Zapiski z sesji #20! - Neuroshima #2 - kampania: SK (II).

Co by było, gdyby w Neuroshimie 'podarować' Graczom na pierwszej sesji... czołg? Sprawny czołg. Bez haczyków i zbędnych zastrzeżeń. Brzmi ciekawie? - przekonajcie się sami czy jest tak w istocie ;). Przed Wami druga sesja z neuroshimowej mini-kampanii zatytułowanej SK, z podtytułem: "SK - czyli historia pewnego czołgu". Trzymajcie hełmy mocno - tym razem czekać Was bowiem będzie sporo gromkiej akcji.

Po powrocie do głównej bazy, dość szybko okazało się iż Posterunek zamierza ‘wycofać’ cały odcinek frontu trochę w głąb kraju – i znacznie bardziej na wschód. Sytuacja na dezercję była więc dość sprzyjająca. Niemniej, kwestia pozyskania czołgu wymagała od naszych bohaterów małego wsparcia. Owszem, Szajbus robił swoje – załatwił ‘lewe papiery’, ba, nawet dostęp do kilku eksperymentalnych biomedykamentów. I, co najważniejsze, skombinował ciężarówkę z kilkunastoma kanistrami benzyny, łopatami oraz wciągnikiem.

Ale do tego tanga potrzebne były jeszcze co najmniej dwie sprzymierzone z naszymi bohaterami osoby.

Pierwszą z nich okazałą się być Meg, znajoma Drake’a. Ruda, często uroczo niepewna swojej sytuacji optymistka, będąca też świetnym technikiem i... cóż, złodziejem. Jak widać, nawet w Posterunku przydaje się ktoś, kto ‘za niewielką ilość gambli’ załatwi to i owo dla każdej potrzebującej duszyczki. Wyszło również na jaw to, iż sama Meg należała do tego samego motocyklowego gangu co niegdyś Drake (tak, tak, też była z Detroit) – nic dziwnego więc, że wraz z tym ostatnim szybko utworzyli na tej linii frontu swój całkiem intratny biznes. Mało legalny, oczywiście, niemniej – bez dwóch zdań przydatny.

Meg jednakże długo trzeba było przekonywać do wspólnej akcji (... kobiety). Ostatecznie jednak, udało się. Sama dziewoja, z właściwym sobie podejściem do życia, uznała iż być może pod 55’75’ odkryją oni coś, co pomoże wszystkim w walce z Molochem. Sprzedała więc swoje ostatnie graty oraz rozpoczęła powolne przygotowywania do drogi. I, w głębi ducha, święcie wierzyła, iż nie będzie potrzebować broni. Fakt, Meg była wielką optymistką. Nie zmieniało to jednak faktu, iż, cóż, nie umiała walczyć. Niczym.

Walczyć za to umiał, i to jak! – Steiner, kumpel i towarzysz broni Matta. Chłop niczym z marmury wyrzeźbiony, tęgi, twardy i zimny jak kamień. Czasami tylko wpadał w złość, a wtedy... wtedy nikt o zdrowych zmysłach nie zbliżał się do tego Niemca na odległość strzału z jego ulubionej pukawki: Desert Eagle. Szczęśliwie, w chwili gdy Matt namawiał do na to by dołączył się do ich wyprawy, facet był jeszcze spokojny. Po paru zabawnych anegdotkach ze wspólnej przyszłości (‘A pamiętasz tego zmutowanego goryla w zoo?’), Steiner dał się dość szybko przekonać do tego by zabrać banany (czołg), wjechać do ZOO (55’75’) oraz wtłuc małpie raz jeszcze (czymkolwiek ta małpa by nie była).

