IB.PL od kuchni (4) - deadline...

"Deadline – angielski termin oznaczający cezurę bądź granicę czasową, przed jaką dana czynność ma zostać wykonana. W teorii zarządzania projektami określenie to pojawia się najczęściej w kontekście kamieni milowych projektu". Termin z wiki - niemniej, jak na użytek prywatny, blogowy, nie jest to najgorsza definicja ;). Pasująca też do tego, co działo się z projektem In Between PL ;). Miłej lektury!

Ostatni odcinek, zakończył się na następujących stwierdzeniach:  tekst - jest. Layout master - jest. Grafiki - są. Profesjonalna Redaktorka - jest. Wszystko było gotowe - wystarczyło więc tylko "złożyć" to w jakiś tam ładny pdf i opublikować. Mniej więcej tak myślałem przed 01.09.2011 - był to bowiem ostateczny termin, do którego Daniel miał przesłać mi "ostateczną wersję" IB (czyt., w naszym przypadku, wersję 2.5).

Hm, jakby to delikatnie napisać by nikt się nie obraził ;). Wtedy, nie potrafiłem w 100% przekonać siebie samego, że rzeczywiście Autor gry zdąży z nią "na czas". Śledząc polskie projekty na forach autorskich, cóż, byłem raczej "ukierunkowany" na to, że będzie trzeba wdrożyć "Plan B" (tajny ;] - tylko Tweet wie czym on był). Okazało się, że, ponownie, nie doceniałem Daniela. Wybacz, stary.

Daniel wysłał mi podręcznik dokładnie 01.09.2011. W zasadzie... zrobił to 31.08.2011 - gdyż, erm, pewien Skryba zapomniał, że nawet jeśli w Polsce mamy już wrzesień - to w Kanadzie, wbrew pozorom, może być jeszcze sierpień ;). Co mogę rzec - Daniel "nieco" się zdziwił, iż "przypominam" mu o upływającym deadline, skoro ma on jeszcze parę godzin na wysłanie paczki do Polski ;). Wot, durak, Skryba. Wielikij durak.

Tak czy owak - v 2.5 doszła w całości. I... spowodowała pewien zamęt. Okazało się, że wersja 2.5 różni się - mimo wszystko - od wersji 2.0. Doszło sporo nowych zasad, pewne działy zostały rozbudowane. Owszem, postęp był - Daniel wszystko tam ładnie poukładał, wyklarował to, co było niejasne oraz doszlifował to, co wymagało kilku konkretnych poprawek.

Było mi miło, że sporo sugestii beta-testerów (wszystkich!) zostało wdrożonych bezpośrednio w podręcznik. Być może dlatego "Nieoficjalnych zasad" z podręcznika do IB.PL jest "stosunkowo" niewiele - w końcu, reszta "poszła na pierwszy ogień" ;). Nie można oczywiście określić owych "NZ" popłuczynami - po prostu, dorzucając je, mimo wszystko, nieco zmieniałyby się oryginalne zasady IB. Stąd umieściliśmy je w "NZ".

Wróćmy jednak do kwestii "zamętu". Ów "zamęt" oznaczał, że, niestety, trzeba trochę rzeczy pozmieniać tu i tam. Oraz... dorzucić dodatkowe "brakujące rozdziały". Niby nic takiego - Skryba przetłumaczy, da Redakcji i poprosi Tweeta aby je wdrożył oraz "zaktualizował" podręcznik. Tylko, wiecie, jak czasami wszystko idzie "zbyt" dobrze... to rośnie też szansa na to, że za chwilę wszystko będzie szło "zbyt" źle ;).

Nie mam zamiaru w tym momencie pisać co było "źle w zespole" ;) (pamiętajcie - pewne zgrzyty zawsze były, szczęśliwie, u nas było ich stosunkowo niewiele [minimum]). Powiedzmy, że w pewnym momencie stanąłem przed koniecznością podjęcia paru "cięższych" decyzji - powiązanych z dalszym redagowaniem tekstu (hej, w końcu podręcznik w 100% przetłumaczony nie był, v 2.5 wprowadzała "kilka" dodatkowych A4 tekstu).

