1hp - (beta)test systemu: Wojnacja by Arkadiusz Grzeszczak

Hejka. Dzisiejszy wpis jest raczej ciekawostką niż „pełnoprawnym” raportem (grajcenzją) z akcji 1hp... niemniej i tak jest ciekawym i nader niespotykanym raportem, przynajmniej jeśli brać pod uwagę to, o czym piszę tu, na blogu RPG Kepos. Bowiem, sami powiedźcie, ile to razy zamieszczałem tu relację z... bitewniaka? Ani razu. Ta sama odpowiedź tyczy się pytania: ile razy skryba w ogóle grał w bitewniaki?

Ani razu. Aż do tamtego pamiętnego dnia. A było to tak...

Gdy ze Squidem (i jego bratem) skończyliśmy testowanie dwóch erpegów (tego i tego), oraz po tym, gdy niżej podpisany został ugoszczony... obiadem ;) (dobrym, dodajmy, choć nigdy takiej potrawy nie jadłem), mieliśmy dylemat cóż począć dalej. Jako iż pozostałe erpegi jakoś nie wzbudzały mego zaufania, padła propozycja pogrania w jakąś planszówkę bądź karciankę. Po chwili jednak Squid wystrzelił z dość niezwykłą opcją: zagrajmy w... Wojnację. Autorski bitewniak. Czy raczej, skirmish. Potyczka.

Tak, tak. Wiem co teraz sobie myślicie o tej nazwie. Zresztą, co ja Wam będę... sam, pod koniec partyjki, stwierdziłem, że im częściej słyszę tę nazwę, tym mniej mi się ona podoba ;). Szczęśliwie, gdybym miał oceniać gry po nazwie, sens prowadzenia akcji 1hp ulotniłby się jak ten sen złoty. Przezwyciężając więc podświadomą niechęć, zgodziłem się na stoczenie potyczki ze Squidem. Zresztą, przeważyła ciekawość. Zagrać w bitewniaka pierwszy raz w życiu? W dodatku darmowego? Czemu by nie.

Gdy Squid zajmował się przygotowywaniem materiałów do gry (figurki, chyba z LotRa, miał, ale karty jednostek i podręcznik trzeba było wydrukować), zabawiałem Towarzysza rozmową i przy okazji starałem się dowiedzieć z czym w ogóle te „bitewniaki” się je. Newsy w sumie interesujące. Okazuje się, iż Autor Wojnacji (...ała) jeździ z nią z konwentu na konwent, gdzie dokonuje serii testów. Ponoć ludzie sobie tę grę cenią i, ba, nawet były już jakieś jej turnieje...

... niemniej, jak zobaczyłem wykonanie i, przede wszystkim, język podręcznika, zacząłem "trochę" wątpić (ale z tym turniejem to akurat prawda ;)). Widać, że to pod tym względem podręcznikowi do "innowacyjności" nieco brakuje. Szczęśliwie, w graniu nie przeszkadza ;). Nie zmienia to jednak faktu, iż trochę czasu Squid musiał poświęcić by wyłożyć mi podstawy. W sumie, z tego co pamiętam, w Wojnacji (... auć) istnieje kilka stron konfliktów, z czego mi przypadły Orki, zaś Squidowi, chyba, Zbuntowane Rycerstwo. Franek był komentującym obserwatorem ;).

Generalnie, każda jednostka ma wartość punktową za którą można ją nabyć i stworzyć armię. Istnieje mnóstwo wariantów, plus, Autor gry dał kilka „szablonowych armii”, co by łatwo i szybko zasiąść, wybrać i zacząć grać. Miło. Ciekawostką jest to, że początkowo nie widać gdzie stoi jaka jednostka. Czemu? Ano temu, iż na polu bitwy, czy raczej, na polach startowych, które znajdują się na obrzeżach planszy, kładzie się początkowo nie jednostki, co ich karty.

Zakryte karty. Mówiąc wprost, na starcie bawimy się w podchody. Całkiem dosłownie, gdyż, po przyjrzeniu się kartom, można doszukać się na nich wielu taktycznych manewrów. Szarża, podwójny atak, czary, strzelanie... całkiem sporo. Każda akcja oczywiście kosztuje punkty akcji, zaś każda jednostka ma ich różną wartość. Orki, jak to orki, czarów specjalnie nie mieli (grałem szablonem bez Szamana, który potrafił je rzucać), uznałem jednak, że nawet mi to pasuje do orków. Wiecie, topór zawsze pewny ;).

Na karcie jednostki znajduje się również to, ile ma ona punktów życia (zwykle 2/3), oraz, co mnie zastanowiło, hit-boxy. Cóż zacz? HB wytycza się przez rzut 2k6, gdzie każda „parka” (np. 1-2, 3-4 i tak dalej) wartości oznacza, w co dokładnie poszła rana. Atak i zadanie rany to nie wszystko, rana może bowiem pójść w któryś z sześciu hit-boxów, co zwykle służy atakującemu, gdyż, np., obrońca może dostać ranę w atak, pancerz, ruch, obronę i kilka innych czynników (jest też krytyk ;)).

