Zapiski z sesji #16! - Neuroshima #1 - kampania: H.A.N.D. (III)

Hejka,
Hm, jakbym nie liczył - chyba do tej pory odbyły się 'tylko' trzy sesje NS. W sumie mogę się mylić w tych obliczeniach, ale, kit z tym, tak szczerze mówiąc. Ważne, że wracam do regularnego prowadzenia tego bloga. 

Ale jeśli ktoś sądził, że pewna klątwa która 'se' ostatnio nade mną zawisła, jakimś cudem ominęła sprawy erpegie - cóż, mylił się. Pierwsza sesja jaką postanowiłem po 'byciu okopanym przez los' poprowadzić, specjalnie udana w mojej opinii nie była.

Choć zasadniczo niczego jej technicznie nie brakowało. Po tym jak graczy okrzyknięto w Kansas bohaterami, ci, w glorii chwały postanowili wykorzystać to wszystko co ich ostatnio spotkało i pójść na zakupy. Jeśli mnie pamięć nie myli, wtedy na sesji była męska część załogi - Klaudii coś wypadło i nie mogła przyjść. Hm, może to i lepiej dla jej psychiki. Anyway, całą sesję można skrócić do mnóstwa dialogów i jednego zejścia do kanałów w poszukiwaniu dziecka. Ale nie uprzedzajmy faktów.

Primo, gracze sporo czasu poświęcili na dowiedzeniu się o co chodzi z tym Klaunem. Rozebrali go więc na części pierwotne i zaczęli grzebać w jego elektronicznych bebechach. Sporo ciekawostek - ta maszyna miała być tylko zmyłką wysłaną przez Molocha do odwrócenia uwagi od innych celi dla maszyn. Sam Klaun nie miał systemu bojowego (poza 'ogłuszaczem'), natomiast z jego twardego dysku - który John zaniósł do serwisu aby samemu odczytać co i jak - gracze dowiedzieli się, iż jego głównym zadaniem (poza porywaniem, raczej dość przypadkowych, osób) było nagrywanie setek ton materiału zwiadowczego w pobliżu Old Oak.

Secundo, gracze sporo czasu poświęcili też na pomniejsze questy, w tym, między innymi, jakim sposobem można by przetransportować pewną cysternę z benzyną. Plus kilka 'snajperskich' zleceń dla Mordecaia - typowo likwidujących problemy. Z tego co pamiętam, Markus 'spieniężył' gamble banku (a.k.a. Estel, postaci Klaudii) na sprzęt, amunicję i inne takie ciekawe rzeczy. Ot, sami widzicie - gracze głównie odpoczywali po tym jak ostatnim razem wkopali Molochowi. Poza paroma informacjami, paroma dialogami i paroma komentarzami, akcja sunęła powoli do przodu. Nazbyt powoli, patrząc z perspektywy dzisiejszego dnia.

Ostatecznie mój plan by gracze w końcu wyjechali z Kansas, spalił na panewce. Zamiast tego zajęli się sprawą... mutantów, na które ostatnio narzekali mieszkańcy miasta. Artem, szef tutejszej policji, poprosił graczy aby po prostu odszukali źródło tego łatajstwa i wezwali ich na pomoc... aha, jasne - swoją drogą, Artem dał wyraźnie do zrozumienia graczom, że też zależy mu na pewnej cysternie z benzyną + niespodziewanie wręczył im mini zadanie odstrzelenia pewnego najemnika, w którym gracze rozpoznali Scotta. Cóż, wróćmy więc do mutantów - gracze wiedzieli o nich tylko tyle, że porywają dzieci i najprawdopodobniej znajdują się pod wysypiskiem.

