Zapiski z sesji #14! - Neuroshima #1 - kampania: H.A.N.D. (I)

Hejka,
Szybka notka z sesji RPG. Wczoraj wystartowaliśmy z kampanią do Neuroshimy. Nie powiem, lekkiego pietra miałem - nigdy jeszcze nie prowadziłem tego systemu, ba, żaden z moich graczy nie miał też większego w nim doświadczenia. Mało tego - parę godzin przed sesją (jak ja to kocham...) jeden z graczy poinformował mnie, iż go nie będzie. Jego i kolejnej osoby. Cóż. 

Ściągnąłem więc na grę kogo się dało, zrobiłem jedną kartę postaci dla Janka (swoją drogą - czy u Was też robienie jednej trwało średnio ~1h?), i, niezgorzej bo pół godziny po oficjalnym terminie, zaczęliśmy grać. Przygoda jak przygoda - po prostu miałem okazję poobserwować trochę graczy i podpatrzeć co w tej grze lubią. I tyle mojej teorii - a jak poszło z praktyką?

W praktyce, wszystko się posypało na dzień dobry ;P, tzn. mój scenariusz. Szczęśliwie, był on na tyle elastyczny że udało mi się w miarę sensownie go zakończyć. Generalnie uznałem, że gracze zaczną kampanię H.A.N.D. w mieścinie Old Oak (w połowie drogi między Omahą a Kansas City), gdzie musieli dość przymusowo wrócić po niezbyt udanej akcji ochraniania pewnej karawany. Ot, gangi są wyjątkowo namolne tej jesieni ;]. Niemniej gracze się trochę zapoznali z obecną sytuacją (i z sobą), po czym rozpoczęli badanie miasta, rządzonego twardą ręką przez niejakiego Ricarda Gortheda: śliskiego typa, który trzęsie całym handlem okolicy.

Tu zrobiłem pewien błąd - pierwszego wieczoru nie dałem im wystarczająco dobrego haczyka na start. Jednak co się odwlecze to nie uciecze. Co prawda wieczorem nic ciekawego się nie działo (poza tym, że John [postać Janka] dowiedział się kilku plotek - pierwszej, że okoliczne gangi mają nowego przywódcę, który jest na tyle cfany iż organizuje bardziej 'profesjonalne' napady na karawany; drugiej - że do tej zabitej dechami dziury zajechał patrol Posterunku i trzeciej - że w mieście pojawił się jakiś mutant, na którego wszyscy polują) - to rano wszystko ruszyło z kopyta.

Ah, zapomniałbym. Wcześniej wyszło na to, iż niejaki pan Marievick jest 'bardzo zaniepokojony' faktem, iż karawana którą mieli ochraniać gracze - przeszła do rąk bandytów. Powyższy jegomość stwierdził również, że co prawda współczuje postaciom graczy ale - buisness is buisness - ktoś za to wszystko musi zapłacić. Gracze dostali więc pierwszy cel w swoim życiu - wykupić się u niego za sprzęt o wartości 500 gambli (niewiele, ale na pokrycie części strat z pewnością wystarczy. Był tylko jeden haczyk - dał im dobę na spłacenie długu. W sumie pewnie nic by się nie stało gdyby spłacili go za dwa dni, jednakże pod warunkiem iż nie opuszciliby tego miasta.

Gracze, jak to gracze, zrobili po swojemu. Co prawda chcieli poszukać jakiejś pracy w mieścicnie - ale jako że ze mnie cham (by nie użyć dosadniejszego słowa ;]), takiej szansy im nie dałem. Gdy przeglądali ogłoszenia, ni stąd ni zowąd na BG Radka wpadł rozpędzony mężyczna w skórzanym palcie, najwyraźniej przed kimś szybko uciekający. Klaudia skojarzyła fakty (...pomógł jej też Janek poprzez przekazanie inf. z baru) - i tak oto gracze nieomal byli w posiadaniu mutanta, za którego łeb wyznaczono sowitą nagrodę. Problem w tym, że gracze 'ciut' się zapomnieli (ot, snajperka w mieści, okładanie, szarpanina) i zrobili ogólnie niezły burdel w samym centrum.