W sumie, do tej pory wszystko łapałem. Samo atakowanie, już trochę mniej. Dodaje się chyba wartość użytego manewru (Siła), rzuca kostkami (zwykle dwoma), po czym przyrównuje. Dwa razy. Najpierw do wartości obrony przeciwnika. Jeśli atak przebije obronę, testuje się czy przebije też pancerz. Jeśli tak, patrz wyżej: walimy jedną ranę (czasami więcej, jeśli manewr na to pozwala) i rzucamy 2k6 by określić w co ostatecznie walnęliśmy. Jeśli nie, pudło.

Było to jednak wszystko, co powinienem wtedy wiedzieć. Jak wspomniałem, Szamana nie miałem, więc nie wiem jak działają czary. Squid miał jakiegoś sztukmistrza, ale nie pamiętam już, jak testował to, czy czar wejdzie. W każdym bądź razie, ma armia składała się z dwóch typowych orczych piechurów, orczego komendanta, orczego nieprzydatnego idiotę ;), dwóch orczych slasherów (lepsza piechota) oraz... Antylopy. Orczego włócznika.

Zapomniałem wspomnieć, iż każda jednostka jest nazwana. Toteż nie dziwcie się, jeśli np. wasz orczy slasher jest Bawołem ;). Po drugiej stronie stołu, wcale nie było z nazwami lepiej. Były po łacinie i, cóż, czasami, dla kogoś kto ten język zna, nazwy były trochę dziwne. Tak czy inaczej, ma orcza armia stała naprzeciwko: trzem pikownikom, sztukmistrzowi, paladynowi i dwóm rycerzom. Siedem na siedem, punkty armii w miarę równe. Szanse mocno wyrównane.

Warto zaznaczyć, iż rozgrywka toczy się w turach. Pierwszy gracz to ten, który wyrzuci więcej oczek w inicjatywie (chyba 2k6 + wartość Inicjatywy najlepszej jednostki). Ja miałem z rzutami pecha, gdyż zawsze byłem tym drugim (inicjatywa nie jest stała, zmienia się po tym gdy gracze ruszą wszystkim dostępnymi jednostkami).

Początkowo, wszystko zapowiadało wielką bitwę na środku planszy, w szerokim wąwozie (lewy górny róg góry, prawy dolny róg góry, pośrodku pusta przestrzeń, po mojej stronie były tylko belki ściętego drewna, pozostawały one jednak w lewym dolnym rogu, więc nie miałem z nich żadnego pożytku). Squid ustawił swoje oddziały, plus minus, naprzeciw moich. Ja? Podobnie. Jedynym wyjątkiem była Antylopa, którą ustawiłem na prawej dolnej górze.

... pod koniec gry, wiedziałem że była to najlepsza decyzja mojej improwizowanej taktyki ;). Squid wystawił naprzód sztukmistrza, który zaczął miotać czary w mego włócznika. Fakt, raz trafił, ale, ostatecznie, został przyszpilony gradem włóczni dwie tury później. Przez ten czas, obie armie przesuwały się w swoją stronę, z tymże wyraźnie było widać, iż me orki raczej nie garną się do frontowego centrum wydarzeń, upatrując schronienia w cieniu dolnej góry. Raz na jakiś czas zdarza mi się myśleć ;).

Nie dziwota więc, iż to Squid dopadł mnie pierwszy. Trzej pikemeni ruszyli w stronę mych dwóch orczych slasherów i chyba tylko pech na kościach sprawił, że zadali tylko jedną ranę jednemu z nich (marna pociecha, bowiem slasherzy mają 2 ha-pe-ki). Tymczasem sztukmistrz, paladyn i rycerze trzymali się trochę z tyłu, starając się dopaść mego włócznika. Uznałem, że jest to całkiem realna perspektywa, więc, z okrzykiem „for the horde!”...

... poświęciłem Sępa (tego orczego idiotę ;P), wysyłając go na pewną śmierć. Sztukmistrz co prawda już leżał i wąchał kwiatki od spodu, ale dwaj rycerze i paladyn zmierzali w stronę Antylopy. Stąd też, dla pewności, Sęp nawiązał walkę z paladynem. Cóż. Plan minimum (zająć ich czymś na jedną turę) wypełnił, po czym bohatersko zginął. Dając jednak czas swym plemiennym współbraciom na zrobienie istnej rzezi niewiniątek w kolejnej turze.

