Pewfell w Ogrodzie ;)

Czyli ma eksperymentalna akcja tłumaczeniowa sieciowego komiksu pędzla, pióra i ołówka imć Chucka Whelona na język polski, enjoy ;).

Głębia Przestrzeni okiem nowych graczy

I oczywiście niżej podpisanego Skryby. W formie, technicznie sprawę ujmując, nietypowego AP. Częśc pierwsza, być może nie ostatnia ;).

SD PL - 09.XII.2010 (Czy są dostępne nowe Blasted Sandsy?).

Witajcie.
Druga, finalna notka - już czeka. Wiem, wiem. Wolno idzie. Trudno mi się 'wbić' w rytm. Najwyraźniej jeszcze nie 'doszedłem do siebie' po całym tym Polconie. A tu prawie wrzesień - i trzeba działać na kilka frontów. Tyle dobrze, że kampania poprawkowa tym razem ominęła mą skromną osobę. Ale co ja Wam będę ;)... zapraszam do lektury krótkiej blogowej notki!

SD PL - 04.XI.2010 (Czym jest Teoria Postawy? – część 1.).

Witajcie.
Wracamy do gry :). Dziś dwa wpisy. W sobotę - wszystkie pozostałe. Oczekujcie wyłamania tradycji - czyt., także w niedzielę poświęcę kilka chwil na 2. sokratejskie notki blogowe. Czemu? - zobaczycie sami. No dobrze - nie zanudzam już. Zachęcam Was do przeczytania notki poświęconej Postawom. Erpegowym, oczywiście. Miłej lektury życzę :)!

Red Dream (przymiarki do v. 2.0) + P19 (część 3.).

Priviet ;),
Kolejny 'odpoczynkowy' post. Na większość maili - już odpisałem. A nie mam (póki co) możliwości wytworzenia dzisiaj 'porządniejszego' wpisu... tuż przed Sokratejską Środą ;). Takoż - dzisiejsza notka poświęcona będzie mojej autorskiej grze (czy raczej - projektu) pt.: "Red Dream". Wrzesień zapowiada się ciekawie - ale, hej, sierpień jeszcze się nie skończył, Towarzyszki i Towarzysze :).

Polcon 2011 - powrót do domu.

Witajcie! Wpis miał 'zawisnąć' wczoraj - ale, wybaczcie, byłem zmęczony. Bardzo zmęczony, heh. Traktujcie tą notkę jako swoiste wyjaśnienie jak też i małą prośbę. Prośba: dajcie mi dzień, dwa na odpisanie na te 20+ maili ;). Wyjaśnienie: wróciłem, mam się dobrze, Polcon był w miarę udany. Ale już co dokładnie się tam działo - opiszę w najbliższym czasie. A póki co...

Sokratejska Sobota - mała pauza.


Witajcie.
Z racji mej nieobecności (Polcon, Polcon ;)) - dziś niestety nie pojawi się żaden wpis z akcji Socratic Design PL. Inna sprawa, że zostało już ich raczej niewiele. Jesteśmy bardzo blisko 'zamrożenia' całej akcji na czas tzw. nieokreślony - czyt. do momentu, w którym na SD Troya nie pojawią się nowe sokratejskie wpisy. A póki co - mała pauza ;). Wracam już jutro.

Pozdrawiam,
Michał "Skryba" Ziętek.

Piątkowa Piątka #9 - Some cool actions.

Witajcie. I się porobiło - pisać notki z dwudniowym wyprzedzeniem, heh ;). Niemniej, 'służba nie drużba' - nawet jeśli za wpisami stoi klon imć Skryby ;]. Zapraszam więc do zapoznania się z najnowszą, dziewiątą już, piątką. Tym razem poświęconą... ciekawym inicjatywom różnych blogowiczów (choć nie tylko). Miłej lektury! - i pamiętajcie: do niedzieli jestem nieobecny i nieosiągalny. Hehe :P.

Gotów?

Pewnie kilku z Was zastanawiało się co się stało Skrybie, iż umieścił ostatnio na swym blogu notkę w stylu tej tutaj. Czuję się w obowiązku poinformowania Was, iż nie są to przypadkowo dobrane obrazki z dziwnym tekstem ;). Pierwsza mogła tak wyglądać - ale i tak udało mi się umieścić pod nią pewną podpowiedź. Gdzie ona jest i do czego się ona odnosi? Cóż - do września jeszcze 'daleko'. Póki co - kolejne... dwie podpowiedzi.

SD PL - 12.VIII.2010 (Czy publikowanie RPG naprawdę jest aż tak bolesne?).

Witajcie.
Trochę żałuję, iż nie zadałem tego pytania Nimsarnowi podczas ostatnio przeprowadzonego wywiadu. Hm, może sam zainteresowany kiedyś o tym napisze ;). Szkoda też, że taki fajny temat 'wpakował' się przed Polcon (na którym będę) - ale, ale. Co się odwlecze to nie uciecze ;). Póki co - miłej lektury ostatniej (na dzisiejszy dzień, naturalnie) notki z serii Socratic Design PL ;).

SD PL - 30.VII.2010 (Kiedy porzucam swoje gry?).

Witajcie.
A myślałem, że ze mną jest źle z racji tego, iż 'niedokończonych' mam coś koło dziesiątki projektów gier RPG :). Troy ma ich... ponad 85 (!). Jeśli natomiast chcecie wiedzieć dlaczego je 'porzucił' - zachęcam do czytania i komentowania tego wpisu. Ciekawi mnie np. ile Wy macie tego typu 'niedokończonych spraw' ;). Ja w każdym razie - życzę miłej lektury i owocnych wniosków!

SD PL - 17.VI.2010 (Czym jest DFK?).

Witajcie.
Nadszedł czas na kolejne notki. Szczęśliwie - mimo że pogoda nie zachęcała do działania - 'wyrobiliśmy się' w terminie. Dziś pojawią się 3. wpisy z SD. Pierwszy z nich - zajmować się będzie Dramą, Fortuną oraz Karmą. Czymś, co 'zaprojektowano' dość dawno temu - a co obecne jest w RPG nawet dziś. Zapraszam do czytania - samemu życząc Wam miłej lektury :).