Efektem czego, mutek im zwiał - choć wcześniej umieścił w surducie Radka mapę (wyszło to później) a Jankowi udało się zabrać mu jego skórzaną kurtkę. Rozpoczął się pościg, poniekąd sprowokowany przez graczy ("Zabić mutanta!" = 10+ chłopa rzuciło się wraz z BG w pogoń). W międzyczasie Klaudia zauważyła, że 2 os. 'pierwotnie' goniące uciekiniera miały zbroje charakterystyczne dla ochroniarzy Ricarda Gortheda. Nie było jednak okazji na zadawanie pytań - pogoń dotarła do pseudo-slumsów. Tam Janek (miejscowy) w miarę szybko dostrzegł szansę wyprzedzenia mutka nim ten ucieknie na pustynię. Po 'drobnych problemach' natury technicznej - gracze wybiegli za miasto. Chwilę później wybiegł za nimi poszukiwany mężczyzna.

Tutaj pogadali sobie z chłopakiem 'po swojemu' - o dziwo, dyplomatycznie. Zauważyli też, że zasadniczo nie można by było w 100% stwierdzić iż to jakiś mutant, jego ciało nie przejawiało żadnych schorzeń wywołanych radiacją. Był zwinny, to fakt - i ciągle nosił nocne google. Tak czy inaczej, obie strony postanowiły sobie 'zaufać' - przerzucając pogawędkę na dalszy plan. Gracze przepuścili mutanta, sami też ruszyli w jego ślady. Tu wyszło też na jaw, że koleś ma dość dobrą kondycję - godzinny trupt po pustynii tak bardzo osłabił graczy, iż zaczęli się zastanawiać czy aby gość specjalnie ich nie 'zmiękczył'.

Jednak - nic z tych rzeczy. Nieznajomy przedstawił się jako Scott Samhshred. Nie od razu 'zaufał' graczom - prawdę mówiąc, pewnie nadal im trochę nie ufa (ma powody) - niemniej obyło się bez rozlewu krwi + gracze wpadli na pomysł jak można by było się wykupić z rąk kupców z Old Oak. Postanowili... znaleść magazyn gangerów (wydedukowali, iż musi on znajdować się gdzieś w pobliżu miasta) za pomocą nowo poznanego - w zamian za odzyskanie dla niego 'elektroniki' z przedwojennego bunkra, który najwidoczniej znajduje się niedaleko. Problemem mogłoby być tylko to, iż bandyci być może również o nim wiedzą.

Scott oddalił się następnie ('na obiad'), zostawiając graczy w jego 'domu' (wnętrze cysterny po Coca-coli). Ci nie przepuścili okazji - i przeszukali je w miarę dokładnie. Nie znaleźli zbyt cennych rzeczy - no, poza mapami pochodzącymi z czasów sprzed wojny z maszynami (Janek wziął sobie jedną z nich) + kilkoma fragmentami z przeszłości Scotta, dość chaotycznymi, więc nie będę ich tutaj przytaczał. Niespodziewanie Klaudia (stojąca na straży - reszta postanowiła się zdrzemnąć) usłyszała ryk silnika motora. Po obudzeniu pozostałych, Radek ujrzał przez snajperkę motor z trzema żołnierzami z Posterunku, najwyraźniej badających teren wokół miasta.

Spotkanie z nimi było raczej informacyjne. 'Gwiazdka' - szefowa oddziału, przestrzegła graczy przed plotkami jakoby w pobliżu widziano Klauna (wyjątkowo wrednego robota Molocha, specjalizującego się w porywaniu ludzi). Po wymianie uprzejmości, Silver i Ugly (dwaj jej podkomendni), przeczesali teren wokół cysterny - po czym cała trójka zapakowała się do motocyklu z doczepą po czym wszyscy oni ruszyli na zachód/północ. Po tym fakcie - i ok. 1h w świecie gry - wrócił Scott (z jaszczurkami na obiad), który nie zbliżał się do swego domu gdyż wcześniej namierzył patrol Posterunku. Nie potwierdził jednak plotek nt. Klauna.

Po posiłku BG ruszyli wraz z nim w stronę głównego obozu bandytów. Scott wskazał im również dwa inne, nieco mniejsze, obozowiska. Doprowadziwszy ich na wydmę znajdującą się najbliżej głównej bazy wroga, BG zaczęli się naradzać co dalej. Wpadli na całkiem błyskotliwy plan - jednak wykonanie mogliby mieć nieco lepsze ;P. Przede wszystkim, rozdzielili się - Radek (jako snajper) został na wydmie i zaczął 'koordynować' akcję pozostałych dwóch członków drużyny. Janek zakradł się na obrzeże obozu, starając się wkraść jakoś do jednego z namiotów. Klaudia poszła na główną bramę, chcąc dostać się do wielkiego czarnego 'szałasu' w centrum obozowiska. Scott został ze snajperem.

