Zapiski z sesji #17! - Neuroshima #1 - kampania: H.A.N.D. (IV)

Bry,
Tą sesję wspominam dość miło, nawet mimo faktu, iż ktoś zrobił mi coś, czego naprawdę nie lubię: łaskawie napisał mi smsa na 5 minut przed sesją, że, bez podania powodu, go dziś nie będzie. Stay cool, heh - takie rzeczy są na porządku dziennym.

Tak jak i odbijanie cysterny wypełnionej po brzegi paliwem. Ale o tym, cóż, przeczytacie sami poniżej. Jednocześnie pragnę oznajmić, że snajper jako BG to zmora wszystkich wrogo nastawionych NPCtów prowadzącego. Ok, do dzieła.


Po tym jak BG wykaraskali się z kanalizacji, zrazu postanowili wrócić do niej z powrotem by, heroicznie, starać się odnaleźć małą Kristinę (sądząc, iż pewnie jeszcze żyje). Nim jednak 'pozwoliłem' im zejść do zakopconych korytarzy ściekowych, bez żadnych masek i butli z tlenem, John dostrzegł ciekawie zamaskowaną 'przyczepę', która okazała się być 'domem' dla Scotta. Po rozbrojeniu pułapki (i zdobyciu granatu) - gracze zajęli się tym, co lubią robić najbardziej: plądrowaniem.

Doszukali się kolejnych wycinków z gazet, pamiętnika Scotta, całkiem niezłego pistoletu, paru naboi i konkluzji, że prawdopodobnie Scott musiał opuścić to miejsce w pośpiechu. A, no i odnaleźli też mapę dawnego Kansas, tzn. sprzed wojny - z ładnie rozrysowanymi liniami kanalizacji miejskiej. Doszli dzięki temu do kolejnej, nader ciekawej konkluzji: Scott musi mieć sporo przedwojennych rzeczy. Z pamiętnika natomiast wywnioskowali, że szuka jakiejś kobiety - oraz że najprawdopodobniej nie działa sam.

Następnie spotkali Estel. Klaudia szczęśliwie dotarła na sesję, zgarnęła trochę gambli za pomoc Roxie plus także otrzymała mini zadanie: poszukać jej córki, która nie wróciła do domu. Estel ochoczo zabrała się do dzieła, choć jej entuzjazm trochę zgasł gdy reszta załogi opowiedziała jej co takiego wydarzyło się w kanałach i jak niskie są szanse na odnalezienie małej żywej. Mimo to - gracze postanowili spróbować. Efekt? Dość marny - potęgowany dodatkowo przez naprawdę tragiczne rzuty kośćmi.

Nie dobijając dalej graczy, powiem tylko że ta druga wyprawa przyniosła tylko potwierdzenie faktu, że z tego 'betonowego koryta' wyschniętej rzeki rzeczywiście można wydostać się poza mury Kansas. Niestety, Kristiny nie odnaleźli - zrezygnowani, postanowili więc póki co nie wspominać o tym Roxie (ktoś nawet skłamał, że, cóż, nie wiedzą gdzie jest i że przeszukali bezowocnie wysypisko). A. Zapomniałbym. Gwiazdka wyzdrowiała i, jak to ma w zwyczaju, zaczęła sceptycznie badać Klauna, starając się zrozumieć co tu się w ogóle dzieje.

Gdy tylko dowiedziała się od Johna co i jak (bo dysk został skrupulatnie wyczyszczony przez tego ostatniego) - wpadła w lekką panikę i pognała do Roxie, starając się skontaktować z Posterunkiem i prosić o wsparcie, które - zgodnie z tym co powiedziała BG - przybędzie najpóźniej wieczorem. Gracze powątpiewali jednak czy warto w ogóle wchodzić z nimi w jakieś głębsze układy. Postanowili zwiać z miasta jak tylko dostaną swój nowy wóz, Oraz gdy rozwiążą sprawę pewnej cysterny z benzyną.

Szczęśliwie, samochód (cacko jak się patrzy - choć nie wszystko udało się zamontować, głównie dlatego, iż gracze naciskali na to by jeszcze bardziej przyśpieszyć kwestię jego 'budowy' [wiadomo: by szybciej zwiać]) był gotowy w parę godzin, więc nie pozostawało bohaterom nic innego jak ponowne okłamanie Roxie (trochę gorzej im ten blef wyszedł niż ostatnio - ziarno niepewności zostało zasiane ;P) i wyruszenie poza miasto aby, hm, pokojowo dogadać się z bandytami w sprawie przekazania ciężarówki (dobry żart, nie?).

Wcześniej gracze 'wyczaili' śledzącego ich Scotta, który wyjaśnił zainteresowanym, iż od kilku dni Estel śledzi mutek od Cuttinga i że to dzięki Scottowi właśnie Estel nadal ma się dobrze jeśli o zdrowie idzie. Gracze chcieli go zwerbować do pomocy w 'negocjacjach' z bandytami, Scott zaś, dość niechętnie, zgodził się na to aby stać się ochroniarzem Estel w zamian za pewien specyficzny typ broni - mniejszy kuzyn uzi. Po 'dobiciu' targu, wesoła ferajna wyruszyła poza miasto, debatując nad tym jakby tu capnąć kilkudziesięcio tonową cysternę.

