S-to-PLAY: Spelunky

Prosta, ale wykonana ze smakiem grafika pixel art, sympatyczny główny bohater, będący skrzyżowaniem Indiany Johnsa i Lary Croft a dodatkowo liny, bomby oraz plansze pełne jaskiń czekających na eksplorację. Tak. Gdy pierwszy raz uruchomiłem Spelunky, byłem oczarowany... zginąłem - jakieś 2 minuty później ;).

Platformowy rogal. Spośród wielu, mniej lub bardziej dziwnych nazw, to określenie najpełniej oddaje to, czym jest Spelunky: zakamuflowanym roguelikiem, w którym proste sterowanie, przyjemna grafika i wpadająca w ucho muzyka, mają zakamuflować jedną rzecz: Graczu (ew. Graczko), będziesz ginąć. Ew., można by tu wkleić ten cytat o porzucaniu wszelkiej nadziei po przekroczeniu bram tutoriala ;).

Spelunky łączy z w/w typem gier chociażby cel rozgrywki. Zejść na dół, zgarnąć nagrodę i wrócić żywym na powierzchnię. Marne pocieszenie, że ten ostatni element w omawianej dzisiaj grze, łaskawie, został z niej usunięty - to posunięcie Autora (Derek Yu) z pewnością oszczędziło niepotrzebnych nerwów. Ja bym nie wytrzymał, gdybym miał jeszcze wracać na górę ;).

Droga na sam dół tylko z pozoru wydaje się bowiem prosta. Tutorial uczy wszystkiego, ale nie przygotowuje psychicznie na pierwsze minuty rozgrywki, w której każdy, najmniejszy nawet błąd, potrafi wywołać piękny, niepowtarzalny chaos, którego finałem najczęściej jest szybka (i, czasami, tragicznie wręcz śmieszna ;P) śmierć naszego podopiecznego. Hm, naprawdę jest aż tak źle? Nie, jest jeszcze gorzej ;).

Pułapki. Spadające kamienie. Różnego typu potwory, których zachowanie można przyłożyć do skali 0-10, gdzie 0 = teoretycznie nieszkodliwe, a 10 = prawdziwe utrapienie z pompką strzelającą serią sześciu kul. Oraz nieprzyjazne środowisko, z lawą, zapadniami i rzeką piranii w rolach głównych. Tak jak pisałem, jeden, wielki oraz niepowtarzalny chaos.

Niepowtarzalny, gdyż, podobnie jak w wielu rogalach, także i tutaj poziomy generowane są losowo. Mało tego, każdy z nich może „odpalić” specjalne cechy. Czasami, nieczęsto, odpala się kilka z nich. Za wyjątkową perfidię można zaś uznać sytuację, gdy w naszpikowanej igłami dżungli, gra ładuje takie specjały jak: ciemność/powrót żywych trupów/wodną rzekę. Perfidii nigdy dość, jak widać.

Nie, nie napiszę Wam czym są te „specjały” i jak sobie z nimi radzić ;)*. To jest IMHO magia tego tytułu, uczenie się na własnych błędach i odkrywanie sekretów gry. Czasem (boleśnie) uczysz się, że ze skrzynki równie dobrze może wypaść bomba a nie klejnoty ;). Czasem zaś odkrywasz, zakamuflowane za ścianą przejście na Czarny Rynek, pełen artefaktów i kupców.

Trudno powiedzieć, co tak naprawdę sprawia, że ta gra tak bardzo wciąga. Zasady są banalne: przeżyj, zgarnij tyle złota ile zdołasz unieść oraz dojdź żywy do ostatniej planszy. Haczyk jest taki, że to, jak to zrobisz, zależy od twoich umiejętności, refleksu i odrobiny szczęścia. Masz do dyspozycji liny, bomby i to, co, podczas wędrówki, odnajdziesz, kupisz bądź... ukradniesz.

Poza tym, to, że raz ją przejdziesz, nie oznacza, że nie ma do czego wracać. Spelunky oferuje popularne w innych grach „acziki”, które odblokowują mnóstwo ciekawych rzeczy, od minigierek, przebieralnię aż po... odblokowanie nowej postaci, która jest dość zaskakująca, jeśli o możliwości idzie ;). A to tylko drobny procent tego, co możecie w tej grze znaleźć.

Tunele, „przyśpieszające podróżowanie”. Potężny, łaknący krwi, artefakt. UFO. Przekleństwa będące kulą u nogi. Unikatowi bossowie. A na wyjątkowo wytrwałych i zdeterminowanych, czeka dodatkowy, ukryty, a jakże, poziom - Złote Miasto - do którego ścieżka zaczyna się już od pierwszych 1-4 poziomów... rozglądajcie się więc uważnie i, oczywiście, bądźcie czujni :).

Co mogę Wam doradzić? Ratujcie „damy w potrzebie”, gdyż za to dostajecie od nich... całusy, how cute ;) (+1 punkt życia, nawet nie macie pojęcia, ile to tutaj znaczy i jak łatwo to stracić). Nie traćcie zbyt dużo bomb i lin, nigdy nie wiecie, kiedy będziecie którejś potrzebować. Jak tylko macie okazję, składajcie ofiary na ołtarzu bogini. Nie rozwalcie go tylko przypadkiem bombą ;).

A, przede wszystkim, zanim postanowicie okraść kupca, przemyślcie to bardzo poważnie ;).

Spróbujcie szczęścia sami, pod tym linkiem. 10 mb i jakieś 10 minut Waszego życia, gdyż tyle trzeba, aby przejść grę i odblokować pewien „aczik”. Mi jedna partyjka zajmuje od 1 minuty do 25/30, więc nie jest źle, jeśli o „czasożerność” idzie ;). Pamiętajcie jednak, że ostrzegałem, iż, przez pierwsze godziny, będziecie ginąć na pierwszych 2-3 poziomach ;).

Najczęściej, w bardzo głupi sposób jak np. od własnego, rzuconego w przeciwnika kamienia, który, cóż, dość niefartownie odbił się od ściany i wylądował w zupełnie nieoczekiwanym miejscu, jakim jest kapelusz prowadzonej przez was postaci ;). Która akurat musiała mieć wtedy 1 życie, gdyż poprzednie 3 straciliście na... a, co ja będę Wam pisał ;). Powodzenia!

Pozdrawiam,
Michał „Skryba” Ziętek.

PS. Powiem tylko, że naprawdę ciężko dostrzec te kolce, gdy twoja ostatnia pochodnia spadła omyłkowo do wody ;). Ew., gdy nagle znajdujesz w „zaciemnionym” poziomie coś cennego - a przecież nie możesz nosić w ręku więcej niż jednego przedmiotu... zostawisz pochodnię i zaryzykujesz szukanie „po omacku” przejścia do kolejnego poziomu? Ech, decyzje, ciągle te decyzje ;P...
PPS. Autor ma/planuje port (komercyjny, ale IMHO gra warta każdych pieniędzy) na XBoxa :)!

0 opinii.:

Prześlij komentarz