Resztę nocy bohaterowie spędzili na przygotowaniach do dalekiej drogi oraz... ‘pożegnalnym’ spotkaniu na dywaniku u ‘szefa’ Bobbiego. Który chyba zaczął coś podejrzewać po przejrzeniu mało ‘wybuchowego’ raportu (w którym, poza utratą dwóch ludzi, wszystko poszło nadspodziewanie dobrze). Niestety, nie wydusił niczego – zrezygnowany, przekazał im najnowsze rozkazy: ochraniać przód tylniej części przemieszczającego się Posterunku. A ‘tak się złożyło’, że wszyscy członkowie z oddziału Delta znaleźli się w tej samej ciężarówce. Szajbus dobrze odrobił swoją pracę domową.

Trzeba było ‘tylko’ czekać na okazję do zwiania. Wszyscy siedzieli jak na szpilkach gdyż Szajbus dowiedział się też, iż prawdopodobnie istnieje spora szansa na zasadzkę Molocha. I, fakt faktem, do ataku doszło mniej więcej po pół dnia drogi do ‘nowego domu’. Klaun, czy raczej kilka Klaunów, zaatakowało środek oddziału. Głównie po to by spowodować chaos i, korzystając z zamieszania, ‘porwać’ kilka ‘wyżej postawionych’ oficerów. Przynajmniej tak się na początku wydawało. Bohaterowie postanowili działać – nie obyło się bez kłopotów (kule Klauna trochę złamały szyk tylnej straży, ciężko było manewrować, zwłaszcza w piasku pustyni), niemniej, ostatecznie, zdołali pognać za dwoma motorami z Posterunku zmierzającymi w stronę, prawdopodobnie, skupiska Klaunów.

Klaun był tylko jeden – za to cholernie podpakowany. Z miejsca rozprawił się z ‘lekką jazdą’ Posterunku i już witał się z gąską gdy... nadjechała ‘ciężarówka z zaopatrzeniem’ a.k.a. oddział Delta. Bohaterowie po raz kolejni udowodnili, iż ich reputacja nie wzięła się znikąd – po serii kilku nieudanych ('ostrzegawczych') strzałów, staranowali bydlaka i, korzystają ze wsparcia Szajbusa i Steinera, zniszczyli działo puszki molocha. Sam Matt - po wykonaniu iście hollywoodzkiego (wy)skoku z pędzącej ciężarówki - dobrał się do jego bebechów i, po uwolnieniu swoich kompanów, przeciął kilka ważnych kabli, co, w połączeniu z celnym okiem Drake’a, przeważyło szalę zwycięstwa na korzyść (jeszcze) Posterunku.

Posterunku, który zaczął się zastanawiać co zrobić z... Posterunkiem. Mianowicie, obaj motocykliści byli nieprzytomni, a ‘nie wypadało’ ich tak po prostu zostawić na środku pustyni. Poza tym, Meg (wraz z Drake’m) doszukała się informacji ‘z dysku Klauna’, iż cały konwój Posterunku zmierza prosto na... pole minowe Molocha. Jak wszyscy zgodnie uznali: dowództwa nie lubimy, ale nie aż tak. Postanowiono ocucić dwóch posterunkowców oraz tak ich ‘wstawić’ by z miejsca ruszyli ostrzec ‘bazę’. Tak też się stało. Na jednym motocyklu, niemniej, pomknęli jakby ich gonił sam Moloch wcielony.

To samo, chociaż w innym kierunku, zrobił oddział Delta – który pomknął w stronę pozostawionego czołgu. Dojechali późnym wieczorem. Okazało się, iż... już ktoś się nim zajął. Czy raczej – zajmuje się nadal na oczach posterunkowócw. Szybki rekonesans wykazał, iż był to... gang motocyklowy. Choć ‘nie zwykły’ – byli to Krety, najemni zbieracze złomu na pustyni. Zwykle pokojowo nastawieni, choć, w tym konkretnym przypadku, będący w większości w stosunku do liczby żołnierzy Delta. Którzy, nie ukrywajmy, mieli sporą zagwozdkę co z tym faktem zrobić. Opcji było wiele – planowali ich wybicie, planowali zdradzenie im szczegółów swojego planu. Ostatecznie jednak...