W międzyczasie znikła córka Roxie - Kristina. Tak, wiem, wiem - sztampa, ale biorąc pod uwagę mój nastrój, i tak nie wyszło najgorzej. Choć mogło być lepiej, zdecydowanie lepiej. Nie będę opisywał rozkładu owych, hm, 'kanałów' - zaznaczę tylko, iż niegdyś prowadziły one prosto do rzeki, która dziś oczywiście dawno wyschła. To było o tyle ważne, iż dawało nadzieję, że ze ścieków być może istnieje jeszcze jakiś tunel prowadzący poza miasto. Był tylko jeden sposób by się o tym przekonać - świeżo dozbrojona drużyna wyruszyła na misję typowo ratowniczą prosto pod powierzchnię miasta.

Parę forteli później (czyt. parę spotkań z Croats - dzieciomutkami lubującymi się w podchodach) oraz kilka, hm, dość nieudanych rzutów na skradanie później - gracze dotarli do wspomnianego już 'betonowego koryta', którym niegdyś płynęła rzeka. Niegdyś, bo obecnie to właśnie tutaj miały swój dom powyższe przyjemniaczki - ba, mało tego, najwyraźniej znosiły tu wszystko co tylko wpadło im w łapy, atmosfera była więc dość duszna i... łatwopalna. Jest to słowo o tyle właściwe, że gracze posiadali kilka koktajli mołotowa, także, zgodnie z mymi przewidywaniami, zrobili z nich użytek.

Hm, zaraz, zaraz - a co z Kristiną? No tak, tu był problem wymagający współpracy i zejścia w głąb 'koryta'. Tu, szczerze mówiąc, nieźle się bawiliśmy - gracze ładnie rozstawili się po okolicy, robiąc dobry użytek ze snajpera oraz zwiadu. Wszystko szło dobrze do momentu gdy, sam już nie wiem w jaki sposób, zwrócili na siebie uwagę, cóż, trochę zbyt wielu mutantów. Na nic zdał się udany rekonesans (odkryli, iż na północy tego 'koryta' stoją jakieś klatki, być może tam trzymano ew. więźniów [czyt. deser]) - gracze musieli salwować się ostrą ucieczką, pełną, że tak się wyrażę, emocji niekoniecznie pozytywnych. Tak w świecie gry, jak i poza nim.

Nie będę tu pisał co się stało - choć przyznam, że trochę mnie poniosło (najwyraźniej odbił mi się zły okres, ech) - niemniej, ostatecznie wyszło tak, iż gracze podpalili cały ten usłany śmieciami dawny 'zlew ściekowy', czym, bo jakżeby inaczej, raczej przekreślili sobie szanse na to by ujrzeć małą żywą. Plus był taki, że udało im się jakoś wydostać na powierzchnię (drabinką) i odnaleźć się na wysypisku, całkiem niedaleko 'obozowiska' Roxie. I na tym skończyła się sesja - konkluzja: nie wszystkie akcje kończą się powodzeniem. Choć chyba wtedy gracze jeszcze się łudzili, że 'będzie dobrze'.

Jak wspomniałem, nie była to jakoś nad wyraz udana sesja - choć nie mógłbym nazwać ją beznadziejną. Ekspa co prawda sypło się mało (bo, serio, niewiele się działo) - ale i tak nikt nie narzekał... zbytnio. Szczęśliwie - i jak to w życiu bywa - następna sesja była już zdecydowanie lepsza.

Kończąc, dwa komunikaty.
1) Właśnie napisałem 150. (!) wpis blogowy. Jestem w lekkim szoku, że ciągle mi się chce to prowadzić.
2) Właśnie podjąłem pierwszą próbę 'wbicia' się w miarę regularne publikowanie tutaj notek. Go for it ;).

Pozdrawiam,
Michał "Skryba" Ziętek.

PS. Niemniej, jak to zwykle bywa, kolorowankami zajmę się w naprawdę wolnym czasie.
PPS. Ciekawe - ale nawet podczas mej nieobecności w Ogrodzie pojawił się nowy Gość Honorowy: Jerzy Jan. Witam serdecznie i zapraszam do komentowania wpisów :). 

0 opinii.:

Prześlij komentarz