KB #32: filozofia technologiczna.

Technika i Technologia. Czyli temat obecnego, już 32., Karnawału Blogowego, prowadzonego (tu) przez mości Behira, jednego z Gości Honorowych na RPG Kepos. Aliści trudny on jak mój ostatni egzamin z Organizacji Międzynarodowych ;). Trudny on również dlatego, iż - na moich sesjach - technologia spychana jest zwykle na najdalszy możliwy plan. A, jeśli się da, to nawet dalej, hen, poza wszelki plan.

Zazwyczaj, gdy prowadzę jakąś grę, staram się unikać wprowadzania do gry czegoś, co swoją komplikacją przekracza budowę cepa. Pewnie, przez moje sesje przewijają się chociażby czołgi (patrz: "eska", historia pewnego czołgu) czy inne, mniej lub bardziej wymyślne ustrojstwa (z mym szczególnym upodobaniem do radzieckich potworów)... jednakże, nigdy nie zmienia to faktu, że najważniejsi ("u mnie") są jednak BG (oraz ich czyny). Wszystko inne, stanowi tylko (-bądź aż?) tło. Czechow powiedział kiedyś, że jeżeli w dramacie w pierwszym akcie na ścianie wisi strzelba, to w trzecim na pewno ona wystrzeli. O ile będzie ktoś, kto ją zdejmie. To samo jest z technologią.

Odpowiedź na pytanie: "dlaczego tak niechętnie stosuję technologię?", najlepiej wywieść z tego, co, na swoim blogu, napisał imć zigzak. Że, aż go zacytuję (i ułatwię sobie sprawę pisania mej karnawałowej notki): "Łatwo się przecież może zdarzyć, że co sprytniejsi gracze wytkną niekonsekwencję w używaniu technologii w świecie gry, albo przez absurd zastosowania nieprzemyślanej techniki, który wychodzi dopiero w trakcie sesji, rozwala się cała przygoda". Innymi słowy, Skryba nie jest Inżynierem ;). Zaś uniknięcie wykłócania się z ekspertami o to, iż jakaś maszyna działa inaczej, przebija - IMHO - wszelkie możliwe plusy wynikające z wprowadzania "wiarygodnych" technologii.

Dlatego, kończąc ten nieco przydługi wstęp, często - przyparty do muru - staram się nieco "oszukać" system i całą sprawę wdrażania "niewiarygodnych" technologii, rozwiązać z zupełnie innej, zwykle nieoczekiwanej, strony. Wielką pomocą służy mi tutaj... filozofia. Której, paradoksalnie, specjalnie nie lubię, a i za naukę nie uznaję (co nie oznacza jeszcze, oczywiście, że nie cenię sobie przemyśleń kilku jej wybitnych myślicieli [z Lwem Tołstojem na czele]). A co ma filozofia do technologii? Wbrew pozorom, całkiem sporo. Zwłaszcza gdy, jak ja, dany prowadzący pragnie wprowadzić do gry coś, co, z dowolnego punktu widzenia, nie ma żadnego prawa działać. Ale, ale. W filozofii nie ma rzeczy niemożliwych ;). Myślę, więc jestem, nie?

31. marca 1596 w La Haye-en-Touraine w Turenii, urodził się niejaki René Descartes, bardziej ("u nas") kojarzony jako hrabia Kartezjusz. Ponieważ o jego dokonaniach powstały już całe książki, nie warto w tym momencie wchodzić w dysputy i po prostu (po)twierdzić, że ów hrabia był jednym z najbardziej "łebskich" uczonych XVII wieku. Ja, z wykładów, najlepiej zapamiętałem go z wykutej przez niego tezy, że niemal dla każdego stwierdzenia filozoficznego można sformułować jego antytezę - i że nie ma sposobu, aby ustalić, które z tych twierdzeń jest prawdziwe. Stąd też i ostatnie zdanie powyższej linijki: jedyną rzeczą, której nie da się zaprzeczyć, jest to, że w danym momencie myślimy. Cogito ergo sum.

Nasz hrabia, bodajże w 1637 roku, tworzy również swoje, chyba najbardziej znane, dzieło, zatytułowane: "Rozprawa o metodzie" (we fr. oryg.: Discours de la méthode). W skrócie oraz za Wikipedią: "To jedno z najbardziej wpływowych dzieł w historii, opisuje metodę poznawczą modelowaną na matematyce która daje solidne podstawy rozwoju wszystkim nowoczesnym naukom ścisłym. Dzięki tej rozprawie odżyła na nowo antyczna idea sceptycyzmu – wątpienia o wszystkim – od której Kartezjusz zaczął, aby wyzbyć się błędnych przekonań i założeń, w które na co dzień kompletnie bezpodstawnie wierzy ludzkość. O wszystkim trzeba było udowodnić, że istnieje".