... padło na, chwiejny bo chwiejny, niemniej jednak – układ. Drake, trochę nietypowo - bo w roli negocjatora, ustalił co następuje: w zamian za ciężarówkę, klauna i kilkanaście sztuk elektroniki – Bridget, przywódczyni Kretów, ‘po dobroci’ odda im czołg i pozwoli odjechać każdemu swoją drogą. Biorąc pod uwagę, iż Matt wykrył w jej grupie trzech zainfekowanych techmorwami ludzi (z którymi Bridget rozprawiła się dość prosto – ‘skazała ich’ na wygnanie na pustynię) a także odnalazł ‘sprawczynię’ tego wszystkiego (robaka ukrytego w skrzyni z metalowymi jajkami Molocha [‘zagłuszaczami’]) – negocjacje poszły jak z płatka. Parę godzin później – czołg był już odkopany i napełniony paliwem, zaś, po ‘szybkim kursie obsługi’ wykonanym przez Szajbusa, załoga była już zwarta i gotowa do drogi.

Po sutym śniadaniu, oddział Delta bez większych problemów przekroczył front. Wszystkim wydał się on inny niż sobie myśleli – było... spokojnie. Żadnej maszyny. Żadnego człowieka. Dopiero gdy zatrzymali się na krótki przegląd Archibalda, odczuli wyraźne drżenie ziemi pod stopami – a na horyzoncie dostrzegli gęste smugi dymu, wskazujące, iż tą drogą raczej już nie pojadą (chociaż to planowali). Rekonesans wykrył, że naprzeciw nich znajduje się jedna wielka i cholernie rozbudowana fabryka Molocha. Samobójstwo przy bezpośrednim ataku. Po kilku ‘za’ i wielu ‘przeciw’, uznali, że najlepiej będzie w ich sytuacji wybrać drogę wiodącą przez most zawieszony nad kanionem. Przy odrobinie szczęścia – jak mówiła Meg – most ciągle tam będzie. Po oddaniu salwy z pokładowego działka czołgu (i skorzystaniu jednego z trzech dostępnych doń pocisków) i wywołaniu pięknych wybuchów w samym centrum wspomnianej wyżej fabryku, Delta postanowiła sprawdzić jak ta teoria ma się do praktyki.

Rzeczywiście, most był. Choć otoczony dwiema wieżyczkami. Drake, dość pechowy podczas całej tej podróży, stanął tym razem na wysokości zadania. Pokalibrował dysk wyjęty z Klauna i połączył go z zagłuszaczem Molocha w ten sposób, iż czujniki wieżyczek strażniczych nie widziały zbliżającego się czołgu, tylko... Klauna powracającego z pola bitwy. Sprytnie. Choć było gorąco – gdyż przez chwilę wydawało się, że fortel nie wypalił, ostatecznie oddziałowi Delta udało się przeprawić przez odbudowany most. Popołudniem, dotarli niemalże pod sam punkt 55’75. Wiedzieli jednak jedno – będą musieli wybrać sobie nową drogę powrotną. O ile oczywiście będą mieli taką szansę.

Drake i Matt z miejsca zgłosili się na ochotników by przeprowadzić mały rekonesans. Wykrył on coś, czego nie spodziewał się chyba nikt – regularną bitwę o jakieś niewielkie miasteczko. Dwie Matki. Mnóstwo mob-sprzętu. Zaminowany improwizowany mur. Zażarte walki o główną bramę. Oraz ludzie. Ludzie walczący z Molochem 70/80 – a teraz już niemalże 140/150 km za linią frontu.

Jednak co z tego wyniknie dla samych bohaterów tej opowieści (w tym i Archibalda) - przekonamy się podczas trzeciej, prawdopodobnie ostatniej (finałowej) sesji składającej się na tą mini-kampanię. Także, cóż, zostańcie z nami ;).

Pozdrawiam,
Michał „Skryba” Ziętek.

PS. 'Pokoloruję' jak tylko znajdę chwilę czasu ;P.
PPS. Tu będzie jeszcze jedna informacja, heh ;)...

0 opinii.:

Prześlij komentarz