Karnawał Blogowy RPG #20 - (jestem) Mistrz(em) Gry.

Hejka,
Karnawał Blogowy ciągle trwa, więc z tzw. erpegowego obowiązku, warto tutaj coś na niego napisać (dobrze by było gdyby było to także 'dobre' coś ;P). Także, tym razem, Darcane - jego organizator - proponuje nam rozważania na temat dobra i zła w erpegie... nah, to żart oczywiście ;]. Tematem tej edycji jest...Mistrz Gry.

 Jestem mistrzem gry - siadam zazwyczaj w przytulnym fotelu postawionym w opozycji do reszty graczy, ciągle skupiających swoją uwagę na mym opisie sytuacji ("Tamta noc była wyjątkowo przygnębiająca..."), bacznie też obserwujących sposób mojej gestykulacji ("... Twój brat, z grymasem bólu na twarzy, opiera się o ścianę...") oraz nieustannie śledzących czujnym wzrokiem liczbę kości pojawiających się w mych dłoniach ("... zabójca wypalił ze swej 'dziewiątki' prosto w Twoją stronę - rzucaj k20 na uniknięcie jego kul.".). Jestem więc osobą, która ma na barkach cały mechanizm rozgrywki: opisuję, odgrywam i osądzam.

Jestem mistrzem gry - w mojej głowie wirują setki reguł ("Rzuć 2 x k10, stopień trudności 8, wystarczy Ci jeden sukces by zwiać..."), tysiące inspiracji ("... z mistycznej mgły wyłoniła się karykaturalna postać, przypominająca Władcę Dziwów...") i miliony możliwości ("... wybieracie lewą czy prawą odnogę lochu? Przemyślcie dobrze tą decyzję."), które muszą być jakoś ujarzmione by gracze mogli spokojnie odgrywać swoje postacie, by iluzja świata przedstawionego nie została nagle zniszczona i aby akcja toczyła się do przodu pomimo niezliczonych przeciwności losu. Jestem więc tym, od którego zależy tutaj wiele: myślę, marzę i modyfikuję.

Jestem mistrzem gry - dbam o to by każdy gracz miał swoje 5 minut podczas sesji gry ("...strzelaj, jesteś cholernie dobrym snajperem - może Ci się udać!"), kontroluję również burzliwe emocje czterech [czasem jednak mniej, czasem więcej] różnych osobowości ("Spokojnie - teraz on mówi, za chwilę przejdę do Ciebie...") oraz rozwiązuję wszelkie problemy inter-personalne ("... nie chcę Wam przerywać tej uroczej kłótni Panowie, ale lepiej współpracujcie jeśli chcecie wyjść stąd żywi."). Jestem więc jedno-osobowym narracyjnym quasi-sądem jedno-instancyjnym: autorytarnym, afirmacyjnym i absolutnym - od decyzji którego odwołać się raczej trudno.

Jestem jednak człowiekiem - mylę się ("Hm, ok, jednak do strzelania bierze się Percepcję nie Zręczność..."), mam swoje chwile słabości ("Weź mnie już nie wku...rzaj z tym swoim cholernym atakiem z zaskoczenia."), potrafię niespodziewanie zapomnieć, iż wszelka władza prowadzi do degeneracji ("Bo tak - i koniec tej jałowej dyskusji o przewadze bękarta nad mieczem dwuręcznym."). Jestem więc kimś, komu musicie w pewien sposób zaufać - kimś komu wierzycie, iż nie popsuje przygody swym okresem, kimś kto nie zabije Waszych postaci bo nie lubi mnichów jako postaci graczy (np.) oraz kimś kto będzie potrafił przyznać się do błędów popełnianych podczas sesji gry. I ewentualnie Was za takowe przeprosić ;).

Jestem też Waszym kumplem - dobrym znajomym ze świata realnego, z którym czasami wychodzicie na piwo ("Ostatni raz robię z Tobą 'Pub Crawl' w rzeczywistości!"), którego lubicie za to, iż potrafi patrzeć na wiele rzeczy z wrodzonym wszystkim 'starym' prowadzącym dystansem ("Oj tam, oj tam... orki w Śródziemiu miały bardziej przekichane niż my teraz.") oraz - po prostu - zwykłym facetem z tzw. problemami dnia codziennego, który czasami musi jeszcze podejmować trudne decyzje administracyjne ("... kogo by tu zaprosić na sesję, a komu powiedzieć, iż nie ma już dla niego miejsca?"). Jestem więc jednostką społeczną: żadnym bogiem, żadną wyrocznią, żadnymi odpowiedziami na pytania filozofów.

Jestem też w końcu tym, kim jesteście i Wy - graczem. Zazdroszczę Wam, że macie własne postacie ("Cóż, Scott, nie udało się nam jako BG - może uda się jako BN?"), śledzę z wypiekami na twarzy Wasze poczynania w trakcie gry ("Ooo, ja bym zrobił to inaczej - ale Wasz sposób też jest fajny!") - i cieszę się tak jak po pierwszej mej sesji, iż nadal przychodzicie na kolejne moje erpegowe spotkania ("Gościmy też dzisiaj nowego gracza w RPG - przywitajmy go ciepło!"). Jestem więc po prostu kolejną stroną wspólnego przecież stołu - chromolę wówczas czy nazywacie mnie prowadzącym, narratorem, skrybą, mistrzem podziemi - jestem taki sam jak Wy wszyscy.

Przyszedłem na sesję po to by dobrze się bawić - i starać się swoim zachowaniem nie popsuć zabawy innym uczestnikom gry.

Pamiętajcie więc o tym, ochoczo biorąc do swojej ręki kolejne kości i obserwując mój uśmiech - ja też się tu dobrze bawię.

Pozdrawiam,
Michał "Skryba" Ziętek.

