Murderous Ghosts (Vincent Baker) - playtesting.

Witajcie. Dzisiaj nieco informacyjna notka. Ostatnio miałem przyjemność pomagać pewnej osobie w testowaniu, chyba najnowszego, projektu Vincenta Bakera - miksu gry paragrafowej i erpega, pt.: "Murderous Ghosts". Gra dla dwóch osób o morderczych duchach starających się ukatrupić jedynego BG? Cóż, count me on, Baker ;). Oto mini-raport...

Przede wszystkim - warto zaznaczyć że graliśmy przez Skypea. To osobiście potrójne novum dla mnie. Raz, że Skype do przedwczoraj był dla mnie jedną wielką zagadką. Dwa, że w sumie nigdy nie grałem w erpega przez tego typu komunikatory. I trzy, że... no, z grami paragrafowymi miałem raczej same nieprzyjemne doświadczenia - liczyłem więc na to, że kwestia "zerpegowania" zrobi swoje.

Wcześniej czekał mnie jednak mały wydatek: trzy złote za talię kart - trzy złote przeznaczone na grę Bakera, choć ta jeszcze się nie ukazała, pełen szpan, he he ;P. Następnie mieliśmy też pewne problemy z VASSALem - dziwnym programem do symulowania stołu na sesji. Ostatecznie, przez problemy techniczne z mojej strony monitora, uznaliśmy że, a to niespodzianka, będziemy sobie ufać. I nie zaglądać w karty. Udało się ;).

Należy też wspomnieć o pewnej ciekawej rzeczy. Murderous Ghosts to... jedna gra rozłożona na dwa odrębne ale wzajemnie się wypełniającego podręczniki: dla gracza i dla MG. Ich konstrukcja jest taka jak, cóż, jak gier paragrafowych. Zrób to, idź tam, masz parę opcji, wybierz jedną, idź tam, mów co się dzieje, ciągnij kartkę, et ceatera. Haczyk tkwi w tym, że jest to podlane "erpegowością". Dosłownie.

MG opisuje setting (fabrykę) i ducha/duchy na które natyka się postać gracza. Gracz natomiast opisuje co robi jego postać, ciągnie karty z talii i stara się przeżyć. To ostatnie często określa pula wyników - suma kart w dłoni opisuje czy w danej sesji BG trzyma się w miarę nieźle, czy jest zaniepokojony ale nie panikuje - lub, jeśli suma przekroczy minimalną bądź maksymalną dozwoloną wartość [z braku laku, dajmy na to: poczucia bezpieczeństwa ;)], czy jest z nim bardzo źle. Fajne rozwiązanie - hazard na bazie gry w klasyczne oczko.

Wszystko jednak kręci się wokół zawartych w obu książkach "podpowiedzi" - co powinno się robić w tym momencie. Przyznam szczerze, że czasami trochę to kulało - czyt. nie zawsze dana "instrukcja" odpowiadała temu co akurat działo się na scenie, przez co trzeba było - po obu stronach stołu - improwizować. Szczęśliwie - tak ja (jako gracz) jak i mój MG graliśmy "czysto pod konwencję" i staraliśmy się nie psuć ulotnego klimatu.

Efekt? Graliśmy "nieco" dłużej niż, zdaniem Bakera, grać powinniśmy (...a powinniśmy: ~30 minut). Po sesji doszliśmy do wniosku, że to przez nasze style gry - ja grałem dość zachowawczo (jako postać, oczywiście - jako gracz byłem bardzo zaangażowany w tworzenie historii), natomiast mojej prowadzącej zależało na dość spokojnym budowaniu napięcia i jego kulminacji w finałowej scenie. I - IMHO - wyszło jej to bardzo dobrze.

Nie będę opisywał scena po scenie co się u nas działo - powiedzmy, że w grę zamieszana była zjawa kobiety, zamurowanej we wnęce jednej ze ścian opuszczonej fabryki... i jej siostry ;). Całkiem zacny koloryt - jako fan horrorów, bawiłem się dobrze obserwując jak moja rozmówczyni kompiluje ze znanych mi konwencji coś nowego. Historia mnie wciągnęła i w sumie do samego końca byłem ciekawy co też czeka moją postać.

... bowiem, wiecie, grając w grę z takim tytułem człowiek jest poniekąd przygotowany, że nie będzie to raczej nic miłego ;). I chociaż mój BG bronił się dość dobrze przez większą część przygody - to, ostatecznie, jak to mówią mądrzy ludzie: przekroczył cienką czerwoną linię. Skończył dość marnie - ominę szczegóły, bo nocka jeszcze młoda, nie uważacie ;)?

No dobrze - a jak mi się widziała ta gra? Nie będę jej oceniał, oczywiście - to wciąż beta. Możecie poprosić o wgląd do niej samego Bakera - przez zamieszczenie odpowiedniej informacji pod tym adresem - ja w każdym bądź razie, nie narzekałem... zbytnio. Parę rzeczy mi w niej zgrzytało - ale ten feedback nie jest moją broszką ;). Ja byłem tylko jednym z betatesterów - i to mi w zupełności wystarczy do pełni szczęścia ;).

A następnym razem - ja mam być MG. Hm, strach się bać ;)?

Pozdrawiam,
Michał "Skryba" Ziętek.

PS. Tak na wszelki wypadek - Baker ma zamiar testować ten projekt do ~15 października. Czas ucieka, duchy czekają ;)...

0 opinii.:

Prześlij komentarz