I co to niby ma do, wyżej podanego, marudzenia Skryby o tych maszynach, które nie mają prawa istnieć? Wszak wszystko jest zawarte w podanych definicjach. Kartezjusz, bez wątpienia inteligentny facet, tworzy sześć traktatów, które staną się później "biblią" nowoczesnych nauk ścisłych. Gdzie tu fantazja szalonych naukowców? - łatwo jest udowodnić, że technologiczny wymysł Waszego kochanego prowadzącego można między bajki włożyć. A, jakby się awanturował i stał twardo przy swoim stanowisku, zawsze można mu dać do przeczytania tę notkę i orzec, iż w Discours de la méthode nie ma ani słowa o takich bzdurach, prawda?

Nieprawda.

Wspomniałem już, że dzieło Kartezjusza składa się z sześciu filozoficzno-matematycznych traktatów. Z punktu widzenia moich rozważań, najistotniejszy jest traktat piąty (znów za Wikipedią: Physics, the heart, the soul of man and animals). Polecam zerknąć, tym bardziej, iż sama Rozprawa jest dostępna w języku polskim, chociażby na tej stronie. Tak czy owak, filozof stara się w nim nie tylko wyjaśnić prawa rządzące przyrodą, słońcem, gwiazdami czy chociażby grawitacją, ale, co ważne, stawia również, dość oryginalną jak na tamte czasy, tezę: zwierzęta są maszynami.

Jakby ktoś sądził, że źle przeczytał - powtórzę. Zwierzęta. . Maszynami. Kropka.

By zbytnio się nie rozpisywać, wywód Kartezjusza na ten temat można uporządkować w następujący ciąg. Po pierwsze, fizycznie, zwierzęta wykazują wiele cech pokrewnych ludziom. Posiadają pokrewne organy, a i jeśli o podstawowe możliwości idzie, zwierzęta również są do nas podobne. Jednak, wszelkie mechaniczne funkcje ciała (bicie serca, oddech płuc, naciąg mięśni, itp.), mogą być, zdaniem Kartezjusza, wytłumaczone tymi samymi zasadami, które można stosować w przypadku analizowania budowy mechanicznych zegarków bądź nakręcanych zabawek dla dzieci.

Powstaje zasadnicze pytanie: co, w świetle tak postawionej tezy, odróżnia nas od zegarków (zwierząt). Wg hrabiego jest to fakt, iż posiadamy duszę. Ciało jest maszyną (materią), dusza natomiast jest niematerialna. Cytując Kartezjusza, "niedziwne [jest to] dla kogoś, kto obserwuje różnorodność możliwości wielu maszyn, stworzonych przez człowieka [...] taki ktoś bowiem, patrzył będzie na ciało jak na maszynę, stworzoną ręką Boga". Skoro więc istnieją ciała pozbawione duszy oraz skoro możliwe jest mechaniczne działanie czegoś pozbawionego rozumu, można założyć, że dusza jest czymś unikatowym, podarowanym nam przez Boga (który daje dusze wyłącznie ludziom). A skoro zwierzęta to ciała pozbawione duszy = są maszynami. Proste.

Jeśli jednak ktoś ma jakieś wątpliwości, Kartezjusz usłużnie podaje argumenty przemawiające za jego tezą:

1) Zwierzęta mają ściśle określony zestaw umiejętności. Mogą świetnie wykonywać jedną (i tylko jedną) czynność, ale nie są w stanie wykonać żadnej innej czynności. Przykładowo, taki pająk przędzie nić lepiej niż jakikolwiek człowiek, ale nie potrafi użyć tej umiejętności w inny, bardziej kreatywny, sposób.

