"Ach, krasawico!" - beta-testing Red Dream v 2.2 (V)

Po trzecim beta-teście... mogło chyba tylko być lepiej, prawda? I tak, i nie. Tak, gdyż fakt faktem, było lepiej. Nie, gdyż nim doszło do tego „tak”, musiała pojawić się beta wersja o numerze 2.2, którą, cóż, chyba najlepiej będziecie kojarzyć jeśli o finalny podręcznik Red Dream idzie. Dlaczego? Gdyż to właśnie wersja 2.2 okazała się być tą, która przez dość długi czas „trzymała się dzielnie” i „zmianom się nie kłaniała*”.

Ogólnie, zmiana wersji 2.1 na wersję 2.2 podyktowana była kilkoma problemami, o których możecie poczytać z dwóch poprzednich beta-testów. Dość łatwo było wdrożyć "nowy content", gdyż jeśli idzie o, dajmy na to, problem zbyt rozbudowanych opisy, wystarczyło tylko dodać kilka przykładów "jak grać". Większym problemem było stworzenie mini-systemu, który wesprze używanie przedmiotów. Tu pomocna była rada Gai, stąd i szybkie wykucie... mini-nastrojów, które zachęcają do tego Graczy. "Marchewką" ;).

Teoretycznie, czyli na papierze, wszystko działało.

W praktyce? Po tym gdy, plus minus, wszystko było gotowe, nastąpiło testowanie wersji 2.2.

Tym razem, uznałem jednak że piąty beta-test Red Dream będzie trochę nietypowy. Raz, że przetestujemy sobie wariant dwuosobowy. A dwa, tym razem ja, jako skryba, będę po prostu przyglądał się rozgrywce i, cóż, milczał ;). Wreszcie, trzy. Byłem ciekawy, jak na specyficzną otoczkę fabularną zareagują... Graczki. Wybrałem dwie znajome dziewczyny, które trochę liznęły tematu rolepleyowania, ale co do których mogłem być (raczej) pewny, że w „sowieckich klimatach” na pewno nie siedzą.

Tak więc oto, Panie i Panowie, v 2.2 trafiła w dłonie Judith i Strzygi (pozdrawiam obie, swoją drogą ;)).

Jak wyszło?

Ogólnie rzec muszę, że było to interesujące przeżycie. Tym razem nie tłumaczyłem niczego, nie starałem się wyjaśniać mechanicznych aspektów gry i, przede wszystkim, nawet słowem nie pisnąłem o tym, czym może być kultura kraju rad. Wszystkie informacje (w tym inspiracje z mego "autorskiego" szablonu) zawarłem w podręczniku, który, dwie wyżej wymienione panny, z uwagą przeczytały. I skrytykowały kilka rzeczy, m.in. zbyt przegięte atakowanie czytelnika ;). Jako że podobne odczucia miało jeszcze parę osób...

Heh, dobra. O tym napiszę przy innej okazji. Teraz, by nie popadać w dygresje – jak to wszystko działało?

Przyznam, dość nieszablonowo. Dziewczynom wypadł nieczęsty oraz dość nietypowy Nastrój (Pik: Wino / Ucieczka). Zastanawiałem się, jak się z tego wykręcą. Okazało się jednak, że Strzydze zapadł w pamięć jakiś film, w którym główny bohater przemierza las, starając się uciec przed swoimi prześladowcami (nie pamiętam niestety nazwy, chyba to był thriller). W sumie, Judith szybko to podchwyciła, więc, gdy ustaliło się już, kto będzie narratorem (narratorką ;)) i gdy rozdano karty, wszystko potoczyło się sprawnie.

I było o tyle fajnie, że uciekający Borzysław, pędząc na złamanie karku, jakby "co odpoczynek" przypominał sobie poszczególne etapy swojego życia, jednocześnie starając się zrozumieć, jak wpakował się w te bagno. Ogólnie, cała historia, choć zdecydowanie miała ciut „lżejszy” klimat, okazała się całkiem ciekawa, zaś scenę z wilkami (hej, Przeciwnością losu może być niemal wszystko ;)), będę pamiętał długo - mużyk ledwo-ledwo odpędził je od siebie kolbą karabinu (który się zaciął [tak, Przeciwność była tutaj górą ;)]).

Podobnie, fajną sceną był także semi-sen (sen w śnie ;)?) Borzysława, gdy legł na spoczynek pod którymś z drzew Syberii. Tam, dzięki zastosowaniu nowo-starych reguł (tych dotyczących figur oraz tworzenia Więzi), Borzysław majaczył i, z zimna, „zdawało mu się”, iż za tuż za swoimi plecami, czyli za drzewem o które się oparł, wyczuwa czyjąś obecność (nie odważył się sprawdzić). „A to tylko” bohaterka Anna (postać Judith), która również ucieka przed wyimaginowanymi (pytanie czy także i dla niej?) zjawami żołnierzy wroga. 