Jeśli oczami wyobraźni śledzicie sytuację, widzicie, iż cały mój front zielonych (+ Antylopa) się utrzymał. I przeszedł do ataku. Orczy kapitan zaczął wspierać okrzykami wszystkie jednostki w mej armii (zasięg cm spory), dwaj orczy slasherzy dopadli dwóch z trzech podesłanych przez Squida pikemenów i dosłownie zarąbali ich na miejscu. Pozostali zwykli orczy piechurzy, na wszelki wypadek, obeszli pozostałego przy życiu pikemena i przesunęli się trochę w stronę paladyna i dwóch rycerzy, gotowi ich przetrzymać, gdyby okazało się  to konieczne.

Szczęśliwie, nie było. Ostatni pikemen zabił jednego mojego orczego slashera i postanowił się wycofać. Uszedł może z 1 cm nim dostał halabardą pozostałego przy życiu slashera ;). Przy okazji, Antylopa (ciągle rzucając oszczepami), zraniła paladyna, uderzając w jego ruch (wolniej się poruszał). Jak łatwo wyliczyć, Squidowi zostali dwaj rycerz i ranny paladyn. Po mojej stronie zaś stały 2 zwykli orczy rąbacze, 1 orczy slasher, 1 orczy łucznik i 1 orczy dowódca. 2 na 1 na mą korzyść. W sumie, mógłbym... ale jednak nie szarżowałem.

Squid postanowił zająć się mą antylopą. Fakt faktem, prawie mu się to udało. Jeden rycerz wdrapał się na górę i zadał Antylopie jeden punkt obrażeń (max hp = 2). Za nim wspiął się kolejny, ten jednak, szczęśliwie, nie mógł – jeszcze – dojść do mego włócznika. Doszedł tam za to jeden slasher, który nawiązał walkę z rycerzem, zadając mu 1 punkt obrażeń. Antylopa zaś dokończyła sprawę i, tym razem walcząc wręcz, sprowadziła go do parteru skalnej półki.

Doszły też dwaj orczy zwykli piechurzy, z których jeden powalił krytykiem drugiego rycerza. Na szczycie góry zrobiło się tak ciasno (a makieta, choć ładna, była jednak trochę za mała ;)), takoż postanowiliśmy przenieść figury na... kartę gry, dzięki temu mogliśmy skupić się na walce a nie na tym, by uchronić figurki od upadku ;) (co niestety się stało przy pierwszej próbie przenoszenia). Tak czy inaczej. Jeden paladyn, 3 orki (slasher, piechur i Antylopa) na szczycie, 1 ork „w odwodzie” (pod górą) i orczy kapitan, bezpiecznie stojący na tyłach. Ten to w zasadzie stał tam przez 99% bitwy, ruszył się tylko na jej początku ;).

Okazało się jednak, że paladyn jest naprawdę ciężkozbrojnym średniowiecznym czołgiem. Bydle miało więcej życia, więcej ataków, kilka niemiłych manewrów oraz, co gorsza, zadawało paskudne rany. Nic dziwnego, że mój slasher, pod naporem jego ciosów, padł. Antylopa, szczęśliwie, nie zawiodła – udało jej się zadać kolejną ranę. Jeden piechur nie trafił, ale, cóż, doszedł drugi, który, fuksem ale liczy się na moje konto ;P, zadał finałową ranę, powalając paladyna. Potyczka skończona, orki wygrały!

A ja? Cóż, powoli zacząłem rozumieć, co ludzie widzą w bitewniakach ;).

Ogólnie, chciałbym powiedzieć, że to fajna gra, której warto dać szansę. Sam chętnie bym do niej wrócił by raz jeszcze poprowadzić orki ku chwale. Bierzcie jednak pod uwagę, że naprawdę nie znam się na bitewniakach (ani tym bardziej na skirmiszach [tak to się pisze?]), nie wiem wiec jak bardzo ta Wojnacja (...aj) jest "innowacyjna" jeśli o zasady rozgrywki idzie. Mi się ona spodobała, ale może komuś bardziej oblatanemu w temacie ta gra wyda się banalną kopią jakiejś większej produkcji. Nie wiem, nie mi oceniać. Niemniej, grało się bardzo przyjemnie :). I nic nie ma do tego fakt, że wygrałem, skądże znowu ;P.

Przepraszam za ew. błędy w nazewnictwie/zasadach, zawarte w tej notce. Pamięć nie ta a, stety niestety, Red Dream też zajmuje mi trochę czasu (odbyły się pierwsze beta-testy, szczegóły - wkrótce!), toteż nie miałem czasu na dogłębniejsze sprawdzenie podręcznika. Ale, hej, jest on darmowy, więc każdy z Was może sprawdzić co i jak. Ściągnięcie ~1.5 mg? Kilkanaście sekund. Przeczytanie 20-stronicowego podręcznika? Góra godzina. Satysfakcja z wytknięcia skrybie jakiegoś błędu na jego własnym blogu? Nieprzemijająca ;).