2) Zwierzęta nie potrafią mówić. 
- nawet jeśli posiadają odpowiednie organy (np. papugi),
- w przeciwieństwie do zwierząt, nawet mniej inteligentni ludzie potrafią mówić, ergo: umiejętność mowy nie wymaga zbyt wysokiej inteligencji
- w przeciwieństwie do zwierząt, ludzie, nawet pozbawieni możliwości mowy, mogą wykształcić umiejętność porozumiewania się w inny sposób (język migowy)
- wiele zwierząt jest w stanie radzić sobie z daną czynnością lepiej niż mniej inteligentni ludzie, ale nie zmienia to faktu, że wciąż nie potrafią nauczyć się mówić

Mając to wszystko na uwadze, teza Kartezjusza powoduje określone konsekwencje. Skoro zwierzęta to maszyny, oznacza to iż: a) nie posiadają uczuć, b) nie posiadają świadomości, c) nie odczuwają bólu, d) nie posiadają zainteresowań. Przez takie podejście, filozof stwierdza, że my, jako ludzie, nie posiadamy żadnych bezpośrednich etycznych zobowiązań wobec zwierząt (gdyż są maszynami). Niemniej, Kartezjusz wskazuje, że istnieją jednak pewne niebezpośrednie etyczne zobowiązania ich dotyczące. Są to, przede wszystkim, następujące zobowiązania:

a) zobowiązanie do poszanowania własności prywatnej (dotyczy zwierząt należących do innych ludzi)
b) zobowiązanie do powstrzymywania się od okrucieństwa (gdyż wzmaga to ciemną stronę naszej własnej natury i, przez to, okrutne zachowanie wobec zwierząt może przenieść się na późniejsze okrutne zachowanie w stosunku do ludzi)
c) zobowiązanie do nieranienia uczuć innych ludzi (kochających zwierzęta) przez wykorzystywanie zwierząt
d) zobowiązanie do utrzymywania równowagi w ekosystemie (i, generalnie, natury jako całości), dla własnego dobra
e) zobowiązanie do ochrony pięknych gatunków, tak dla swojego jak i dla następnych pokoleń
d) zobowiązanie do ochrony gatunków, których istnienie gwarantuje dostęp do ważnych dla człowieka dóbr (np. wykorzystywanych w medycynie)

Ciekawe przemyślenia, nie uważacie? A teraz pomyślmy - świat RPG, w którym zwierzęta są maszynami. Mało realne? - hej, zdaniem Kartezjusza, właśnie w takim świecie żyjemy (trudno się z tym zgodzić [vide testy Turinga]). A może, odwrotnie, świat RPG, w którym golemy/cyborgi/androidy (niepotrzebne - skreślić ;)) są przedmiotem badań naukowców, patrzących na nie w sposób, w jaki Kartezjusz patrzył na zwierzęta (no, może z wyłączeniem punktu: "nie potrafią mówić" - chociaż... skąd pewność, że g/c/a nie udają mowy ludzkiej i [bazując na rachunku prawdopodobieństwa?] jedynie sprawiają wrażenie, że potrafią mówić)? 

IMO, interesujące podejście do tematu. A jeśli wdrożycie do gry jakąś niewiarygodną technologię (pokroju widocznego tutaj mechanicznego nosorożca ;P), i gdy jakiś, ponownie cytując zigzaka, "co sprytniejszy gracz", będzie Wam marudził, że takie coś nie ma prawa (za)istnieć, śmiało możecie takowego delikwenta odesłać do Discours de la méthode. Filozofia, cokolwiek by się na jej temat nie mówiło, powstała na wiele wieków przed zaistnieniem wielu wynalazków (...i wynalazców). Nikt Wam także nie zagwarantuje, że w antyku, średniowieczu, czy w dowolnej innej epoce, nie istniał taki Kartezjusz i podobne jego Rozprawie traktaty.

Kończąc, pragnę tylko - jako tarczę przed "co sprytniejszymi blogerami;) - posłużyć się słowami samego zainteresowanego:

"Byłbym bardzo rad przejść i ukazać tutaj cały łańcuch innych prawd, które wyprowadziłem z tych pierwszych; ale ponieważ w tym celu trzeba by mi mówić o wielu zagadnieniach będących przedmiotem sporu między uczonymi, z którymi nie pragnę wejść w zwadę, sądzę, iż lepiej będzie, abym tego poniechał i wymienił je jeno ogólnie, mędrszym pozostawiając sąd, czy będzie użyteczne, aby publiczność o nich bardziej szczegółowo powiadomić".

W końcu, Skryba to (również) nie Filozof ;).

Pozdrawiam,
Michał "Skryba" Ziętek.