Głębia Przestrzeni: Paradyzja

Witajcie! Po dość nieoczekiwanym obrocie spraw - związanych z pewną kontrą pewnego spokojnego skryby ;) - wracamy do 'zwykłych' wpisów. Taa. Dobry żart, nie ;)? - dzisiejszy wpis nie jest aż tak 'zwykły' jak mogłoby się Wam wydawać. Przedstawiam - 'Paradyzję'. Przygodę do RPG pt.: "Głębia Przestrzeni", autorskiej (jeszcze ;]?) gry pióra Marcina Lewickiego, znanego też jako Indoctrine. Zapraszam do lektury i komentowania samego scenariusza. Bo, IMHO, jest tego...*

"Po co komu gry autorskie II" - kontra.

Witajcie. Nieczęsto odnoszę się na tym blogu do słów napisanych przez innych blogowiczów. Zwykle, jeśli już, czynię to po to aby ich pochwalić, pokazać raz jeszcze ciekawe (IMO) artykuły czy zgodzić się z tezami w nich zawartymi. Czasami jednak zdarzają się pewne... wyjątki pokroju imć Zegarmistrza i jego obsesji na punkcie sklejania statków ;) (taki żart :P).

SD PL - 17.VI.2010 (Przyszłość Socratic Design).

Witajcie.
Dziś nieco skromnie. Ostatnio sporo się 'u mnie' dzieje - tak na blogu jak i w mym życiu prywatnym - więc postanowiłem trochę zwolnić z akcją SD.PL. Bez obaw! - wyrabiamy się w terminie. Sam natomiast kreuję koncepcyjnie obraz tego 'co po tej akcji?' umieszczać na moim blogu. O tym jednak, przy innej okazji. Teraz zaś - miły i lekki wpis traktujący o... przyszłości samego SD :).

Wywiad z... Radosławem „Nimsarnem” Czerniakiem!

Wkroczcie na 'ogrodową' Ścieżkę :D!
Witajcie! Tak się złożyło, iż na blogu RPG Kepos znajduje się już dwieście wpisów mniej lub bardziej powiązanymi z tematyką role playing games ;) (raczej bardziej - etykieta 'RPG' liczy... 180 postów). Warto byłoby jakoś to 'zaakcentować', prawda? - też się zgadzam :). I właśnie dlatego, mam dla Was niespodziankę - w postaci wywiadu z game designerem, wypowiadającym się m.in. o... heartbreakerach ;). Czytajcie, komentujcie i, cóż, bawcie się dobrze przy tej lekturze :).

Pustkowie już czeka...

I need a gun to keep myself from harm . The poor people are burning in the sun. But they ain't got a chance. They ain't got a chance. I need a gun. 'Couse all I do is dance. 'Couse all I do is dance. I need a gun to keep myself from harm . The poor people are burning in the sun. But they ain't got a chance. They ain't got a chance. I need a gun. 'Couse all I do is dance. 'Couse all I do is dance.

Red Dream (przymiarki do v. 2.0) + P19 (część 2.).

Priviet ;),
Dawno niczego nie napisałem o moim małym projekcie dotyczącym: ''In a metaphorical Soviet Russia, a young farm boy with dreams stumbles across an otherworldly portal'. Innymi słowy - dawno nie było tu niczego o Czerwonym Śnie ;). Czas to zmienić - dziś prezentuję Wam kolejną porcję pytań z P19. I poproszę o małą pomoc w jednym z nich. Komentujcie :)!

SD PL - 14.XII.2009 (Antologia SD #5).

Witajcie.
Tak, tak. Przed nami piąta antologia SD.PL. Dla przypomnienia - istnieje (póki co) 'tylko' sześć antologii SD. Co to oznacza? - ano, że już najwyższy czas na wdrażanie w życie akcji oznaczonej kodową nazwą: 'c(a).p.s.(e)d.'. Póki co - 'rozmowy trwają', Troy został zresztą o nich poinformowany. Zobaczymy, co z tego wyniknie. Póki co zaś - 5 A ;).

SD PL - 10.XII.2009 (Czym jest ‘Matematyczny Syndrom’?).

Witajcie.
Jeszcze Wam mało ;)? - hehe, żartuję oczywiście. To 'ostatni artykuł' zaplanowany na dzisiejszą Sokratejską Środę. Następne wpisy - pojawią się 'dopiero' w Sokratejską Sobotę. Ale, ale. Miała być niespodzianka? - inna niż fakt, iż jeden wpis 'zaginął w akcji' ;P - to i będzie. Tak za pół godziny ;). Miłego czekania. I, oczywiście, miłej lektury (nigdy mi się to nie znudzi ;P).

SD PL - 30.XI.2009 (Czym są Prawa Narracji?).

Witajcie.
Kolejny post z serii tych dłuższych ;). Nie zniechęcajcie się jednak - to świetnie się czyta. Nawet jeśli dotkniemy tutaj czegoś, czego nie znoszę (prawa) - to, hej, jestem pewien że ciekawi Was czym są owe Prawa Narracji z punktu widzenia RPG! Miłej lektury i owocnych wniosków życzę. Następne wpisy - pojawią się tu za jakiś czas ;).

SD PL - 09.XII.2009 (Czym są Rozwiązania Mechaniczne?).

Witajcie.
Nawet fakt 'przeskoczenia' jednej notki - nie zwalnia z obowiązku zaprezentowania Wam trzech kolejnych ;). Uprzedzam jednak - naczytacie się w nich. Tym razem, Troy Costisick zajmuje się tematem Rozwiązań Mechanicznych. Jeśli chcecie poznać czym jest IIEE (i jakie są dwa główne typu samych Rozwiązań) - zapraszam do lektury oraz komentowania ;)!

SD PL - 26.X.2009 (Co się stało z P19?).

Witajcie.
I znowu mały zgrzyt - w akcji tłumaczenia zawieruszył się post dotyczący P19. Sam nie wiem jak się to stało - widocznie 'zaginął' podczas robienia małych porządków na laptopie. Szczęśliwie, cztery następne wpisy - były robione na stacjonarnym. Przepraszam za usterki - szczęśliwie, nie mam ich aż tak wiele by SD.PL po raz drugi 'dostała czkawki' ;). Wpis pojawi się tutaj tak szybko jak to tylko możliwe. A póki ...

Zapiski z sesji #21! - Neuroshima #2 - kampania: SK (III). Finał.