Efekty? Klaudia zorganizowała transport ewakuacyjny (włamała się do jeepa, zastawiła w nim pułapkę, wzięła kluczyki). Jankowi udało się wkraść do namiotu leżącego nieco na uboczu obozu - będącego jednak dziwnie ważnego dla bandytów, którzy wystawili tam dwóch wartowników... długo to oni nie pożyli - Radek oddał dwa piękne strzały (1 i 1!), uciszył ich szybko i bezszelestnie. W międzyczasie Scott zniknął - a w samo centrum obozu dotarły dwie wyładowane skradzionymi z karawan dobrami ciężarówki. Gracze mieli jednakże ciekawsze rzeczy do zbadania.

Przerwa: Klaudia usłyszała też kilka plotek. Najważniejsza z nich okazała się być informacja, iż to Ricardo Gorthed jest tym, który najwięcej zyskuje na działalności gangów w okolicy (a.k.a. trzyma z nimi sztamę). A inna ciekawa pogłoska tyczyła się szefa bandytów, którego jakoby... nie ma. Koniec przerwy w odbiorze ;P

W namiocie do którego udało im się dostać, odkryli wejście do bunkra. Okazało się, iż jest ono systemem wentylacyjnym, dzięki którym można się dostać do jego środka. Po paru perypetiach z wiatrakiem - który w końcu unieszkodliwili - wślizgnęli się do komory wentylacyjnej z główną aparaturą regulującą dopływy oraz odpływy powietrza. Niewiele niestety mogli z tym zrobić - Janek co prawda zauważył, że być może udałoby się odciąć zasilanie budynku, niemniej jego umiejętności mu na to nie pozwolą. Drużyna ruszyła dalej. Po paru minutach usłyszeli gwiżdżącego strażnika.

Nie powiem - ładnie go załatwili, podając się za zmianę warty. Gość oczywiście skończył z podciętym gardłem - a graczom nic już nie przeszkadzało penetracji budynku. No, poza jednym mutantem, którego bandyci trzymali jako maskotkę w zniszczonej, niższej części bunkra. Nie wiem kto wpadł na pomysł aby go uwolnić - ale ostatecznie tak właśnie zrobili. Gracze zamierzali wykorzystać go jako wabika na ludzi w bazie, niemniej chwilowo został on 'pod ich skrzydłami' (chyba najbardziej zadowolony z takiego obrotu sprawy był Radek). Gracze rozpoczęli więc eksplorację podzie... erm, przedwojennego bunkra ;).

Znaleźli magazyn - pełen skradzionych rzeczy. Tam niestety stracili sporo czasu na przeczesywanie skrzyń i na próbowanie odszukania skradzionych z ich karawany rzeczy. Trafili także na M60 - ale nikt nie potrafił takiej broni nawet unieść, nie mówiąc o użyciu. Gracze zapakowali co tylko mogli + zagarnęli 500 gambli towarów na 'wykup' u kupców. Przeszukali też pozostałą część - i odnaleźli najwyraźniej rzecz, o którą prosił ich Scott: elektroniczny 'mózg' systemu bunkra. Z panelu dowiedzieli się, iż istniał jeszcze Segment C, jednak na obecną chwilę jest on odłączony od pozostałych segmentów ścianą kamieni.

Pojawił się też problem z odłączeniem owego terminala. Był stanowczo zbyt ciężki by móc zostać w całości przez graczy przeniesiony, to raz - dwa, niestety wymontowanie go sposobem delikatnym oraz w miarę bezpiecznym, zajęłoby stanowczo zbyt wiele czasu. Klaudia i tak już była stanowczo zbyt mocno obciążona by jeszcze dokładać na jej plecy kolejny ładunek ;P (ot, sztuczka 'Dom na plecach', ma jednak granice ;]). W tym też momencie, pozostało więc graczom tylko jedno - ucieczka. Niestety ich plan posypał się przy punkcie 'wypuszczenie mutka na wabika' - puściły mu morale i zaatakował graczy, miast bandytów.

Ostatecznie jednak i tak 'wyszło na graczy' - co prawda Klaudia trochę oberwała, niemniej Janek uzyskał 2x 1 na k20 - tak idealnego kopniaka NS jeszcze nie widziała ;P - efektem czego mutek poleciał w sam środek obozowiska bandytów, wywołując swym pojawieniem wielkie zamieszanie. Niestety, postawiło to cały obóz na alarm - bandyci szybko znaleźli dwa trupy swoich kolegów przy wejściu do wentylacji, zmuszając też BG do tego by ci bronili się w głównej części bunkra. Walka była dość dramatyczna, Janek zarobił parę kulek - położył jednak trupem paru bandytów w tunelu. Niemniej, niestety, skubańców było po prostu zbyt wielu.

