Zapiski z sesji #18! - Neuroshima #1 - kampania: H.A.N.D. (V) - Finał.

A była ona dawno – stąd wybaczcie mi ew. luki pamięci. Z tego co sobie przypominam, po całej akcji z dostarczeniem ciężarówki z benzyną do Kansas (a także, hm, wkurzeniu przy okazji pilnującego jej małego gangu motocyklistów – dowódcy udało się nawiać i ostro poturbować drużynowego snajpera), BG zaczęli się zastanawiać nad jego opuszczeniem. Narobili sobie trochę wrogów, przekazując cysternę Posterunkowi (choć, z małą pomocą Szajbusa [głównego szefa patrolowego oddziału]) oddali część paliwa mieszkańcom) oraz, w wyniku nieco wrednej postawy prowadzącego grę (chcącego jak najszybciej ruszyć paczkę na pustynię, do Old Oak – by zakończyć  kampanię), 'zawiedli' Roxie, która wynajęła profesjonalnych łowców by ci odszukali jej zaginioną córkę.

Niestety i oni zawiedli – odnaleźli jednak wystarczającą ilość dowodów by Roxie wiedziała, iż BG ją okłamali mówiąc że nie mają pojęcia co się dzieje z jej dzieckiem. Nie pomogła tu nawet próba udobruchania jej przez jednego z graczy (który chciał ‘polepszyć’ jej humor, oddając kolejną część paliwa), Roxie stwierdziła wprost: nie jest ich wrogiem, ale nie mogą już liczyć na jej ‘protekcję’. A tej niestety BG potrzebowali – Scott gdzieś się zawieruszył (a kilka osób mogło poświadczyć, że kręcił się wokół paczki graczy), natomiast wszystkie siły ‘rządzące’ w mieście zaczęły się zastanawiać jak się zemścić na BG za tak perfidne zagranie im na nosie i zagarnięciem paliwa dla siebie. Cóż, tak jak pisałem – trzeba było ruszyć BG na pustynię i, ostatecznie, tak się właśnie stało -> grupa dołączyła pod żelazne skrzydła Posterunku.

Wkrótce cała paczkaSzajbus, jego załoga, Gwiazdka oraz BG – pognali prosto do Old Oak (rutynowy rekonesans)... zbaczając z trasy po tym jak jeden z BG przekazał Szajbusowi informację o tym, iż w pobliżu znajduje się miasto mutantów, w którym najprawdopodobniej jest bomba. Drużyna rozdzieliła się – Klaudia została z Szajbusem i jego załogą (pomogła im w robocie a i zyskała punkty u dowódcy za przygotowanie mu działki Tornada [w zamian za to Szajbus miał ‘szepnąć’ o niej dobre słowo tu i tam w Posterunku, wot posada magazyniera jak w banku]), reszta drużyny natomiast, podległa Gwiazdce, pognała na zwiad. Który wykrył... cóż, nic. Miasto opustoszało – bomby nie odnaleziono. Natknięto się natomiast na... Berserkera, dość paskudną maszynę specjalizującą się w walce ‘wręcz’ na krótki dystans.

To była krótka i, niestety dla graczy, dość pechowa dla ich postaci bitwa – jedynki latały jak szalone... ale na rzutach wroga. Dwudziestek też było sporo – ale po stronie drużyny. Efekt? – wielokrotne złamania kończyn wszelakich + konieczność wezwania na pomoc Szajbusa by ten, po kolejnych seriach nieudanych rzutów na strzał z EMPa, zakończył zabawę szarżą jego czołgu. Myślicie, że to koniec problemów postaci graczy? – mylicie się ;). Klątwy ciąg dalszy – jedyny w miarę sensowny medyk, Klaudia, starała się poskładać resztę do kupy. Z marnym efektem – prawie ich pozabijała i gdyby nie medykamenty jednego z Posterunkowców (silne środki psychotropowe), z pozostałej części drużyny nie byłoby już czego zbierać. No ale przynajmniej Old Oak blisko, więc można będzie sobie odpocząć, prawda?

A guzik. Miasto, jak wykazał zwiad BG, było najwyraźniej otoczone drutami kolczastymi i wyglądało jakby doszło tu parę dni temu do regularnej bitwy. Dalszy rekonesans (gdy gracze uznali, że warto wjechać do środka przez jedną z bram) wykrył, że Old Oak zamieszkują nowi rezydenci – ‘znane’ graczom z miasta mutantów stwory, które, choć pokojowo nastawione, nie zostawiły cienia nadziei na ‘spokojne’ opuszczenie nowego domu. W międzyczasie jeden z BG wykrył też kilka prostych instalacji Molocha, najwyraźniej zakłócających fale radiowe. Kolejne minuty – kolejne rewelacje. Resztę ocalałych ludzi mutancie ‘uwięzili’ w swoistym getcie, dawnym szpitalu miejskim. Tam natomiast BG spotkali starego znajomego – Pana Mavericka, który został szefem pozostałych obywateli miasta. Nie poznał BG, na szczęście (?).