Przedstawiam ostatni zapis wydarzeń z mini-kampani do NS, którą, wraz z mymi przyjaciółmi, zdołałem przeprowadzić od A do Z w te wakacje. Co się działo na finałowej sesji? - sporo ;). O obronie miasta Stonekill (tak, tak - tego Stonekill!), przeczytacie w dzisiejszej blogowej notce. A już teraz powiem - było bardzo sympatycznie :). I - chyba - podobało się wszystkim graczom siedzącym przy wspólnym stole.

SD PL - 09.VIII.2009 (I jeszcze jeden często popełniany błąd.).

Witajcie.
Trzecia, finalna, notka na dziś. Miały być cztery - ale 'testowałem' jedną rzecz, przez co wpis, choć przetłumaczony, wyląduje 'dopiero' w Sokratejską Środę. Wtedy też... a, mała niespodzianka ;) (łatwa do odgadnięcia) . Sami zobaczycie. Póki co - zapraszam do lektury krótkiej adnotacji do poprzedniej notki z SD (poświęconej błędom popełnianym w procesie game designu). Trzymajcie się :).

SD PL - 29.VII.2009 (Kilka często popełnianych błędów.).

Witajcie.
Ośmieliłem się zmienić nieco tytuł oryginalnej notki z SD - jej tłumaczenie byłoby dosyć niefortunne ;). Niemniej, cała reszta pozostała taka sama - Troy ciągle w formie. Dziś dzieli się z nami swoimi spostrzeżeniami na temat kilku często popełnianych w projektowaniu gier błędów. Miejmy nadzieję, że nie popełniliście ich za dużo ;). A poważniej - do czytania, przystąp :P. Miłej lektury :).

SD PL - 15.IV.2008 (Co robię gdy się ‘zablokuję?).

Witajcie.
Znacie to? - piszecie swoją grę, macie wiele dobrych pomysłów. Idzie Wam coraz lepiej. Aż tu nagle - cios w nos. Blokada. Próbujecie zebrać myśli - poczuć inspirację, napisać coś poza kilkoma linijkami tekstu. I nic. A jak sobie radzi z tym Troy? - cóż, przeczytajcie sami. A ja? - heh, ja - standardowo - miłej lektury życzę. Enjoy :)!

Piątkowa Piątka #8 - Script of the day.

Witajcie. Ostatnia Piątkowa Piątka - bardzo przypadła Wam do gustu. Dziś, nieco na mniejszą skalę (głównie przez nawałnicę maili na które muszę odpisać - bez obaw, lubię to ;)), ale jednak - zapoznacie się z ciekawymi odnośnikami do miejsc, które zajmują się scenariuszami do gier role playing. Zainteresowani? Zachęcam do komentowania i życzę miłej lektury :).

Romanse z karciankami - Dominion.

Witajcie. Tak się ostatnio złożyło, że wraz z mymi znajomymi (ponownie tej roli duet Łukasz & Dawid - pozdrawiam Panów ;]) zagraliśmy w tytułową pozycję. W przeciwieństwie do poprzedniej gry (Dungeoneer), Dominion budzi uznanie swoją... wielkością. Tylu kart jeszcze w życiu nie widziałem! – i, co jest prawdopodobne, raczej zbyt szybko nie ujrzę ;). Czemu? - a, przeczytajcie sami. Zapraszam do mini-raportu.

SD PL - 11.III.2008 (Czy rozwój postaci jest niezbędny?).

Witajcie.
Zgodnie z planem, druga - i niestety ostatnia - notka z SD. Tym razem, Troy idzie zgodnie z nurtem rozważań poświęconych zagadnieniom postaci - i bierze na patelnię coś, wydawać się mogło, oczywistego, czyt.: Rozwój Postaci. Czy zawsze musi być on obecny w każdej grze? - o tym (i o innych sprawach), przeczytacie właśnie w poniższym artykule. Miłej lektury życzę :).

SD PL - 13.I.2008 (Co powinienem projektować?).

Witajcie.
Z powodu pewnych zawirowań w planie mojego dnia (bo ktoś tam miał jakiś uber ważny trade na giełdzie amerykańskiej, heh) - dziś 'tylko' dwa teksty. Jednego nie udało mi się 'na czas' przetłumaczyć - zamieszczę go w najbliższym czasie (czyt. w Sokratejską Sobotę). Teraz natomiast zapraszam do lektury - poznacie odpowiedź na pytanie: co powinienem projektować? Enjoy :)!

Karnawał Blogowy RPG #24 – co mnie kręci.

Co mnie kręci? Ho, wiele rzeczy – od muzyki w wykonaniu Bee Gees (‘Tragedy’), przez piórkowanie na gitarze mniej znanych pieśni z nurtu folk aż po tak ‘prozaiczne’ rzeczy jak choćby mój radosny freestyle treningową bronią białą z mymi przyjaciółmi. Niemniej, spośród wszystkich tych mniejszych bądź większych przyjemności, RPGi zajmują zaszczytne trzecie miejsce na podium*.

Zapiski z sesji #20! - Neuroshima #2 - kampania: SK (II).

Co by było, gdyby w Neuroshimie 'podarować' Graczom na pierwszej sesji... czołg? Sprawny czołg. Bez haczyków i zbędnych zastrzeżeń. Brzmi ciekawie? - przekonajcie się sami czy jest tak w istocie ;). Przed Wami druga sesja z neuroshimowej mini-kampanii zatytułowanej SK, z podtytułem: "SK - czyli historia pewnego czołgu". Trzymajcie hełmy mocno - tym razem czekać Was bowiem będzie sporo gromkiej akcji.

Po powrocie do głównej bazy, dość szybko okazało się iż Posterunek zamierza ‘wycofać’ cały odcinek frontu trochę w głąb kraju – i znacznie bardziej na wschód. Sytuacja na dezercję była więc dość sprzyjająca. Niemniej, kwestia pozyskania czołgu wymagała od naszych bohaterów małego wsparcia. Owszem, Szajbus robił swoje – załatwił ‘lewe papiery’, ba, nawet dostęp do kilku eksperymentalnych biomedykamentów. I, co najważniejsze, skombinował ciężarówkę z kilkunastoma kanistrami benzyny, łopatami oraz wciągnikiem.

Ale do tego tanga potrzebne były jeszcze co najmniej dwie sprzymierzone z naszymi bohaterami osoby.