Szczęśliwie, Klaudia poszła szukać granatów w magazynie - zuch dziewczyna ;P. Natknęła się tam jednak na Scotta, który jakimś 'cudem' znalazł się w środku bunkra (nie, to nie jest deux ex machina / I'veGTP ;]). Ten wspomniał, że dziwi się skąd taki raban i desperacka próba obrony bunkra - skoro można wyjść jednym z trzech innych kanałów wentylacji, o których gracze wiedzieli od samego początku (i o których parę razy im jeszcze w sugestiach przypominałem), a o której to możliwości po prostu - w feworze akcji - zapomnieli.Well, przegrupowali się - wysadzili główne wejście granatem zaczepnym ("A co to jest granat zaczepny?" - "Takie coś, co trzeba rzucić jak najdalej od siebie...", dialog między Klaudią a Jankiem ;P) i nawiali...

...wcześniej blefując Scottowi, iż mają jego elektronikę (w sumie mogli by mu o tym powiedzieć wtedy, on chyba znał się na sprzęcie elektronicznym skoro o takowy prosił). Tak czy owak, gracze opuścili obozowisko jeepem, uniknęli pogoni i - po krótkiej debacie gdzie jechać - postanowili przeczekać na pustyni aż wszystko wokoło ucichnie (tam też powiedzieli Scottowi prawdę, trochę się zdenerwował ale przyjął to bezkrwawo). A jak się cała ta przygoda zakończyła? Cóż, szykując obozowisko na noc, gracze dostrzegli niedaleko czarny dym unoszący się znad jednej z wydm.

Po tym jak tam podeszli, zauważyli zniszczony motor Posterunku, z jednym bezwładnie zwisającym znad kierownicy żołnierzem. Drugiego - jeszcze dyszącego - odnaleźli opartego o mały mur (pozostałości po jakimś budynku, pewnie stacji paliwowej). Wokół odnaleźli też wiele śladów walki i kilka żelaznych części. I ani śladu Gwiazdki...

Tym samym kampanię H.A.N.D. - uważam za rozpoczętą :).

Jutro natomiast - pojawi się pierwszy wpis z akcji SD - PL

Pozdrawiam,
Michał "Skryba" Ziętek.

PS. Pokoloruję później ;P. Muszę też jakoś uporządkować zapiski.
PPS. Marcus - masz przekichane, tylko jeszcze o tym nie wiesz ;].
PPPS. Witamy kolejnego gościa honorowego w Ogrodzie - Jacka Gołębiowskiego!  

3 opinii.:

Niestety u mnie też robienie postaci trwa wieki, zwłaszcza jak chcesz się przekopać przez sztuczki a gracz, oczywiście, nie czytał podręcznika i nie wie co wybrać ;)

Poważnie pierwszy raz w NS? Przygoda ciekawa, barwna, chyba trochę Chromowa (nie znaczy, że źle), z polotem... jestem pod wrażeniem. :)

Przy okazji. Zapraszam na moją dzisiejszą audycję o fantastyce i RPG w Radiu 404. Szczegóły na moim blogu!
Pozdrawiam,
Darcane

~Anonimowy - heh, nie wspominaj nawet o tych sztuczkach ;). Aż się boję co też będzie się dziać gdy któryś z graczy wpadnie na pomysł by jakąś sobie zakupić - znów pewnie trochę czasu na to stracimy ;P.

~Darcane - dwa razy (dawno temu - i nigdy więcej niż 1/2 sesje) byłem graczem w tym systemie. Mój MG co prawda się starał, ale kampanie się sypały (głównie dlatego iż się chłopak opierał w 100% na misjach z FT:BoS pisząc własne scenariusze).

Mistrzem gry w NS nie byłem aż do ostatniego wtorku - dzięki więc za miłe słowa uznania. Moim graczom zasadniczo też się podobało (a przynajmniej taką mam nadzieję) - acz zobaczymy jak się sytuacja rozwinie gdy dotrą do Kansas.

Poza tym, we wtorek ponoć będę miał 5. graczy na głowie - uwierzę jak rzeczywiście przyjdą. A jak nie, cóż...

Pozdrawiam,
Skryba.

PS. Nie mam nic przeciwko reklamowaniu w Ogrodzie Twego bloga - ale mógłbyś mi chociaż podrzucić na maila (satoru.mitsu [sabaka] interia.pl) jakiś banner, który postarałbym się umieścić gdzieś w widocznym miejscu ;P (chyba, że logo Twojej akcji to ta niebieska kostka k20 z 'A' w środku?).

Prześlij komentarz