Musiałem również owe "kilka dodatkowych A4 tekstu" - przetłumaczyć. Zwijcie to zmęczeniem materiału - miałem wtedy po prostu dość tekstu IB ;). Siedziałem nad nim zbyt wiele razy w tygodniu by entuzjastycznie powitać kilkanaście tysięcy znaków, dostarczonych przez Daniela. I, przyznam szczerze, wtedy też po raz drugi zacząłem zastanawiać się, czy uda mi/nam się ten projekt kiedykolwiek skończyć.

Powiem po prostu, że o ile do końca mych wakacji wszystko było w jak najlepszym porządku - to, jeśli idzie o nastanie nowego roku akademickiego, wszystko wyraźnie zwolniło obroty (łącznie z blogiem RPG Kepos, co ma swoje odbicie w regularności / ilości umieszczanych tutaj notek). Przez te miesiące, udało mi się tylko przetłumaczyć parę marnych stron. Wstyd, patrząc na "kałasznikow" notek z SD.PL ;).

Powiązane to było/jest z mym licencjatem (o propagandzie radzieckiej). Zbieranie materiałów, pisanie pracy, mierzenie się z promotorką (... serdecznie pozdrawiam ;P) + natłok prywatnych spraw, sprawiły, że wszystko inne zostało odłożone na dalszy plan (albo wręcz wyleciało poza plan - siedziałem jeszcze nad kilkoma innymi projektami RPG, wróciłem do nich ledwie parę tygodni temu). W tym, niestety, i sam IB.PL.

Nie oznacza to, że nad IB.PL nie pracowałem. Pracowałem - tyle że znacznie wolniej. W listopadzie udało mi się w końcu przetłumaczyć i dać do Redakcji ostatnie rozdziały. Po ujarzmieniu problemów - podesłałem paczkę Tweetowi. Okazało się, że i owszem, cały podręcznik w wersji 2.5 został przetłumaczony. Tyle tylko, że... brakuje "dodatkowych materiałów zawartych w polskiej wersji IB". "Małe" niedopatrzenie Skryby ;).

Niestety, na dostarczenie owych "brakujących stron" - trzeba było czekać do nastania roku 2012. Cóż, biorę to na siebie - bo to ode mnie zależało to, kiedy owe strony "się pojawią". Szczęśliwie, nowy rok zawsze jest zwykle dobrym czasem na "ruszenie z kopyta". Szkoda tylko, że - w mym przypadku - średnio się to hasło sprawdza(ło) ;). Co, ponownie, widać po ilości notek na RPG Kepos w styczniu. Co ja mogę powiedzieć...

Z czegoś trzeba było "chwilowo" zrezygnować - padło na Ogród (wojna wymaga ofiar ;P?). Cała para poszła w finalizację In Between PL. Ostatecznie, dwa tygodnie przed końcem stycznia, Tweet otrzymał wszystko czego potrzebował. A ja, naiwny, myślałem, że już nigdy więcej nie będę musiał siedzieć nad tekstem IB.PL w celu jego poprawienia ;). Okazało się, oczywiście, że się myliłem (bardzo).

Tweet zabrał się do roboty. Wcześniej ustaliłem już jak finalnie będzie wyglądał layout podręcznika. Ustaliłem też, jak będzie wyglądało rozłożenie rozdziałów w podręczniku. Ustaliłem wreszcie kilka innych rzeczy (jak "kategoryczny zakaz" "przerzucania" tekstu). Także, widzicie, każda sprawa - tak czy inaczej - przechodziła przeze mnie. Stety / niestety, to właśnie ja musiałem podejmować decyzje czy ją akceptować... czy odrzucić.

Widać to zwłaszcza w kwestii tego, jak miał ostatecznie wyglądał layout do IB.PL. Oto i kilka próbek.

... a wszystko mogło wyglądać np. tak ...
... albo nawet i tak ;).
Tweet był na tyle miły, iż przygotowywał mi kilka koncepcji. Niemniej, wybór "tej jedynej", spad(a)ł na mnie.