Pierwszą z nich okazałą się być Meg, znajoma Drake’a. Ruda, często uroczo niepewna swojej sytuacji optymistka, będąca też świetnym technikiem i... cóż, złodziejem. Jak widać, nawet w Posterunku przydaje się ktoś, kto ‘za niewielką ilość gambli’ załatwi to i owo dla każdej potrzebującej duszyczki. Wyszło również na jaw to, iż sama Meg należała do tego samego motocyklowego gangu co niegdyś Drake (tak, tak, też była z Detroit) – nic dziwnego więc, że wraz z tym ostatnim szybko utworzyli na tej linii frontu swój całkiem intratny biznes. Mało legalny, oczywiście, niemniej – bez dwóch zdań przydatny.

Meg jednakże długo trzeba było przekonywać do wspólnej akcji (... kobiety). Ostatecznie jednak, udało się. Sama dziewoja, z właściwym sobie podejściem do życia, uznała iż być może pod 55’75’ odkryją oni coś, co pomoże wszystkim w walce z Molochem. Sprzedała więc swoje ostatnie graty oraz rozpoczęła powolne przygotowywania do drogi. I, w głębi ducha, święcie wierzyła, iż nie będzie potrzebować broni. Fakt, Meg była wielką optymistką. Nie zmieniało to jednak faktu, iż, cóż, nie umiała walczyć. Niczym.

Walczyć za to umiał, i to jak! – Steiner, kumpel i towarzysz broni Matta. Chłop niczym z marmury wyrzeźbiony, tęgi, twardy i zimny jak kamień. Czasami tylko wpadał w złość, a wtedy... wtedy nikt o zdrowych zmysłach nie zbliżał się do tego Niemca na odległość strzału z jego ulubionej pukawki: Desert Eagle. Szczęśliwie, w chwili gdy Matt namawiał do na to by dołączył się do ich wyprawy, facet był jeszcze spokojny. Po paru zabawnych anegdotkach ze wspólnej przyszłości (‘A pamiętasz tego zmutowanego goryla w zoo?’), Steiner dał się dość szybko przekonać do tego by zabrać banany (czołg), wjechać do ZOO (55’75’) oraz wtłuc małpie raz jeszcze (czymkolwiek ta małpa by nie była).

Resztę nocy bohaterowie spędzili na przygotowaniach do dalekiej drogi oraz... ‘pożegnalnym’ spotkaniu na dywaniku u ‘szefa’ Bobbiego. Który chyba zaczął coś podejrzewać po przejrzeniu mało ‘wybuchowego’ raportu (w którym, poza utratą dwóch ludzi, wszystko poszło nadspodziewanie dobrze). Niestety, nie wydusił niczego – zrezygnowany, przekazał im najnowsze rozkazy: ochraniać przód tylniej części przemieszczającego się Posterunku. A ‘tak się złożyło’, że wszyscy członkowie z oddziału Delta znaleźli się w tej samej ciężarówce. Szajbus dobrze odrobił swoją pracę domową.

Trzeba było ‘tylko’ czekać na okazję do zwiania. Wszyscy siedzieli jak na szpilkach gdyż Szajbus dowiedział się też, iż prawdopodobnie istnieje spora szansa na zasadzkę Molocha. I, fakt faktem, do ataku doszło mniej więcej po pół dnia drogi do ‘nowego domu’. Klaun, czy raczej kilka Klaunów, zaatakowało środek oddziału. Głównie po to by spowodować chaos i, korzystając z zamieszania, ‘porwać’ kilka ‘wyżej postawionych’ oficerów. Przynajmniej tak się na początku wydawało. Bohaterowie postanowili działać – nie obyło się bez kłopotów (kule Klauna trochę złamały szyk tylnej straży, ciężko było manewrować, zwłaszcza w piasku pustyni), niemniej, ostatecznie, zdołali pognać za dwoma motorami z Posterunku zmierzającymi w stronę, prawdopodobnie, skupiska Klaunów.

Klaun był tylko jeden – za to cholernie podpakowany. Z miejsca rozprawił się z ‘lekką jazdą’ Posterunku i już witał się z gąską gdy... nadjechała ‘ciężarówka z zaopatrzeniem’ a.k.a. oddział Delta. Bohaterowie po raz kolejni udowodnili, iż ich reputacja nie wzięła się znikąd – po serii kilku nieudanych ('ostrzegawczych') strzałów, staranowali bydlaka i, korzystają ze wsparcia Szajbusa i Steinera, zniszczyli działo puszki molocha. Sam Matt - po wykonaniu iście hollywoodzkiego (wy)skoku z pędzącej ciężarówki - dobrał się do jego bebechów i, po uwolnieniu swoich kompanów, przeciął kilka ważnych kabli, co, w połączeniu z celnym okiem Drake’a, przeważyło szalę zwycięstwa na korzyść (jeszcze) Posterunku.

Posterunku, który zaczął się zastanawiać co zrobić z... Posterunkiem. Mianowicie, obaj motocykliści byli nieprzytomni, a ‘nie wypadało’ ich tak po prostu zostawić na środku pustyni. Poza tym, Meg (wraz z Drake’m) doszukała się informacji ‘z dysku Klauna’, iż cały konwój Posterunku zmierza prosto na... pole minowe Molocha. Jak wszyscy zgodnie uznali: dowództwa nie lubimy, ale nie aż tak. Postanowiono ocucić dwóch posterunkowców oraz tak ich ‘wstawić’ by z miejsca ruszyli ostrzec ‘bazę’. Tak też się stało. Na jednym motocyklu, niemniej, pomknęli jakby ich gonił sam Moloch wcielony.

To samo, chociaż w innym kierunku, zrobił oddział Delta – który pomknął w stronę pozostawionego czołgu. Dojechali późnym wieczorem. Okazało się, iż... już ktoś się nim zajął. Czy raczej – zajmuje się nadal na oczach posterunkowócw. Szybki rekonesans wykazał, iż był to... gang motocyklowy. Choć ‘nie zwykły’ – byli to Krety, najemni zbieracze złomu na pustyni. Zwykle pokojowo nastawieni, choć, w tym konkretnym przypadku, będący w większości w stosunku do liczby żołnierzy Delta. Którzy, nie ukrywajmy, mieli sporą zagwozdkę co z tym faktem zrobić. Opcji było wiele – planowali ich wybicie, planowali zdradzenie im szczegółów swojego planu. Ostatecznie jednak...

