obyło się to bez większych komplikacji. Z kilku powodów.

1) czasami obawiam się na sesji prowadzić doświadczonym graczom, ale, jeśli już się takowy trafi (a trafił, u mnie była nim Gaja), grzechem nie byłoby go wykorzystać. Podczas gdy ja poświęciłem 100% (no dobra, 99%) swej uwagi/czasu na to, by zrobić kartę postaci nowej osobie + wyjaśnić parę rzeczy z GP ("A, wiesz - myśląc o Konfederacji, myśl o takiej kosmicznej Unii Europejskiej"), Gaja, poproszona przeze mnie, pomagała pozostałej dwójce (Monice i Damianowi) przeprowadzić pierwszy w ich życiu awans postaci.

2) sama Katja, okazało się, ma pewne "zaplecze" ułatwiające wdrażanie do odgrywania ról. Studiuje na ASP w Toruniu, ma zacięcie teatralne (praktyki) oraz smykałkę do "scenicznych" spraw (pomijając, zajmuje się też kilkoma innymi rzeczami, jak np. sesjami fotograficznymi [jest modelką]). Nigdy wcześniej na mych sesjach nie zetknąłem się z takim "bagażem doświadczenia", więc, przez pierwsze spotkanie, byłem zdziwiony, że ta osoba ("nowa w erpegach") jest w kwestii odgrywania zdecydowanie ode mnie lepsza.

Przy tak postawionej sprawie (i szczęśliwym zbiegom okoliczności), wdrożenie "piątej" nie było problemem. Pokrótce opisałem na czym zakończyła się ostatnia sesja a następnie prosto stwierdziłem, że BG Katji, choć fizycznie nieobecnej, pomagał pozostałym BG przez psychiczne wspieranie ich działań w próżni (w GP to się nazywa ESP, co na moje przełożyło się na lakoniczne: "coś jak Bastilla i jej bitewna medytacja z KotOR I"). Banalne, ale sprawdzające się rozwiązanie.

Generalnie, druga sesja była trochę spokojniejsza od pierwszej. Po "ochłonięciu", poświęciłem ją głównie na kolejne kroki w drodze do poznania pełnej mechaniki GP. Nie jestem pewny, czy o tym wspominałem, ale nie sądziłem wówczas, że zaaplikowanie nowym takiej dawki abstrakcji na start, będzie dobrym pomysłem. Stąd, małymi skokami, druga sesja obfitowała głównie w proste sytuacje, w których pokazywałem, jak i co się testuje (tudzież co do czego służy).

Poza tym, tradycyjnie w mych kampaniach, kreowałem... istne tuziny enpecetów (statystów). For what? For mon... erm, for fun. A tak po prawdzie, by wzmocnić realność świata i zaangażować graczy/ich BG. I tak:

a) podwładni jednego z BG mieli naprawdę dobre rzuty w walce na ostatniej sesji, spytałem, czy BG (jako Krzewiciel, taki prorok-kaznodzieja, tu: charyzmatyczny dowódca pierwszej linii wojsk & oficer) nie myśli by wykreować z nich elitarny oddział. Graczom się spodobało i voila, tak powstały "Katzy", które gościły w tej kampanii do samego końca i które odegrały kilka ciekawych sytuacji.
b) stopnie wojskowe; nie lubię udawać, że BG są sobie równi (zawsze są jakieś różnice, czy to w mechanice, czy to potencjale), stąd, choć drużyna była jedna, pozycji było wiele. Dobrym pomysłem, zasugerowanym przez Gaję przy tworzeniu wszystkich postaci, była specjalizacja - gracz A jest od tego, gracz B od tego, a gracz C... etc. GP jest na tyle klasycznym systemem, że takie rozwiązanie się po prostu sprawdzało.
c) mundury; detal, ale dałem graczom możliwość ustalenia, jak wyglądają ich mundury (kolorystyka), ot, mieli dzięki temu pojęcie o tym, komu i dlaczego służą. Takich detali było oczywiście więcej, są one niesamowicie łatwe do kreacji, a, paradoksalnie, dają graczom sporo możliwości zaangażowania się. Przy czym, interesujące, ale nowi gracze wyraźnie nie chcieli tracić czasu na pełny opis wyglądu swych postaci.

