S-to-PLAY: Last Scenario

2 ghz, 2 gb ram, grafika 512 mb, sm 3.0. Przynajmniej na pecety. Tak, takie oto wymagania ma gra, w którą chciałbym zagrać a w którą to dziś grają - o słodka ironio - bez mała wszyscy moi znajomi. Skyrim. Dopóki jednak nie zarobię na naprawdę mocny upgrade mojego sprzętu (w mym przypadku upgrade = kupienie nowego), pozostaje mi sentymentalny powrót do... Last Scenario (cRPG ;)).

By nie było, że zaraz ktoś napisze iż bluźnię, porównując te dwie gry - specjalny disclaimer: nie porównuję ;). Po prostu tak jakoś wyszło, że lubię cRPGi tworzone w RPG Makerze (którego polską wersję [nieoficjalną, nielegalną, nie-reformowalną pod względem ilości byków językowych na linijkę kodu programu] winno się przykryć toną mułu i jak najszybciej o niej zapomnieć... serio, serio) - także takie pozycje jak, dajmy na to, Ahriman's Prophecy czy opisywany dzisiaj Last Scenario, dostarczają mi dużej dawki przyjemności. Polskie czaso-przestrzenie pomińmy milczeniem. Takoż jak i poniższy fragment recenzji (zaczerpnięty stąd), traktujący o głównym bohaterze gry (korzystam z niego dla wygody i z wrodzonego lenistwa ;P):

"Hilbert jest mieszkańcem wioski Whitlake Town [przysiągłbym, że   Whitelake  - dop. Skryba]. Pełni w niej funkcje szeryfa. Pewnego dnia przychodzi do niego dziewczynka mówiąc, że zginął jej kotek. Po krótkiej wyprawie w góry, nasz bohater przynosi tylko zwłoki futrzaka. Jest załamany, że nie potrafi wykonać prostego zadania. W tym czasie przed jego oczyma pojawia się wyrocznia i przepowiada mu, że jest przyszłym zbawicielem ludzkości. Głosi ona, że armia demonów wypełznie z diabelskich czeluści i opanuje całą ziemię. Prosty obrońca malutkiej mieściny nie może ochronić świata przed zagładą, więc wyrusza do stolicy zaciągnąć się do armii i tam przygotowywać do spotkania z piekielnymi hordami. Tak prezentuje się fabuła, która, jak sami pewnie zauważyliście, jest kiepska i oklepana."

... wiecie, nie lubię doklejać metek traktujących o głębokiej filozofii tkwiącej w zjawisku RPG (tak z 'c' jak i bez 'c'), więc - w teorii - powinienem zgodzić się z ostatnim zdaniem mości Pawcio. Przedstawiona w ten sposób fabuła rzeczywiście jest kiepska i oklepana - i przy tym zupełnie niezgodna z tym co się dzieje w świecie gry. Nie wiem ile czasu poświęcił Autor recenzji na przejście gry, ale już po pierwszej misji w wojsku okazuje się, że ideały Hilberta (którego marzeniem jest zostać wielkim bohaterem) mają się nijak do sytuacji tak świata gry jak i jego w nim roli jako "zbawiciela ludzkości". Dość powiedzieć, że za uratowanie życia paru cywili nasz niedoszły bohater dostaje... solidny ochrzan od jego przełożonej - za to, iż naraził całą misję na niepowodzenie, zaś pozostałych członków jej oddziału, na niepotrzebne niebezpieczeństwo.

Podobnie jest z Wyrocznią, która okazuje się być... nie, spoilera nie będzie - wiedzcie jednak, że cała sprawa ma podwójne (cóż, jeśli nie potrójne) dno, armia demonów wydaje się być całkiem sympatyczna (jeden jej przedstawiciel... czy raczej przedstawicielka - dołącza do naszej drużyny [!]), zaś "prosty obrońca malutkiej mieściny" (w której wcale nie jest lubiany, tak swoją drogą) nie raz i nie dwa zwątpi w sens swojego marzenia czy w to, że rzeczywiście jest wybrańcem. Spotkanie z prawdziwym bohaterem wrogiego kraju, który po prostu od niechcenia masakruje szeregowych żołnierzy z ojczyny Hilberta - siostra wyrzucająca mu uganianie się za mrzonkami - czy wreszcie wielokrotne zwroty akcji (zdrajcy, zabójcy, politycy) sprawiają, że chce się poznać to, co będzie dalej. Nawet jeśli w paru momentach lepiej tego jednak nie wiedzieć.

By jednak nie było, że "samym ratowaniem świata" gra ta stoi - Autor umieścił w niej naprawdę sporo rzeczy do odkrycia i wypróbowania. Od mini-gry, przypominającej nieco tą zawartą we wczesnych cyklach Final Fantasy (o ile mnie pamięć nie myli), do której "karty" zyskujemy na wiele różnych sposobów (najszybciej [bo nie najprościej] jest mierzenie się z innymi graczami NPCtami i otrzymywanie kart w przypadku wygranej partii) - po ukrytych bossów, którzy w ostateczności okazują się być większymi skurkowańcami niż ostatni przeciwnik w całej grze. Na uwagę zasługuje także system zdolności specjalnych w postaci magicznych kartridży (...z braku lepszego słowa), które można dowolnie umieszczać w "slotach" każdej z postaci. Tym samym nie mamy tutaj do czynienia ze sztywnym przypisaniem członka drużyny do roli, jaką w niej pełni. Chcecie magicznego Hilberta? - wasza wola, w tej grze macie taką możliwość.

Warto również wspomnieć, że każda z dołączających się postaci ma swoją historię, cele oraz motywacje - co nieczęsto gości w produkcjach 'made by' RPG Maker. I choć - naturalnie - nie wszystkie porywają (dawne dzieje kapłana mnie trochę zawiodły), stanowią miłe urozmaicenie a w przypadku niektórych postaci (np. dość enigmatycznego zabójcy z amnezją [ale bez syndromu "jestem przepak i mam was w nosie, frajerzy!" by Ezio]), stanowią swoistą wartość dodaną. Słowem wspomnieć też należy, iż podobna sytuacja ma się z co ważniejszymi NPCtami, których historię, losy i czyny poznajemy w trakcie rozwoju historii. Długiej, dodajmy. W zależności od tego jak gramy (odkrywamy wszystko czy gnamy do przodu) - zajmie nam ona od 15 do 65 godzin. Idealna na długie zimowe wieczory...

... i oczekiwanie na upgrade PC ;).

Pozdrawiam,
Michał "Skryba" Ziętek.

PS. Grę można za darmo pobrać np. stąd.

0 opinii.:

Prześlij komentarz