... padło na, chwiejny bo chwiejny, niemniej jednak – układ. Drake, trochę nietypowo - bo w roli negocjatora, ustalił co następuje: w zamian za ciężarówkę, klauna i kilkanaście sztuk elektroniki – Bridget, przywódczyni Kretów, ‘po dobroci’ odda im czołg i pozwoli odjechać każdemu swoją drogą. Biorąc pod uwagę, iż Matt wykrył w jej grupie trzech zainfekowanych techmorwami ludzi (z którymi Bridget rozprawiła się dość prosto – ‘skazała ich’ na wygnanie na pustynię) a także odnalazł ‘sprawczynię’ tego wszystkiego (robaka ukrytego w skrzyni z metalowymi jajkami Molocha [‘zagłuszaczami’]) – negocjacje poszły jak z płatka. Parę godzin później – czołg był już odkopany i napełniony paliwem, zaś, po ‘szybkim kursie obsługi’ wykonanym przez Szajbusa, załoga była już zwarta i gotowa do drogi.

Po sutym śniadaniu, oddział Delta bez większych problemów przekroczył front. Wszystkim wydał się on inny niż sobie myśleli – było... spokojnie. Żadnej maszyny. Żadnego człowieka. Dopiero gdy zatrzymali się na krótki przegląd Archibalda, odczuli wyraźne drżenie ziemi pod stopami – a na horyzoncie dostrzegli gęste smugi dymu, wskazujące, iż tą drogą raczej już nie pojadą (chociaż to planowali). Rekonesans wykrył, że naprzeciw nich znajduje się jedna wielka i cholernie rozbudowana fabryka Molocha. Samobójstwo przy bezpośrednim ataku. Po kilku ‘za’ i wielu ‘przeciw’, uznali, że najlepiej będzie w ich sytuacji wybrać drogę wiodącą przez most zawieszony nad kanionem. Przy odrobinie szczęścia – jak mówiła Meg – most ciągle tam będzie. Po oddaniu salwy z pokładowego działka czołgu (i skorzystaniu jednego z trzech dostępnych doń pocisków) i wywołaniu pięknych wybuchów w samym centrum wspomnianej wyżej fabryku, Delta postanowiła sprawdzić jak ta teoria ma się do praktyki.

Rzeczywiście, most był. Choć otoczony dwiema wieżyczkami. Drake, dość pechowy podczas całej tej podróży, stanął tym razem na wysokości zadania. Pokalibrował dysk wyjęty z Klauna i połączył go z zagłuszaczem Molocha w ten sposób, iż czujniki wieżyczek strażniczych nie widziały zbliżającego się czołgu, tylko... Klauna powracającego z pola bitwy. Sprytnie. Choć było gorąco – gdyż przez chwilę wydawało się, że fortel nie wypalił, ostatecznie oddziałowi Delta udało się przeprawić przez odbudowany most. Popołudniem, dotarli niemalże pod sam punkt 55’75. Wiedzieli jednak jedno – będą musieli wybrać sobie nową drogę powrotną. O ile oczywiście będą mieli taką szansę.

Drake i Matt z miejsca zgłosili się na ochotników by przeprowadzić mały rekonesans. Wykrył on coś, czego nie spodziewał się chyba nikt – regularną bitwę o jakieś niewielkie miasteczko. Dwie Matki. Mnóstwo mob-sprzętu. Zaminowany improwizowany mur. Zażarte walki o główną bramę. Oraz ludzie. Ludzie walczący z Molochem 70/80 – a teraz już niemalże 140/150 km za linią frontu.

Jednak co z tego wyniknie dla samych bohaterów tej opowieści (w tym i Archibalda) - przekonamy się podczas trzeciej, prawdopodobnie ostatniej (finałowej) sesji składającej się na tą mini-kampanię. Także, cóż, zostańcie z nami ;).

Pozdrawiam,
Michał „Skryba” Ziętek.

PS. 'Pokoloruję' jak tylko znajdę chwilę czasu ;P.
PPS. Tu będzie jeszcze jedna informacja, heh ;)...

SD PL - 31.V.2007 (Antologia SD #4).

Witajcie.
Zajęło mi to trochę więcej czasu niż sobie zakładałem, niemniej, mogę z ręką na sercu orzec: Towarzyszki/Towarzysze, wyrabiamy się :). Czwarta Antologia SD.PL - zostaje właśnie publikowana. Zostały - hej, naprawdę! - tylko dwie antologie SD. Hm, wypadałoby pomyśleć 'co po Socratic Design PL?' ;)... Macie jakieś propozycje, sugestie :)?

SD PL - 29.V.2007 (Czym jest Postać?).

Witajcie.
Lecimy dalej. Bierzemy na patelnię Postać i wkraczamy prosto między dwie skrajności - 'postać a gracz to dwie różne rzeczy' oraz 'postać wie tyle ile wie prowadzący ją gracz'. Kto 'ma rację'? - cóż, Troy skupia się raczej na podejściu designerskim ;). Chcecie je poznać? - czytajcie śmiało. Po coś ten biedny Skryba trzaska te sokratejskie teksty ;P (i, o dziwo, nie narzeka). Miłej lektury i ciekawych wniosków życzę.

SD PL - 23.V.2007 (Czym jest Kolor?).

Witajcie.
Dzisiaj porozmawiamy sobie trochę o... Kolorze. Kiedyś, gdy czytałem o nim pierwszy raz, przyznam szczerze iż niespecjalnie rozumiałem czym on dokładnie jest. Jeśli i Wy jesteście ciekawi dlaczego Kolor jest dość ważnym elementem tak gry jak i 'eksploracji' w rozgrywce, zapraszam do lektury oraz komentowania dzisiejszej sokratejskiej notki :) (jednej z trzech, które dzisiaj zostaną tutaj zamieszczone).

Piątkowa Piątka #7 - Practicality is everything!

Witajcie. Pozwoliłem sobie reaktywować troszkę zapomnianą już akcję Borejki - Piątkową Piątkę. Zainteresowanych szczegółami odsyłam pod podany tutaj adres. Natomiast osobiście zapraszam do czytania piątkowego ogrodowego wpisu. O czym? Cóż. 'Pogadamy' sobie trochę o rzeczach... praktycznych. Parafrazując Krzemienia - 'zero pitu pitu' w postaci SD.PL ;). Miłej lektury życzę (pamiętajcie też - jutro Sokratejska Sobota - a w niej, kolejne przetłumaczone wpisy... i 'coś ekstra' ;)!).