Uznali szybko, że pilnujący ją bandyci tak na dobrą sprawę nie wiedzą czego pilnują - co skrupulatnie zresztą wykorzystali, robiąc im istną masakrę z użyciem drużynowego snajpera, noży Scotta i kończących finisherów pozostałych graczy (btw, ostatnio przeczytałem w końcu ROBOTICĘ - stamtąd te 'finiszery' ;P). Ostatecznie - tylko jeden z bandytów przeżył i zgodził się na 'współpracę' i plan graczy polegający na wciągnięciu ich szefa w pułapkę (szefa bandytów nie było - pojechał z 'przyboczną strażą' po cięższy sprzęt - ciężarówkę).

Szef jednak nie dał się tak łatwo podejść. Szybko wykrył spisek - i 'załatwił' trucizną postać Klaudii, uniknął też headshota ze strony BG Radka poprzez błyskawiczne znalezienie się wewnątrz przyczepy ciężarówki. Resztę jego świty, która co prawda stawiała większy i bardziej zaciekły opór BG, wybito w pień, zaś z 'szefem', chcąc nie chcąc (bardziej nie chcąc) zaczęły się negocjacje. Miał mimo wszystko lepszą pozycję przetargową - granat, który mógł rzucić w cysternę i... antidotum na podaną Estel truciznę.

O dziwo, gracze tańczyli jak im zagrał. Nie powiem jednak - miał gość szczęście w kościach. Po tym jak BG dali mu snajperkę BG Radka, wykonał perfekcyjny rzut granatem w stronę cysterny z paliwem, jednocześnie wskakując na swój wypasiony motor i, przejechawszy serią po plecach drużynowego snajpera, pomknął w stronę zachodzącego słońca, gubiąc przy okazji pogoń, w jaką puścił się John (jedyny wówczas 'w miarę' sprawny BG) nowym wózkiem drużyny. Mógł niestety tylko wąchać spaliny i wrócić do reszty BG.

Ci szybko przepatrzyli co też mieli bandyci, zapakowali co ciekawsze rzeczy na ciężarówkę, podczepili do niej cysternę pełną paliwa i, po chwili wahania, ruszyli z powrotem do Kansas. O dziwo, nikt ich nawet nie zatrzymał - wszyscy byli ciekawi pojawienia się... czołgu. Najprawdziwszego czołgu. Z Szajbusem i spółką na pokładzie. Tzn. - dowódcą małego oddziału Posterunkowców, który przybył na wezwanie (wcale tym faktem niepocieszonej) Gwiazdki. Najwyraźniej był też jej przełożonym (to też był dla niej mało pocieszający fakt).

Szajbus z miejsca przywitał się z drużyną, pochwalił za dokonania w terenie i udzielenie pomocy Gwiazdce - oraz zaproponował by gracze dołączyli do Posterunku. Nie powiem by entuzjastycznie do tego podeszli - ale gdy zdali sobie sprawę, że narobili sobie trochę wrogów tą cysterną (co najmniej trzy obozy w Kansas miały ochotę położyć na niej swe łapska) - uznali, że tak po prostu będzie lepiej. Zadowolony Szajbus poradził by zrobili co mają zrobić - i że wyruszają jutro rano by zbadać co takiego Moloch chciał od Old Oak.

Jako że naprawdę nie chciałem by gracze kolejną sesję byli w Kansas - skomplikowałem trochę ich relacje z Roxie (która nabrała podejrzeń co do szczerości BG w kwestii jej córki). Choć gracze ciągle byli postrzegani jako herosi przez zwyczajnych mieszkańców - powoli docierało do nich, iż coraz więcej osób ma co do ich skromnych osób ambitne plany, wymagające ich dobrowolnego (lub nie) udziału. Efekt? BG postanowili oddać się pod protekcję Posterunku i, jako prezent, oddać cysternę z paliwem właśnie 'jemu'.

Zadziałało :) - a sesja zakończyła się w sposób nader zadowalający wszystkie strony wspólnego przecież stołu.

Pozdrawiam,
Michał "Skryba" Ziętek.

PS. Gdzieś 'w międzyczasie' zagubił się Scott - ale, luz, jeszcze o nim usłyszycie, w końcu jest to 'dość ważna' dla fabuły postać :P. 

2 opinii.:

"snajper jako BG to zmora wszystkich wrogo nastawionych NPCtów prowadzącego"
Szczególnie w Neuroshimie. Odpowiednio wysokie statystyki (głównie Karabiny), kilka Sztuczek i postać w zasadzie zmiata wszystko w zasięgu strzału... znam to. ;)

Skoro tak, to zamiast pozbawiać jej zabawy czy coś trzeba pomyśleć o przygodach pod te umiejętności. Być może reszta graczy będzie wykonywała szczególnie niebezpieczne włamanie, a snajper będzie ich ubezpieczał?

Każda (a przynajmniej większość) mych sesji jest tak skonstruowana by każdy z BG miał swoje 'pięć minut'. A sądząc po zdaniu:

"robiąc im istną masakrę z użyciem drużynowego snajpera"

... snajper raczej na brak akcji wtedy nie narzekał ;). Takoż i Twój pomysł jest uskuteczniany przez moją drużynę nader często.

I, ogólnie mówiąc, nic nie mam do power playu - ułatwia 'pracę' prowadzącemu. A mechanika NS właśnie taka jest: 'wygrzewa' :P.

Pozdrawiam i dziękuję za komentarz,
Skryba.

Prześlij komentarz