Klimat generalnie dało się nożem kroić.

Tak... a jak to się wszystko skończyło?

Przegrała... Strzyga. Jej postać, snajperka Róża, okazała się, cytat, „perfidną i podstępną femme fatale” ;), która, z odpowiedniej odległości, świetnie się bawiła, obserwując przez lunetę swego karabinu desperacką ucieczkę Borzysława oraz „bohaterki” Anny (Judith). A dzięki paru zmianom w zasadach v 2.2, obie dziewczyny świetnie się bawiły, tworząc nowe wersje Absolutów, które stały się inspiracją pod finalne opisy obu ich postaci. Wyraźnie też się angażowały, widząc jak wszystkie "puzzle do siebie pasują".

... a ja?

Byłem dość zadowolony z przebiegu sesji, choć, przyznam, początkowo sądziłem, że moje drogie Graczki chcą zrobić z tego horror (w sensie: koszmar ;)). Szczęśliwie jednak, po przeczytaniu opisów Nastrojów i po, tym razem, bardzo aktywnym korzystaniu z Przedmiotów postaci (które dodają do Opowieści ciekawe, fabularne elementy), wszystko było dość mocno osadzone w „metaforycznie ujętym Związku Radzieckim”. Takoż. Do samej historii, jej tworzenia i finalnego epilogu, nie miałem nic do zarzucenia.

Parę rzeczy trzeba było jednak zanotować „do poprawki / przemyślenia”.

1) mimo wszystko, musiałem jednak dookreślić tworzenie Więzi / Absolutów. Były zbyt mało powiązane z tym, o czym jest Red Dream (dość rzec, że w wersji 2.2 pod Absolutami były takie „cyrylickie” rzeczy jak „katharsis/nemezis” - może i fajne, ale co to ma wspólnego z Rosją, nie?).
2) Judith, jako pierwsza narratorka, miała drobne problemy by zacząć Opowieść. Doszedł więc specjalny pod-rozdział, w którym zawarłem kilka przykładowych haczyków i małe porady, co należy robić, gdy nie wiadomo, co powinno się opisać - mała rzecz, a cieszy ;).
3) Judith, po wysłuchaniu mej relacji z trzeciego beta-testu, zasugerowała bym jednak przemyślał kwestię „braku pomocy narratorowi”. Ogólnie, biorąc pod uwagę, że Strzyga również raz (trochę) „się zacięła”, dorzuciłem - ad hoc, tuż po sesji - pewną opcjonalną zasadę, pomocną w tego typu sytuacjach.

Patrząc jednak na całokształt, wersja 2.2 była znacznym postępem. Źle jak widzicie nie było, rozgrywka zbliżyła się do „wzorcowego” II beta-testu. Poza tym, co przyjąłem z radością, tekst podręcznika dostarczał minimalnej wiedzy, aby w spokoju tkać „sowiecką fabularną skazkę”. Pewnie, kilka kantów było (m.in. owe zbytnie atakowanie czytelnika ;)), szczęśliwie jednak, nie było to raczej coś, z czym nie można by było sobie poradzić. Tak mi się przynajmniej wtedy wydawało.

I z tą myślą, spokojnie rozpocząłem prace nad wersją 2.3. Rewolucji w zasadach nie przewidywałem. Ot, główna „zabawa” czekała mnie z tekstem gry. Wiadomo, na redakcji znam się słabo, więc podejrzewałem sporo „zagubionych w akcji przecinków”. Okazało się, że dodawanie owych „przecinków” było najmniejszą błahostką ;). Powiem póki co tylko tyle, że tak, jak wersja 2.2 była kamieniem milowym dla wersji 2.1 jeśli o zasady (szlifowanie/usprawnianie) idzie...

... tak wersja 2.5 była takowym kamieniem dla wersji 2.2 / 2.3 / 2.4 pod względem przejrzystości tekstu ;).

Pozdrawiam ;),
Michał „Skryba” Ziętek.

PS. * - no, przynajmniej do wersji 2.5, która, jak już wiecie, była istną rewolucją ;).

2 opinii.:

Skryba atakujący w tekście czytelnika... Niebywałe ;)

A w dodatku - o zgrozo! - nader ironiczny w trzech czy czterech zdaniach ;).

Być może coś jest na rzeczy w tych pogłoskach o końcu świata w tym roku ;).

Peace ;),
Skryba.

Prześlij komentarz