SD PL - 22.V.2007 (Czym jest ‘Święta Krowa’?).

Witajcie,
Ostatni, trzeci wpis na dzisiaj. Kolejne wpisy - w Sokratejską Sobotę ;). A... gdzie się podział 'brakujący' czwarty wpis? Poszukajcie. Ogród w sumie niewielki, wiele czasu Wam to nie zajmie :). Póki co zaś, zapoznajcie się z erpegowymi Świętymi Krowami, które w oryginale się rozstrzeliwuje, w polskiej wersji - ubija ;]. Zajmującej lektury życzę! (... jak zwykle zresztą ;)).

SD PL - 09.V.2007 (Dlaczego ludzie tworzą gry RPG?).

Witajcie,
Krótki wpis - i, niestety, dokładający mi pracy w przyszłości ;) (bliżej nieokreślonej). Zresztą, przeczytajcie sobie sami dlaczego jest tak a nie inaczej - ja w każdym bądź razie idę wrzucać jeszcze jeden, ostatni dziś, wpis. A póki co, tradycyjnie, życzę wszystkim czytelnikom (czytelniczkom ;)?) bloga miłej lektury a także - a może przede wszystkim? - owocnych wniosków!

SD PL - 06.V.2007 (Dlaczego powinienem publikować własne P19?).

Witajcie,
Zgodnie z pewnym wpisem - akcja SD.PL powraca ;). Sokratejska Środa - obfituje w trzy (a tak naprawdę - w cztery) teksty związane z blogiem SD. W tym, poznacie odpowiedź na pytanie dlaczego powinniście zamieszczać swoje odpowiedzi z P19 w miejscach publicznych ;). To, wbrew pozorom, nie boli. Miłej lektury życzę!

Pink, it’s the color of Cthulhu!

Koffani ;P*. Jeśli dziwicie się, czemu nagle stało się tu tak różowo, cóż, nie martwcie się - Skryba jest jak najbardziej normalny (jeszcze ;P), cokolwiek mają na ten temat do powiedzenia komentujący pewien wpis. Biorąc jednak pod uwagę to, co za chwilę przeczytacie - możecie w to oczywiście wątpić ;). Ja sam zwątpiłem gdy okazało się, że...

Zapiski z sesji #19! - Neuroshima #2 - kampania: SK (I).

Nawet w tak pochrzanionym padole potu i krwi, jakim jest świat NS, potrzebni są... bohaterowie. Jednostki wybitne, które biorą w swoje ręce losy tysięcy istot, święcie wierzących w to, iż ich czyny zapewnią im spokój oraz bezpieczeństwo. Posterunek. Żołnierze ze stali. Pełni honoru i poświęcenia. Ludzie w służbie samej ludzkości. Cóż, poniższa historia o nich nie opowiada ;).

Opowiada natomiast o losach posterunkowych odpowiednikach Tango i Casha, konkretniej o dwóch, jakże odmiennych, łowcach, co do których 'słowa' piosenki: ‘takich trzech jak nas dwóch to nie ma ani jednego’ pasuje niczym pięść do nosa (= dobrze ;)!). Drake i Matt. Zabójca Maszyn i Łowca Mutantów + jeden czołg. Nie uprzedzajmy jednak faktów i prześledźmy od początku pewną mrzonkę, dającą początek nowej legendzie.

Nasi bohaterowie lekkiego życia w Posterunku nie mieli. Cholerni indywidualiści, maniacy i awanturnicy, to najdelikatniejsze co może o nich powiedzieć ich bezpośredni przełożony, imć Bob Cartman, niegdyś dobry żołnierz i oficer, dziś – podstarzały, stetryczały jegomość, który na co dzień musi użerać się z indywiduami pokroju znanych nam już łowców. Służba nie drużba.

Nie można jednak zaprzeczyć: bohaterowie ci są potrzebni. Pomijając straty w sprzęcie oraz – szczęśliwie nieczęsto – w ludziach, Posterunek ceni sobie ich odwagę i oddanie sprawie. Tyle tylko iż i z tymi dwoma aspektami noszenia munduru Drake oraz Matt zawsze miewali pewne ‘problemy’, co wielokrotnie dawali odczuć wspomnianemu już przełożonemu.

Nie dziwota więc, że znacząca większość Posterunku ‘tolerowała’ tych dwóch dżentelmenów głównie dlatego, że byli... dobrzy. Cholernie dobrzy. Nie było akcji, z której nie wychodziliby oni cało. No... a przynajmniej w ‘większej’ części – bioniczne oko Drake’a czy wspomagana elektroniką ręka Matta, dobitnie wskazywały, iż nie zawsze wszystko szło po ich myśli.

... a prawdę mówiąc – nigdy nic nie było zgodne z planem tudzież z procedurami Posterunku.

Tak było i tego pamiętnego wieczoru, kiedy patrol złożony z oficera i trzech podkomendnych mu ludzi, w tym postaci grających pierwsze skrzypce w niniejszej opowieści, wyruszył na, cóż, rutynowe zadanie: sprawdzić czy na stacji paliwowej ciągle znajduje się czarne złoto. Ot, nic nowego. Pojechać, popatrzeć, wrócić i zdać raport. Ewentualnie trochę się ponudzić.

Niemniej, pułapka bit-boysów, śmierć oficera i jednego kompana naszych bohaterów, szybko sprawiły iż sytuacja ze złej... przeistoczyła się w tragicznie złą. A zapomniany przez Boga budynek opuszczonej stacji paliwowej, o jakże adekwatnej nazwie: ‘Hell’s kitchen’, stał się niemym świadkiem epickiego starcia dwóch ludzi z dwunastoma mutantami.

Pewnie, wróg był liczny. I całkiem sprytny. Próbował na wiele sposobów dostać się prosto do środka, do pomieszczenia z wyjściami i oknami zabarykadowanymi czym tylko się dało (czyt. zdemontowana lada sklepowa przyparta ciałem zabitego żołnierza z Posterunku okazała się nieocenionym wsparciem). Miał kilka dogodnych okazji by się odgryźć. Walczył do końca. Niemniej, ostatecznie przegrał z samym sobą. 

