1hp - 'grajcenzja' systemu: of Knights Glory - Felbrigg Herriot

Ostatnio miałem niewątpliwą przyjemność być goszczonym przez Squida (goszczenie = wpraszanie się na RPG + obiad ;)), z którym to, wraz z jego bratem (Frankiem, też erpegowcem ;)), przetestowaliśmy kilka darmowych gier. Dzisiaj prezentuję Wam więc pierwszą z nich, zatytułowaną: „Of Knights Glory”, której autorem jest niejaki Felbrigg Herriot, prosto z konkursu RPG Geek 48-Hour RPG AD 2011. H.F.

Gdy przebyłem praktycznie całą średnicę Torunia (tak się nieszczęśliwie składa, że i Squid i ja mieszkamy na jego przeciwnych obrzeżach), zaprezentowałem mym „nowym” graczom kilka gier z akcji 1hp. Na początku myślałem, że będzie ciężko przekonać ich do indyków, okazało się jednak, że moi rozmówcy nie w ciemię bici! - przez moment nawet sądziłem, że razem grali w więcej gier independent niż niżej podpisany skryba ;). Miłe zaskoczenie.

Tak czy inaczej, przy prezentacji gier, gdy nadeszła kolej OKG, stwierdziłem coś w stylu: „Wiecie, ta gra ma największe szanse aby działać”. Bowiem, w sumie, co może się wykrzaczyć w prostej grze typu story telling, opartej na kartach i legendach arturiańskich? Szczęśliwie, niewiele rzeczy ;). Przypadła nam do gustu cała ta otoczka, ba, wyszło też na to, że Squid jest całkiem nieźle (lepiej niż ja ;P) oblatany w temacie mitów Okrągłego Stołu.

Spodobała się nam również mechanika OKG. Jest banalnie prosta a przy okazji w przyjemny sposób uczy graczy jak grać oraz pomaga im tworzyć ciekawe historie. Ogólnie, przed każdą rozgrywką tworzymy swoich Rycerzy - przez wybór ich imienia oraz określenia jednej cechy, ustalanej przez wyciągnięcie jednej karty z talii (np. 8 dowolnego koloru = twardy jak skała [odgrywasz to w swej narracji]) i... i tyle, bowiem cały etap kreacji BG zamyka się w tych dwóch krokach.

Następnie ustala się jeszcze więzi pomiędzy Rycerzami. Ci bowiem, chociaż służą jednemu Królowi, niekoniecznie muszą się lubić. Drobne uszczypliwości, ostrzejsze komentarze czy wręcz jawne rzucanie sobie kłód pod nogi - są na porządku dziennym u tych z nich, których więzi są różne (więzi ustala się przez ciągnięcie kart, jeśli czerwone = BG lubi jednego innego BG, czarne = BG lubi wszystkich innych BG, joker = inni BG nie lubią twego BG ;P).

Proste? Pewnie ;). Standardowa talia kart (wraz z jokerami) jak widać wystarcza aby móc wrzucić do gry wiele ciekawych rozwiązań. Niemniej, jaki jest jej cel? Również łatwy do zrozumienia. Każdy BG ma „worek” Sławy, który napełnia przez całą sesję. Choć Rycerze, per se, nie rywalizują ze sobą, to jednak każdy z nich wolałby, aby to właśnie na jego (/jej) konto poszła cała chwała, złoto i co tam jeszcze zaoferuje miłościwie im panujący Król ;).

Król jednak nie tyle oferuje, co raczej zleca - zadania, przed którymi nasi Rycerze staną. Fajny patent, że w podręczniku znajdują się dwa przykładowe zadania, taki kick-starter by usiąść i szybko zacząć grać. Jedno zadanie dotyczy walki ze, no, dajmy na to że smokiem (choć u nas zasadniczo bliżej mu było do pewnego Przedwiecznego), drugie natomiast - opisuje historię poszukiwań zdobycia pewnego miecza. Dopiszcie sobie, jakiego ;).

Zadania te są o tyle istotne, że składają się z punktów (baza: 100 + 10 za każdego BG), z których Rycerze czerpią swą Sławę. Jak to robią? Ciągnąc karty z talii, oczywiście ;). Każda z nich ma jakąś wartość. O ile wartości 2-10 raczej nie trzeba tłumaczyć, o tyle warto dodać, że figury są tu najmocniejsze (mają wartość 11), asy najsłabsze (tylko 1 punkt) zaś Jokery stoją zerem plus generują nieprzyjemności dla Rycerza, który taką kartę wyciągnie.

