Zapiski z sesji #22! - Legenda Pięciu Kręgów #1 (I)

Witam w listopadzie, po krótkiej przerwie wywołanej głównie paroma, nader nieoczekiwanymi wydarzeniami losowymi ;). Tak czy owak, na chwilę obecną Nibykonkurs powoli zmierza ku końcowi (obecny etap ładnie opisał sil - pod tym adresem), zaś ja, ostatnimi dni, zostałem zaproszony na sesję w systemie, w którego nigdy wcześniej nie miałem okazji zagrać: Legenda Pięciu Kręgów, edycja pierwsza.

W sumie, jest to jednak tylko połowicznie klasyczny APek. Tak się bowiem składa, że drużyna Gai (MG), grała już ze sobą "przez czas jakiś", dzięki czemu: a) bardziej kojarzyła, co się w ogóle dzieje w świecie gry ;), b) ich postacie były już rozwinięte, ja natomiast startowałem z pozycji o kilka las niższej. Także, wybaczcie, ale nie będę jednak starał się spisać tutaj tych wszystkich nazwisk i nazw ;). Dość rzec, że z trudem zakodowałem sobie imiona mych współtowarzyszy ;).

Ogólnie, przy tworzeniu postaci, spotkało mnie lekkie zaskoczenie, iż całość przypomina nieco stareńkiego Wampira: Maskaradę. Pomijając k10tki, dość szybko chwyciłem ideę klanów (...z nutką nostalgii przyjąłem do wiadomości fakt, iż jest nawet "wodowska" rubryczka, pt.: "co klan A sądzi o klanie B"), cechy główne i umiejętności również nie przysporzyły mi problemów (musiałem tylko dopytać się, czym jest Pustka [coś a'la Punkty Przeznaczenia]). Cały proces odbył się zatem bez większych zgrzytów i trwał, bodajże, 30 minut.

http://www.rowsdowr.com/2012/10/21/
Od jakiegoś (dłuższego) czasu, zauważam zresztą u siebie zanik większych chęci do kreowania jakiś wybitnie rozbudowanych historii postaci. Zazwyczaj przychodzę na sesję i tworzę swojego bohatera ad hoc, czerpiąc inspiracje z filmu/komiksu/książki bądź gry i dodając jakiś ciekawy, fabularny haczyk. Nie inaczej było więc i tym razem, także, w ten sposób powstał imć Ino.

W sumie, do jego (...nader szybkich) narodzin przyczyniła się seria komiksów z pewnym króliczym samurajem ;). Była tam postać, na pierwszy rzut oka będąca wędrownym kupcem/zielarzem. A tak naprawdę, był to zakamuflowany zabójca, mistrz trucizn i generalnie dość paskudny typ. Mimo całkiem miłej aparycji.

Ino - z niesławnego klanu Skorpiona - zasadniczo wpisuje się w ten schemat, zaś, przy odpowiednim zestawie Wad oraz Zalet (znowuż, aż za bardzo przypominającym mi ten z "oWoDa"), zbliżył się do typu (anty-)idealnego. Ot, zbyt-miły gość ;).

Pierwsze spotkanie z drużyną przebiegło spokojnie, choć widać było, że musiałem iść na kilka ustępstw, by "wkraść się w łaski" a, dodatkowo, odegrać to "w duchu tamtych lat", co, jako osobie średnio znającej się na kulturze Japonii, było dość trudnym zadaniem ;). Źle jednak nie było - szybko znaleźliśmy wspólny język, zaś, biorąc pod uwagę dość wędrowny charakter mej postaci, łatwo przyszło uzasadnić sensowność dołączenia nowej postaci do grupy. Ot, skoro drużyna podróżuje, kolejny podróżnik również "się nada".

Pierwsze rzuty później (rzut = atrybut + umiejętność, z zatrzymaniem x kości [x = wartość Kręgu na karcie postaci]) pojawiły się pierwsze problemy, wynikające głównie z faktu, że, cóż, moja postać była jednak ciut słabsza niż postacie Akamatsu i Takeru. W walce z bakemono, przykro mi było patrzeć na to, iloma kośćmi rzucali moi współtowarzysze (z zaciekawieniem obserwowałem Squida, przejawiającego silne tendencje do power playu ;)), a iloma kośćmi rzucałem ja ;).