Lubiłem również sprawiać, by coś się działo na tej sesji. Tego, przyznam, nieco się lękałem - tzn., że nie będę w stanie wymyślić niczego ciekawego w, nomen omen, głębi przestrzeni (zresztą, przez całą kampanię miałem chęci by rzucić próżnię w diabły i wrócić do jakiegoś miasta na planecie [syndrom WoD]). Na całe szczęście, przez specjalizacje, miałem szerokie spektrum wyboru, co by rzucić, by każdy miał swoje 5 minut. Drużyna: kapitan, żołnierz, mechanik, ESP (myślcie o tym jak o Jedi bez mieczy świetlnych) - i jest ok.

Ogólnie pisząc, dowolna z w/w postaci miała okazję się wykazać. Czy to przy negocjacjach z piratami, czy przy sondowaniu więźniów, walce, naprawie uszkodzonych podzespołów, etc. - jak wyżej, dawałem możliwości, a gracze z nich korzystali. I tak to "się kręciło", w zasadzie bez mojego udziału (rzucałem pomysłem, ktoś się odzywał, reszta dopowiadała swoje, ja co najwyżej prosiłem o test i opisywałem rezultat). Leń ze mnie, ale skoro to, dla mnie, działa, nie widzę powodów bym miał rezygnować z takiego "podtrzymywania uwagi".

Moje lenistwo przybrało również trochę inny wymiar w przypadku opisów. Szczerze mówiąc, choć czasami tworzę jakieś opowiadania (BTW, jedno właśnie zaczynam, na pewien konkurs), "ustne" opisy niespecjalnie mi wychodzą. Zazwyczaj posiłkuję się w takich sytuacjach obrazkami, a że, ponownie, moje własne "dzieła" aż wstyd komukolwiek na oczy pokazywać (są tylko trochę gorsze niż prototypy projektów RPG, które od czasu do czasu komuś podsyłam), korzystam z dobrodziejstwa inwentarza przepastnych głębin sieci. Efekt?

Puszkiny (te po lewej) - lub też, na "nowomowę" obecną podczas sesji, "Puszki", główne statki stojące "po stronie" BG.
Kuznietsov (ten w środku) - lub, j/w, "Kuźnia", główne statki bitewne przeciwników BG (lepsze technicznie o I klasę) 
A tu brak nazwy - przechwycony statek "abordażowy" wroga, wykorzystywany jako główny statek BG przez całe 2 sesje.
W sumie, trochę tego było, powyższe to tylko trzy przykłady na to, jak pomagam sobie w prowadzeniu gry. Zwłaszcza, gdy na S/F znam się raczej słabo, a tu graczom trzeba jednak coś od czasu do czasu przedstawić mniej lub bardziej plastycznie. Wydawało mi się to lepszym pomysłem, niż suchy opis oraz męczenie własnej wyobraźni kwestiami, nad którymi nie warto sobie zawracać czerepu. Podobnie, opisy BNów ograniczały się u mnie głównie do jednego ogólnego zdania plus "czegoś charakterystycznego" (np. oleiste włosy, smar).

Robiłem również inne manewry - pokazywałem graczom, że daną sytuację można rozwiązać na naprawdę wiele sposobów (niekoniecznie nawet siłowych), przez co, od następnej sesji, musiałem już jednak bardziej ingerować w przebieg gry. A to dlaczego? - spytacie. A to dlatego, że w pewnym momencie pod koniec drugiej sesji gracze (wszyscy gracze) mieli już tyle dobrych pomysłów, że trudno było ustalić, który jest najlepszy, a.k.a., który ostatecznie wejdzie do gry. Wprowadzało to niepotrzebny chaos i przestoje.

Mój błąd, przyznałem - i od kolejnego spotkania obiecałem poprawę.

Miałem również wątpliwości co do "żarówki" (spot light) - tj. nie byłem przekonany, czy tym razem 5 minut niektórych osób nie przeciągnęło się w 15 minut oczekiwania na deklarację z punktu widzenia innych graczy. Ale, jak wyżej, przy okazji sesji III, było już pod tym względem znacznie lepiej, ot, MG przestał się lenić i zaczął "się wtrącać z łapami". Szczęśliwie, opiszę o tym wszystkim następnym razem, a do tego czasu, pozostaje mi tylko...

... serdecznie pozdrowić,
Michał "Skryba" Ziętek.

PS. W trakcie pisania tego postu, zadzwonił mój stacjonarny telefon. Odebrałem i usłyszałem jak ktoś nuci jakąś melodię, po czym odkłada słuchawkę. Super, że ostatnimi czasy namiętnie oglądam horrory typu Ring, Nieodebrane połączenie, etc. - naprawdę super.

0 opinii.:

Prześlij komentarz