Tak czy inaczej. Pod koniec stycznia, podręcznik był gotowy. Dlaczego więc tak długo zwlekaliśmy (czy raczej - "zwlekałem", gdyż to ode mnie zależała decyzja o tym, kiedy "odpalić" rakietę)? O tym, za tydzień, w ostatnim odcinku cyklu - poświęconym gorączce wiosennej nocy a.k.a. perypetiom, jakie działy się na "dwa tygodnie" przed godziną zero ;).

Podsumowanie części czwartej "koordynatora" projektu IB.PL ;).

1) Jak bardzo "red.nacz." ingerował w prace Redakcji / Layout mastera?

Nie ingerowałem w pracę Redakcji / Layout mastera. Pewnie, często z nimi dyskutowałem, pytałem czemu np. jakiś element zrobili tak a nie inaczej, czy, w końcu, prosiłem o szlifierkę paru pomysłów - ale nigdy nie narzucałem im swojej własnej wizji tego, jak redakcja/wygląd podręcznika ma wyglądać. Mieli wolną rękę i całkiem spore pole do popisu ;).

Sądzę, że dzięki temu nie mieliśmy żadnych większych zgrzytów w naszej współpracy. Każdy wiedział co ma robić i, mniej więcej, czego oczekuję. Każdy mógł się ze mną sprzeczać ;P - czyli każdy mógł mieć wpływ na to, jak ostateczna wersja będzie wyglądała. Nie reagowałem negatywnie na sugestie / rady / inne opcje. Ba, wiele z nich okazało się - ostatecznie - lepszych od moich. Czemu miałbym z nich nie skorzystać :)?

2) Nie dało się tego skończyć w 2011 roku? - deadline IB.PL był do połowy października... 

Dało. Jak to jednak bywa - życie upomniało się o swoje. I, cóż, tak to się po prostu złożyło, że kompletnie nie miałem czasu w pierwszych miesiącach nowego roku akademickiego. Wiem jak to brzmi, ale jeśli ktokolwiek wie, czym jest USOS i jakie numery potrafi wyciąć dziekanat - ten wie, o czym mówię. Plus, mój licencjat też ustawił mi własne "deadline" - których nie mogłem już w żadnym wypadku "zawalić".

Stąd też polubiłem hasła typu: "when it's done" ;). Następny projekt - bo kiedyś pewnie będzie jakiś tam "następny projekt" (zbyt bardzo lubię erpegi aby dać sobie spokój ;P) - będzie już raczej przygotowywany w zupełnie innej "procedurze". Jak to szło? Popatrz na procedurę, wytnij z niej to, co nie działa, usprawnij to, co działa - i dorzuć kilka nowych sztuczek, które mogą działać. Tyle teoria ;). Praktyka... wiadomo ;P.

3) Największym problemem z tworzeniem IB.PL było...?

... samo tworzenie IB.PL ;)? Heh, oczywiście żartuję. Jeśli miałbym określić to, co powodowało najwięcej kłopotów (z mego punkty widzenia) - uznałbym, iż było to tracenie cennego czasu na czekanie na odpowiedzi poszczególnych członków zespołu. Dopiero, plus minus, od połowy tworzenia IB.PL, podałem numer kom. tak Tweetowi (którego na oczy nie widziałem ;P) jak i Petrze (którą spotkałem raz, na jakimś konwencie).

Z Danielem / Giną - operowałem przez 90% czasu głównie na mailach. To był błąd - dziś sytuacja jest o wiele lepsza. Mam do nich kontakt m.in. przez Google+. Choć nie cierpię twarzo-książki i pochodnych - to, o dziwo, G+ okazał się być świetnym narzędziem do "ścigania ludzi", od których "coś chcę". Kto wie, może przy okazji prac nad "kolejnym projektem" - będę dążył do ustanowienia jakiejś "grupy" na Skypie ;)?

Brzmi rozsądnie.

Pozdrawiam,
Michał "Skryba" Ziętek.

PS. Propo Tweeta. Sprawdźcie jego temat Karnawału Blogowego - Architektura w RPG. Warto coś na niego napisać :)! Sam mam już pewien pomysł, mam nadzieję, że uda mi się go w tym tygodniu zrealizować.

0 opinii.:

Prześlij komentarz