Generalnie jednak, patrząc na "kompetencje" mojej postaci (trucizny, skradanie), wiedziałem na czym mogę się skupić - a na czym, patrząc w karty pozostałej części drużyny, reszta postaci skupić się nie może. Stąd, "w mieście" mój BG czuł się jednak, "mechanicznie", lepiej, aniżeli poza nim. Nietypowa ucieczka z karczmy przed czterema rozwścieczonymi samurajami, najlepszym przykładem ;). Godnym uwagi, biorąc pod uwagę brak kilku przydatnych umiejętności (akrobatyki, chociażby) i sprzętu lepszej klasy.

Interesującym doświadczeniem było też dla mnie... wolniejsze niż zazwyczaj tempo samej akcji. Przyznam, iż nie nawykłem do aż tak spokojnej gry, jednakże, po krótkiej chwili, uznałem, że przypadła mi ona do gustu, po kilku ostatnich, wyraźnie nastawionych na dynamikę, erpegowych spotkaniach. Chociaż, przez powyżej wymieniony fakt "lekkiego zagubienia" niżej podpisanego w nazwiskach i nazwach ;), początkowo trochę na to -w duchu- narzekałem. Ale, wraz z rozwojem sesji i historii (...oraz dzięki notatkom), zmieniłem zdanie.

Zatem:
  • brak problemów ze zrozumieniem mechaniki - zapewne przez podobieństwo do oWoDa
  • brak problemów z dołączeniem nowej postaci do drużyny - pomimo "różnic" klanowych ;)
  • brak problemów z w(y)czuciem klimatu - tego, przyznam, obawiałem się tutaj najbardziej

Niezgorzej, jak na pierwszą sesję w systemie, do którego, ponoć, trudno się przekonać ;) (obiegowa opinia? - trudno jest mi ją zweryfikować po pierwszej i jedynej sesji). Nic tylko podziękować Gai za prowadzenie, drużynie za wspólną zabawę, wyczekiwać "sypnięcia expem" za przeżycie ;) oraz, cóż, oczekiwać kolejnego spotkania (ponoć w większym gronie). W grze jesteśmy obecnie w mieście handlowym, które z przyjemnością powita osobę z wadą: "zła reputacja", którą, było nie było, posiada moja postać ;).

Pozdrawiam,
Michał "Skryba" Ziętek.

PS. Kiedyś obawiałem się "oddawać kontrolę" MG przez branie wad w stylu: "pech - MG może zgasić jeden dowolny udany rzut BG podczas jednej sesji", jednakże, tym razem, uznałem, że "czemu nie?" ;). Notatka dla siebie: trzeba będzie trochę inaczej odgrywać Ino. Przypomina nieco moją przed-ostatnią postać w mini-kampanii D&D - dać mu tylko szablę zamiast kostura i dodać kapelusz ;). Hm, wróć. Kapelusz - zakupiony od pewnego mnicha - już jest, ech ;).

PPS. 52 Gościem Honorowym Ogrodu - został karprpg, serdeczny "Priviet!" z mojej strony, Towarzyszu :).

2 opinii.:

Nie rozumiem MG, którzy dołączając nową postać do zaawansowanej drużyny nie dają jej jakiegoś bonusowego doświadczenia. W 99% systemów tworzy to znaczną dysproporcję między postaciami i przekłada się na szybkie zejście lub popsucie zabawy.

Muszę zatem trochę naprostować, iż, zgodnie ze słowami Gai zresztą, kwestię bonusowego doświadczenia "zrobi się", przy okazji kolejnej sesji :). Przyznam też, że przy tworzeniu swojej postaci jakoś w/w aspekt unikał mojej uwadze*.

Osobiście, do momentu walki ze zjawą, tego typu dysproporcji jednak nie "odczuwałem", zapewne dlatego, że większą część czasu rozgrywki wypełniały nam rozmowy. Sama walka zaś trwała dość krótko, tak góra trzy rundy. Niewiele, jak na całą, kilkugodzinną sesję :).

Chociaż - fakt faktem, moje cztery kostki, przy garściach kostek reszty zespołu, wypadały w tamtej walce dość... blado ;). I, być może, przy większej ilości potyczek, mógłbym mieć w tym momencie pewne obiekcje co do braku, hm, gotowości bojowej mego BG :).

Zobaczymy jednak, co będzie następnym razem :).

Peace :),
Skryba.

PS. * - najpewniej z racji braku szerszej wiedzy na temat tego, jak się w L5K gra - i czy różnice w "poziomach" BG są aż tak widoczne i aż tak przeszkadzają w grze.

Prześlij komentarz