Aby nie było zbyt nudno, ciągnięcie z karty łączy się także z narracją. Gracz ciągnie kartę i, patrząc na jej wartość, opisuje to, co dzieje się w świecie gry. Wartość określa również, jak bardzo istotna jest ta jego narracja. 2 na przykład, to coś błahego, jak przygotowanie się do drogi - 11 natomiast, to coś naprawdę wielkiego, pojawienie się smoka, dajmy na to. Reszta kart, poza jokerami, to wszystkie kombinacje wahające się od mniej do bardzo istotnych.

Po wyciągnięciu karty i opisaniu co się dzieje, gracz dopisuje sobie tyle punktów Sławy, ile wyniosła wartość wyciągniętej karty (masło maślane ;)). Ewentualnie modyfikuje ją, gdyż, cóż, BG mogą sobie pomagać, lub przeszkadzać. Pomaganie oznacza +2 do wartości karty oraz +2 na konto pomagającego BG. Przeszkadzanie, podobnie, choć wówczas z konta jednego z BG znika 1 punkt Sławy. Przeszkadzający jej, oczywiście, nie dostaje. BTN*.

I tak to właśnie działa. U nas, wybraliśmy sobie jedną z dostępnych w podręczniku historii (tej o walce z potworem) i potoczyliśmy ją w dość ciekawy, a czasami nawet klimatyczny, przebieg wydarzeń, ze „zdrajcą Lancelotem”, który ostatecznie okazał się być poszukiwanym przez nas potworem, z ratowaniem chłopów (pod koniec to jeden z nich ubił gada) oraz cichą wojną między Galahadem (mym BG) a Alymore (BG Franka), o to, kto zgarnie całą sławę.

Pech chciał, że do końca zadania pozostało 11 punktów (ze 130, które ono na starcie miało) a była akurat moja tura. Jeśli wyciągnąłbym figurę (wartość 11), cóż, to właśnie w mych ustach leżałaby ostateczna deklaracja i, zapewne, zwycięstwo. Niestety, jako że moje więzi z innymi BG były... negatywne ;) - w ostatniej akcji postać Franka zaczęła mi wybitnie przeszkadzać, odejmując 1 punkt Sławy. Tym samym narracja/tura „przeskoczyła” na postać Squida

Po podliczeniu punktów Sławy, wyszło na to Squid, ze swym Precewalem, nabił ich przez całą sesję (trwającą... co mnie zdziwiło... tylko godzinę z niewielkim hakiem!) w sumie 44. Postać Franka miała już jednak 70 punktów, moja zaś, po perfidnym pechu z ciągnięciem ostatniej karty w grze i użyciem przez BG Franka zasady przeszkadzania - uzyskała w sumie 69 glorypointsów ;). Ostatecznie, przegrałem więc... jednym punktem ;).

Ale i tak było fajnie ;).

Małe podsumowanie

Plusy:
+ otoczka fabularna całości ;) (mity arturiańskie, każdy z siedzących przy stole je lubił)
+ sympatyczna i dająca wiele radości mechanika (zwłaszcza zasady pomagania innym)
+ na jednostrzałówki, jak znalazł: historie tworzy się z marszu, gra działa i nic się nie tnie
+ rozplanowanie podręcznika, pomocne przykłady, dwie przygody na start oraz... dodatki
+ „zagrałbym w to jeszcze raz” - by Squid, takie słowa z ust gracza to największy komplement dla gry ;)

Minusy:
- trochę różnorodności by się jednak przydało (tj. dodatkowe zasady wspomagające narrację)
- gra mocno losowa, nam to nie przeszkadzało, ale inne grupy - mogą się przez to zniechęcić
- te dwie przygody, biorąc pod uwagę bogactwo mitów arturiańskich, mogłyby być lepsze...

Squid ocenił OKG dość wysoko, bowiem na:
Gra 7/10
Fun 7/10

... i skomentował, że nie jest to może jakaś wybitna/przełomowa gra, ale jest na tyle dobrze skonstruowana, że gra się w nią bardzo przyjemnie. Zresztą, popatrzcie sobie na w/w plus ;).

Franek, z podobnymi odczuciami, ocenił OKG na:
Gra 6/10
Fun 7/10

Ja zaś, dołączając się do chórku, oceniłem OKG na:
Gra 7/10
Fun 8.5/10

Ostatecznie, OKG otrzymuje więc... 7/10. Dobry, solidny - niemniej ciągle rzemieślniczy - produkt.

Który możecie ściągnąć stąd.

Pozdrawiam i do przeczytania... za jakiś czas :).

Michał „Skryba” Ziętek.

PS. * - BTN = Bo To Niegodne ;).

0 opinii.:

Prześlij komentarz