PS. Podczas mojej nieobecności, RPG Kepos dorobił się dwóch Gości Honorowych. Pierwszym z nich został Indoctrine, Autor gry fabularnej "Głębia Przestrzeni" (swoją drogą, polecam zainteresować się z, powiązanym z tym systemem, konkursem na witrynie Last Inn!). Drugim Gościem, został bohomaz, który prowadzi bloga bohoMaze - na którym umieścił ostatnio bardzo fajny news, który na pewno ucieszy fanów systemu Shadowrun. Tak czy inaczej, serdecznie witam w Ogrodzie, Panowie :).

6 opinii.:

Dzięki za wpis, dodany do notki organizacyjnej :)

Drobiazg - ot, kolejna cegiełka do Karnawałowej inicjatywy :).

Peace,
Skryba.

Dzięki, bardzo ciekawy wpis.
I błagam, "zigzak", nie "zigzag". :)
Same tezy artykułu dają ciekawą pożywkę do dyskursu z samym sobą :)
Ja zwykle staram się używać założenia, że "byt określa świadomość" - tzn im bardziej BG może odczuć "realizm" świata (w cudzyslowiu, bo ow realizm moze byc oparty na założeniach nierealnych, ale w swoim zalożeniu - spojnych logicznie najbardziej jak to możliwe) tym lepiej ten świat rozumie i tym mocniej z nim może reagować.

@ zigzak - poprawione! Wybacz, musiało mi się "omsknąć" przy pisaniu (drugi raz napisałem już Twój nick poprawnie). Błąd wychwycony, dzięki za czujność ;).

Co do tego dyskursu - taka to z tej filozofii przewrotna krowa, że zmusza człeka do myślenia ;P. Nawet gdy człek myśleć nie chce ;) - z drugiej strony, to w końcu Kartezjusz.

Jeśli idzie o realizm - co racja to racja. Niemniej, bardziej właśnie skłaniałbym się ku "spójności" niż 100% zgodności elementów składających się na dany świat. Jeśli coś, nawet kłamstwo, jest (w miarę) logicznie wyjaśnione, "łykamy to" (brzydko mówiąc) lepiej niż gdy ktoś stara się na wcisnąć niepodpartą niczym bajkę ;).

Pozdrawiam i dzięki za komentarz,
Skryba.

Oczywiście nie ma co popadac w jakieś dążenie do hiperrealizmu. Spójnośc to nie zgodnośc? :)
Chodzi o to, żeby ten świat gry się nie rozpadał od byle głębszego przyjrzenia się mu. Wiadomo, że nie wszystko sie da logicznie uzasadnic (nawet w naszym swiecie nie wszystko jest wytłumaczalne), choc z drugiej strony MG i świat mogą rozwiazac wiele kwestii ad hoc, np stwierdzeniem - w tym świecie Bóg istnieje. Jest to wtedy pewnik, który co prawda ucina jakiekolwiek dysputy na temat istnienia Boga, ale z drugiej strony - ma swoje implikacje - np Gniew Boży jest uzasadniony czymś innym niż wiarą, np empirycznie (jeśli przyjmiemy, że wiedza o tym że "Bóg istnieje" jest powszechna i np "potwierdzona naukowo").
Daje to dużą przewagę MG przy tłumaczeniu opisywanego świata, może on uprościc sobie "spójnośc" świata (czy też zgodnośc), nie rezygnując z co bardziej fantastycznych konceptów.

Coś ten antyspamowy filtr Bloggera zaczyna żyć swoim życiem.

Co do zgodności/spójności. 100% zgodność elementów, w mym odczuciu, to raczej groteska niż coś, co mógłbym uznać za spójność ;). Chyba, że właśnie o taką utopię nam idzie (-to w sumie mógłby być ciekawy pomysł na setting, świat, w którym wszystko musi mieć przyczynę... uber-logiczną, dodajmy).

Co do implikacji - hm, to już inna kwestia. Fakt faktem, dla Twego przykładu z jakimś bóstwem, powoduje to sporo dodatkowych pytań. W dodatku, takie stwierdzenie tylko teoretycznie załatwia sprawę. Już w polskiej fantastyce chyba istnieje jakaś książka, w której fakt, iż mamy 100% pewność, ze jakieś bóstwo istnieje, stwarza tylko, hm, dodatkowe problemy ;).

Ale, ale. Wchodzimy tu w tematy, w których ekspertem nie jestem ;).

Peace i dziękuję za komentarz - przepraszam z tym anty-spamem, sam nie wiem z jakiego powodu zablokował Twój komentarz. Ani linku, ani innych "niebezpiecznych treści", w nim nie ma. Oh, well.

Skryba.

Prześlij komentarz