Dzieci uległy bowiem swym najniższym instynktom. Głodowi. Były tak bardzo wygłodzone, iż gdy tylko jedno z nich padało martwe, zaraz podbiegał do niego jego dawny towarzysz broni i, zgodnie z dawnym amerykańskim rytuałem dziękczynnym, zaczynał go konsumować. Nie trzeba dodawać, iż koneserzy wytrawnego smaku stanowili wtedy łatwy cel dla wprawionego w bojach Matta, szalejącego na pierwszej linii z zatrutą włócznią oraz łukiem.

Ale i sam Drake nie w ciemię był bity. Jego spluwa raz za razem trafiała wraże cele. Zaś gdy wziął do swej ręki znaleziony w magazynie topór strażacki, żaden mały mutant nie mógł mieć cienia szansy w starciu z tak dozbrojonym zabójcą maszyn. Który co prawda wykazywał się też nieostrożnością, jednakże, z asekuracją Matta, udało mu się nie stracić twarzy. Dosłownie.

Lecz, gdy krótka (ale zażarta) walka dobiegła końca, a wszystkie mutanty zostały na wszelki wypadek dekapitalizowane, przed naszymi bohaterami stanął zrazu inny problem. Chociaż z plecaka zabitego posterunkowca wydobyli wiele dobra (m.in. krótkofalówkę oraz granat zaczepny), to, nie da się ukryć, ich sytuacja nadal nie była godna pozazdroszczenia.

Coś zagłuszało fale radiowe krótkofalówki. Oficer okazał się być równie martwy jak kompan łowców. Jego motor został natomiast zniszczony przez bit-boysów. Podartą mapą zajął się wiatr pustyni. A na domiar złego, nikt nie spodziewał się takiego obrotu sprawy – nie dziwota więc, że zapasy wody oraz jedzenia w całej dwuosobowej kompanii były... minimalne. O ile można tak nazwać jedną rację żywnościową i trzy znalezione puszki wody. Każda po 0.25 l.

Niezrażeni smutną perspektywą śmierci głodowej, bohaterowie opowiadanej tu historii uznali iż dołożą wszelkich starań by wrócić do domu. ‘Rozbili’ w pobliżu prowizoryczny obóz po czym postanowili przebadać stację w poszukiwaniu przydatnych gratów... i jedzenia. Szybko odkryli, iż to drugie znaleźć można tylko na pustyni (kaktusy, jaszczurki, woda), zaś pierwsze nie było im akurat w tej sytuacji do niczego potrzebne (sporo rzeczy do naprawy samochodu).

Po pierwszych pobieżnych i niestety bezowocnych poszukiwaniach, Drake i Matt usłyszeli dziwny odgłos dochodzący z oddali. To, co imć Matt zidentyfikował jako fretkę, dla Drake’a okazało się być... metalowym kinder-jajem od papcia Molocha. ‘Zagłuszaczem fal radiowych krótkiego zasięgu’. Wymyślnym koncepcyjnie – aczkolwiek niespecjalnie skomplikowanym ustrojstwem. Natychmiast rozebranym przez Drake’a, dodajmy.

Wszystko byłoby cacy gdyby nie to, iż zaaferowani znaleziskiem bohaterowie... nie wrócili na stację. Zapadła noc, zaś sami zainteresowani, pomimo wielu (nieudanych) prób, w końcu musieli przyznać sobie nawzajem, że ‘najwyraźniej’ się zgubili... ‘gdzieś w dorzeczu Jeni... przepraszam, gdzieś w Nebrasce’. Kilka przekleństw i parę surowych jaszczurek później, obaj smacznie spali, oczekując z niepokojem kolejnego poranka.

Który był preludium do najcudowniejszego dnia w ich życiu.

Oczywiście, pierwsze minuty po przebudzeniu na niespecjalnie wygodnym piasku pełnym kamieni, nie nastrajały zbyt optymistycznie do jakiejkolwiek działalności. Późniejsze próby odszukania jedzenia (...i kierunku), zakończone sukcesem tylko w tym drugim przypadku (ot, odkryli gdzie jest północ) – potęgowały tylko myśli naszych bohaterów, zafrasowanych losem swojego kompana (‘Zabiję go, zjem i wypiję jego wodę!’). Ale...

Udało im się odkryć ciekawą ‘rzecz’. Lufę... ‘wystającą’ z jednej z wydm. Po tym gdy Drake uznał, z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością, iż nie jest to maszynka Molocha, Matt szybko odkopał wierzchnią warstwę znaleziska. Okazał się nim być... czołg. Prawdziwy, przedwojenny czołg. Po dokopaniu się do jego włazu i pobieżnej technicznej analizie zabójcy maszyn, okazało się iż – pomijając przysypanie toną piasku i brak benzyny – jest on sprawny!

Ciekawa okazała się też jego zawartość. Poza dwoma szkieletami w ‘nieznanych mundurach żołnierzy z USA’, bohaterowie doszukali się mapy taktycznej z zaznaczoną na niej mieściną, z jakiś powodów ważną, gdyż tak popodkreślaną iż dosłownie nie dało się doczytać co to jest za miasto. Wszystko sprowadzało się do dwóch faktów. Pierwszy, iż jest ono zawarte na 55’ – 75’ mapy (nie szukajcie tego miejsca na prawdziwej mapie - nie znam się na tym ;P). I drugi – że znajduje się jakieś 60/70 km za linią frontu. Na terytorium wroga.

Nie byłoby w tym nic specjalnego gdyby nie parę rzeczy odkrytych przez naszych łowców.

Przede wszystkim, wartość 55’–75’ była znana im już wcześniej. Skąd? A pamiętacie ‘jajko’ papcia Molocha? I to jak Drake rozłożył je na czynniki pierwsze? Otóż, odnaleźli też wkrótce kolejne ‘jajko’, z oznaczeniem kodowym wskazującym na to, że kilkanaście takich zabawek miało trafić właśnie w w/w obszar frontu, znajdujący się obecnie pod ‘jurysdykcją’ metalowej puszki fasoli. Tak, tak, Drake sprawdził trzy razy – albo była to jedna wielka pomyłka pana M., albo naprawdę od pewnego czasu produkuje on ‘jajka’ mające trafiać prosto pod 55’–75’.

Pytanie ‘po co?’, skoro tak naprawdę szkodziło to jedynie ludziom z Posterunku, pozostawało bez odpowiedzi aż do pojawienia się... szajbusa.