Poprosił za to o pomoc Posterunek (gracze mieli już pseudo-mundury) i zaoferował wszelką możliwą pomoc – w tym usługi dobrego medyka, który doprowadził nogi dwóch pechowych postaci graczy do normalności, zastrzegając jednak że operacja będzie konieczna, tak szybko jak to tylko możliwe. Dał im trochę kapsułek z adrenaliną i opowiedział o tym jak Old Oak zostało zaatakowane przez siły Molocha, które najwyraźniej miały tylko trzymać ich w ryzach do czasu przybycia mutantów, których, niestety, przybyło zbyt wiele by uniemożliwić im przejęcie miasta. Szczęśliwie, były ‘pokojowo’ nastawione (zaoferowały nawet ludziom ‘asymilację’), choć występowały z pozycji siły. Pytanie było proste: gdzie teraz jest Moloch?

Po wyjechaniu z miasta i dołączeniu do reszty oddziału – oraz zdaniu raportu Szajbusowi – BG szybko ustalili (a rekonesans potwierdził), że pan puszka zapewne penetruje stary przed-wojenny (i znany graczom) bunkier. Tak też było – niemniej, po tym jak BG zobaczyli Matkę (i dziesiątki mniejszych bydlaków), doszli do słusznego wniosku (hej, gracze czasami myślą? [śmiech z taśmy]), że siłą nic tu nie zdziałają. W akcie desperacji postanowili, z pomocą Szajbusa i jego załogi, wykonać pozorowany atak na główne siły wroga, związać je walką tak długo jak tylko się da i dać tym samym czas drugiej, mniejszej grupie Posterunkowców, na wślizgnięcie się do środka bazy i wymontowanie części po której przybył tu Moloch – chipa, którego nie udało się wynieść na pierwszych sesjach. W teorii Szajbus (z czołgiem) i Gwiazdka (na motocyklu) mieli zaatakować Matkę zaś BG mieli wkraść się pod jej podbrzusze pewnym, oby niezabezpieczonym, tunelem wentylacyjnym.

Szczęśliwie, gdy rozpętało się piekło – owo wejście faktycznie było niezabezpieczone. Gracze bez trudu dotarli na sam dół bunkra (teraz wiedzieli jak, he, he, he ;P) a kilkanaście robotów naprawczych nie było w stanie im w tym przeszkodzić. Ba, przeprogramowali nawet kilka z nich by te dezaktywowały parę mobilnych wieżyczek strażniczych. Wszystko jednak okazało się nadaremne – gdy dotarli do Sektora C (tam gdzie był główny komputer), okazało się iż, choć maszyny regularnie rozbebeszyły wszelką możliwą elektronikę (same też się do niej podłączały), chipa najwyraźniej ktoś zdążył już wymontować. Stare rysy od noża i parę połamanych ostrzy w pobliżu dały graczom do zrozumienia iż zapewne ma go ich dawny zleceniodawca, Scott. Który zlecił im wymontowanie go na pierwszej sesji. Ironic, isn’t it? - wredny jestem, wiem.

Akcję trzeba było więc jak najszybciej przerwać – tym bardziej, że na górze sytuacja zaczęła przybierać zły dla Szajbusa obrót. Gracze jak to gracze – jak już chcą coś kończyć na amen to zwykle robią to z użyciem granatów. Co prawda mieli zbyt mało ładunków by załatwić Matkę na cacy, niemniej, z wykorzystaniem kilku przeprogramowanych robotów naprawczych – solidnie ją uszkodzili, dając czas Szajbusowi na, zakończoną sukcesem, akcję wycofywania się na z góry upatrzone pozycje. Gracze natomiast wzięli ze sobą co tylko mogli – i chyłkiem wydostali się na powierzchnię. Tam zdali raport Szajbusowi, dowiedzieli się o śmierci Gwiazdki, przycisnęli Rayburna i ustalili, iż Scott, zapewne wraz z ważnym dla całej tej sprawy chipem, powrócił do swego domu – do Filadelfii, do miejsca, w którym wszystko się dla niego zaczęło. 

BG postanowili się tam udać, wcześniej zahaczając o bazę Posterunku aby uzupełnić zapasy oraz zregenerować swe siły po trudach i znojach pierwszej kampanii do NS.

Niemniej, jest to już inna historia. A póki co – Have A Nice Day wszystkim mym graczom - tudzież dzięki wielkie za wspólną grę :).

Pozdrawiam,

Michał „Skryba” Ziętek.

PS. Wyjątkowo, miast 'logo' tej kampanii - twórczość artystyczna z sesji a.k.a. dać graczce czystą kartkę papieru, ołówek i nieruchomy przez parę godzin cel, w tym przypadku będący prowadzącym ;). Podobieństwo jest... niepokojące ;P

0 opinii.:

Prześlij komentarz