Pozdrawiam ;),
Michał „Skryba” Ziętek

PS. * - dlaczego poświęciłem Sępa? Bo nic nie potrafił ;). Tzn., gdybym miał więcej Sępów, to pewnie ich „specjał” (kradzież broni [-1 atak wrogiej jednostki]/uszkodzenie pancerza [-1 obrona wrogiej jednostki]) byłby bardziej przydatny. Problem jednak w tym, iż Sępy (jeśli dobrze pamiętam, wybaczcie, sesja była z dobre 3 tygodnie temu) zadają tylko obrażenia w hit-boxy, nie w punkty życia przeciwnika. Mi to się nie przydawało.

11 opinii.:

Woo! Niezłe. Chyba zagram.
Przydałby się ilustracje, choćby w paincie, pokazujące pole bitwy w poszczególnych turach ;-)


l.

Rozrysować bitwę o Dolne Góry ;)? Czemu nie... chociaż nigdy takich ilustracji nie tworzyłem. Nawet Paint jest dla mnie przerażający ;P.

Peace ;),
Skryba.

Mnie Wojnacja urzekła możliwością wykorzystania dowolnych figurek, można sobie zrobić armijkę za 30 zł i grać ;-)

My graliśmy plastikowymi figurkami, które chyba kiedyś były dodawane do jakiegoś magazynu o LoTRze :).

Peace,
Skryba.

To dodawane do magazynu o lotrze to te same, którymi gra się w lotra na turniejach - graliśmy pro figurkami Games Workshopu :) (no, i trzema figurkami historycznymi w skali 1:72 w roli moich siepaczy).

Krzemień dobrze pisze, dowolność figurek rządzi. Lotr raz, że wygląda fajnie, dwa, że cenowo bije większość innych systemów.

"Były po łacinie i, cóż, czasami, dla kogoś kto ten język zna, nazwy były trochę dziwne." - to akurat nie moja armia, ale elfy :). I faktycznie, nazwy są słabe.

Squid

Tak... coś właśnie nie kojarzyłem skąd mi się ten sztukmistrz wziął, skoro ponoć nazwy były po łacinie. Dzięki za korektę :). Cieszę się, że to jednak nie były elfy, wówczas pewnie mieliby więcej jednostek strzelających :P.

Peace & thx za komentarz :),
Skryba.

Mechanika walki jest trochę inna niż opisana tutaj :)

wartość Atak bijącego +2k6 (suma oczek) >= wartość Obrona bitego.

Jeśli tak jest, wtedy

wartość Siła bijącego + 2k6 >= wartość Pancerz bitego

Jeśli tak jest wtedy bity traci 1 pż i otrzymuje losową ranę (rzut k6). I tyle, tak się tutaj walczy.

Sepy maja normalny atak jak każdy model w tej grze, po prostu bić normalnie moga raz na turę (maja 3 akcje, bicie zabiera 2), a kraść mogą nawet do trzech razy.

Po po lub nawet zamiast czytania instrukcji można też zerknąć na przykładowe rozgrywki na blogu wojnacyjnym - celem utwierdzania się w interpretacji zasad.
W każdym razie dzięki za artykuł - wygenerował nam całkiem sporą liczbę wejść ;)

@ Bambusek

Ano, tak jak pisałem, sesja była dawno temu :). Dzięki za wyłapanie błędów :). Nie uczyniłem ich świadomie, o czym uczciwie wspomniałem w treści posta :).

A co do Sępa, hm. Kojarzę jeszcze, że w starciu z "paladynem" Squida jego Atak i tak miałby małą szansę przebić wartość Obrony/Pancerza oponenta. Stąd, tak czy owak, Sęp był przynętą :).

@ Dragon Warrior

Na me bokobrony! Czyżby to oznaczało, że ktoś czyta zapiski z akcji 1hp, albo, o zgrozo, że blog Skryby jest opiniotwórczy ;P?! Nieee~, niemożliwe ;).

Dziękuję za komentarze :). Przepraszam, że tak długo na nie odpisywałem, ale, cóż, byłem przez 2 dni w miejscu, w którym dostęp do sieci jest pojęciem względnym.

Peace,
Skryba.

Opiniotwórczy czy nie - tak długo jak słania do zagrania - jest dobry ;)

W razie pytań o zasady to na forum Wojnacyjnym walić - zwykle oficjalne odpowiedzi w pół dnia są - chyba, że ekipa jest akurat na jakimś konwencie.

Heh, skonkretyzuję to może, aby nikt się nie czepiał: gdyby Wojnacja dobra nie była = też bym to napisał ;) (wystarczy spojrzeć na to, co trafia do akcji 1hp). Ale, że grało się nam ok + jest to też całkiem zacna sprawa = why not? Tylko pogratulować, że system dobrze działa :).

Peace :),
Skryba.

Prześlij komentarz