Szajbus. Oficer Odball. A właściwie, oficer Szajbus z Posterunku. Który miał pecha stracić swoich dwóch ludzi, którzy omyłkowo znaleźli się w niewłaściwym miejscu i o niewłaściwym czasie - na polu minowym pełnym metalowych puszek. Natomiast jego trzeci podkomendny został zjedzony żywcem przez znane łowcom bit-boys. Sam Szajbus zaś, po stracie swojego motoru, powziął spokojny marsz w stronę bazy. Miał mapę. Jedzenie. Ale wody mu zabrakło.

Czystym przypadkiem i zrządzeniem losu był on akurat ‘w pobliżu’ naszej paczki gdy ta, cóż, próbowała skontaktować się z kimkolwiek w okolicy. Po wymianie uprzejmości oraz stopni wojskowych, wszyscy zgodzili się ze sobą współpracować. Choć, trzeba przyznać, pierwsze spotkanie na pustyni... wcale tak naprawdę pierwszym spotkaniem tych panów nie było. Okazało się, iż Szajbus zna tak Drake’a jak i Matta – a tak Matt jak i Drake, kojarzą Szajbusa.

To było naprawdę piękne otwarcie. Cała trójka przypadła sobie do gustu oraz wykazywała się zbliżoną wrażliwością do samozwańczych obrońców ludzkości. Padło też wiele krytycznych uwag co do ich działalności, logistyki oraz zwiadu. Żeby nie wspomnieć o wielu zabawnych i pysznych anegdotkach opowiadanych sobie przy ognisku i suto zakrapianym żelaznym blacie 4. członka drużyny – którego Szajbus zidentyfikowało jako sprawnego Abramsa. Cacuszko.

Omińmy jednak to jakże sympatyczne powitanie, pełne wielu docinków słanych pod adresem sztabu Posterunku – i wróćmy do naszej historii. Wszyscy obecni uznali, iż powinni ze sobą współdziałać aby odnalezione cacko znalazło się tam gdzie powinno – czyt. tylko i wyłącznie w ich łapach. Drake i Matt potrzebowali ‘kogoś na stanowisku’ a Szajbus potrzebował ‘kogoś do jego zredukowanego do jednej osoby oddziału’. Konspiracja została zawiązana.

Świeżo utworzony oddział Delta – rozpoczął działalność. Niekoniecznie legalną, zaznaczmy.

W międzyczasie, okazało się, iż Szajbus, który zna się trochę na czołgach (choć nigdy nikt nie dał mu żadnego do poprowadzenia), odkrył w środku Archibalda – bo na takie miano drużyna przemianowała Abramsa – zakodowane plany, ostatnie rozkazy, składzik amunicji i sprawnie działający klasyczny zegarek. Udało mu się też odcyfrować informację, iż ten czołg wchodził w skład eskorty podobnych mu bydlaków, ochraniających ładunek ‘S-K’ w drodze do 55’75’.

To już dało do myślenia wszystkim członkom oddziału Delta. W burzy mózgów padało kilka opcji. Była nawet taka, iż Archibaldów może być tu zakopanych więcej. Jednak ostatecznie – oraz ku konsternacji wszystkich obecnych – zrodziła się... mrzonka. Mrzonka, iż tam, pod 55’75’, są ludzie. Ludzie, którzy walczą z Molochem na jego terytorium. I nie poddają się, nawet gdy cały chrzaniony front Nebraski jest już oddalony od tego miejsca o jakieś 60 – 70 km.

Szybko narodziła się w grupie myśl, iż cokolwiek eskortowały te czołgi, pozwoliło przetrwać temu miastu. I choć motywacje oczywiście były różne – jedni chcieli położyć na tym ‘czymś’ łapy, inni, w jakiś sposób przysłużyć się ludzkości w walce z Molochem – niemniej, oddział Delta postanowił, iż, w chaosie działań wojennych, nikt ‘chyba’ nie zauważy jednego małego oddziału przesuwającego linię walk na jednym odcinku frontu o te 'marne kilka' kilometrów. Archibald świadkiem, iż tak właśnie będzie.

Po ustaleniu wszystkiego i powrocie do bazy (zahaczając też o ‘Hell’s kitchen’), przydzielono sobie zadania do wykonania. Szajbus, jako ‘ważny oraz szanowany’ oficer, będzie starał się zamydlić oczy sztabowi generalnemu i tak pociągnąć ze parę sznurków aby o całej akcji nikt się nie dowiedział. Natomiast Drake i Matt, po zdaniu raportu, rozejrzą się po Posterunku w nadziei odszukania dwóch osób do oddziału Delta, za pomocą których zrealizują swój chytry plan. Okazja nadarza się bowiem idealna. 

Coś się dzieje - cały Posterunek się mobilizuje...

- - -

Zawsze bowiem istnieje nadzieja. Istnieją bohaterowie, którzy biorą w swoje ręce losy tysięcy istot, święcie wierzących iż ich czyny zapewnią im spokój oraz bezpieczeństwo. 

Tyle tylko, że nie zawsze posiadają oni czołg ;).

Pozdrawiam,
Michał „Skryba” Ziętek.

PS. Tym sposobem, jako MG (n/c), rozpocząłem mini-kampanię w NS. Sesja odbyła się w sobotę. Gracze: Drake (BG Łukasza) i Matt (BG Dawida). Traktuję to jako nader miłą odskocznię od ostatnich ‘szybkich’ dni a, po udanej sesji, jestem przekonany, że będzie nam wszystkim bardzo wesoło. Zresztą...

Sądzę, że czołg będzie dobrym argumentem przemawiającym za naszym awansem’ – Matt.
Cisza w eterze. Halo? Słyszy mnie ktoś? Posterunek na linii! - chcę pizzę z anszua.’ – Drake.

... sami widzicie, iż komicznych sytuacji nam nie brakowało ;).

RPG Kepos v 2.0! - Nowe szaty Pani z Drzewa :).

... cha- cha- cha- cha- cha-n-ges ;)!
Witajcie! Udało się. Pięć długich dni harówki z niezrozumiałymi dla mnie komendami. Tony maili z imć Tweetem. Wiele wypitych aż do ostatniej kropli butli z Coca-Colą (od dziś rzucam to świństwo). I... mimo paru problemów z szablonem odpalanym via FireFox... mogę raz jeszcze powtórzyć: udało się. Z dumą prezentuję Wam Kepos w wersji 2.0 ;).