12 opinii.:

Wielkie dzięki za ciekawy wpis, gratuluję premierowej notki w tym wydaniu Karnawału. Szybko Ci to poszło. ;)

Wpis interesujący. Pozwolił mi spojrzeć na siebie, jako Mistrza Gry, niejako z boku. Rzeczywiście, z jednej strony jestem pewną opozycją dla Graczy, kimś innym, a z drugiej - częścią tej samej gry, zabawy...

(o, tak mi się nasunęło - " Jam częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąc, wiecznie dobro czyni.")

... bo o to przecież w RPG chodzi. Ech, ja też zazdroszczę graczom ich postaci i staram się nie przesadzać w przywiązywaniu się do BNów. Zamierzam popełnić zresztą notkę do Karnawału właśnie na ten temat. ;)

Jeszcze jedna myśl - też jestem "zwykłym kumplem", ale Gracze również poza grą mówią do mnie: "Mistrzu". I to jest świetne uczucie.

Drobiazg - z moją szybkością, cóż, ostatnio rozmawiałem na temat prowadzenia gry z moim dobrym znajomym, więc w zasadzie miałem już wszystko pod swoim nosem...wystarczyło więc tylko cały ten bałagan poukładać.

Co do nazywania mnie per 'mistrzu' poza grą, niechby który spróbował nie ;P ... poważniej natomiast - jakoś tym mojej próżności nie łechtam, ergo: nie robi mi specjalnie różnicy czy/gdy ktoś palnie do mnie per 'emgiee~' poza sesją.

Pozdrawiam,
Skryba.

Nie znoszę, jak moi gracze mówią do mnie 'mistrzu' ;-)


l.

Zapamiętam i zastosuję na Pyrkonie ;].

Pozdrawiam,
Skryba.

@Skryba: nooo, nie wiem jak z tą moją próżnością, ale tak się u mnie przyjęło (bez mojego udziału!), tak zostało i nie powiem, że to jednak fajne. Kolejne drużyny kultywują "tradycję" jakoś same z siebie.

~Darcane - bo to jest tak, iż różne drużyny mają różne tradycje :).

Sam zobacz:
- Ty to 'określanie' lubisz,
- mi to jest nader obojętne,
- zaś lucek tego nie lubi ;].

Różnorodność, mocium panie :)!
Skryba.

U nas nie ma żadnego specjalnego określenia, bo każda z osób jest Mistrzem Gry (choć niektórzy to prowadzą raz na ruski rok).

Zresztą Mistrz Gry to tylko tymczasowa funkcja, i to nie w każdej grze.

A teraz się trochę zabawię ;-)

Jestem krupierem - siadam zazwyczaj w przytulnym fotelu postawionym niedaleko banku, w opozycji do reszty graczy, ciągle skupiających swoją uwagę na swych pieniądzach, bacznie też obserwujących sposób mojej mojego liczenia oraz nieustannie śledzących czujnym wzrokiem liczbę banknotów pojawiających się w mych dłoniach. Jestem więc osobą, która ma na barkach sporą odpowiedzialność: liczę, zabieram i rozdaję.

Jestem krupierem - w mojej głowie wirują setki równań, tysiące wyników i miliony liczb, które muszą być jakoś ujarzmione by gracze mogli spokojnie budować swoje imperia, by iluzja prawdziwej rywalizacji nie została nagle zniszczona i aby rozgrywka toczyła się do przodu pomimo niezliczonych przeciwności losu. Jestem więc tym, od którego zależy tutaj wiele: liczę, sumuję i modyfikuję.

Jestem krupierem - dbam o to by każdy gracz otrzymał swoją premię za przejście przez start, kontroluję również burzliwe emocje różnych osobowości oraz rozwiązuję wszelkie problemy finansowe. Jestem więc jedno-osobowym skarbowym quasi-sądem jedno-instancyjnym: autorytarnym, afirmacyjnym i absolutnym - od decyzji którego odwołać się raczej trudno.

Jestem jednak człowiekiem - mylę się, mam swoje chwile słabości, potrafię niespodziewanie zapomnieć, iż wszelka władza prowadzi do degeneracji. Jestem więc kimś, komu musicie w pewien sposób zaufać - kimś komu wierzycie, iż nie popsuje rozgrywki swym okresem, kimś kto nie zabierze Waszych pieniędzy bo nie lubi gdy macie ich za dużo oraz kimś kto będzie potrafił przyznać się do błędów popełnianych podczas gry. I ewentualnie Was za takowe przeprosić ;).

Jestem też Waszym kumplem - dobrym znajomym ze świata realnego, z którym czasami wychodzicie na piwo, którego lubicie za to, iż potrafi patrzeć na wiele rzeczy z wrodzonym wszystkim 'starym' krupierom dystansem ("Oj tam, oj tam... przynajmniej nie trafiłeś do więzienia") oraz - po prostu - zwykłym facetem z tzw. problemami dnia codziennego, który czasami musi jeszcze podejmować trudne decyzje administracyjne ("... kogo by tu zaprosić do gry, a komu powiedzieć, iż nie ma już dla niego miejsca?"). Jestem więc jednostką społeczną: żadnym bogiem, żadną wyrocznią, żadnymi odpowiedziami na pytania filozofów.

Jestem też w końcu tym, kim jesteście i Wy - graczem. Zazdroszczę Wam, że macie własne posiadłości, śledzę z wypiekami na twarzy Wasze poczynania w trakcie gry - i cieszę się tak jak po pierwszej mej grze, iż nadal przychodzicie na kolejne nasze planszówkowe spotkania ("Gościmy też dzisiaj nowego gracza w Monopoly - przywitajmy go ciepło!"). Jestem więc po prostu kolejną stroną wspólnego przecież stołu - chromolę wówczas czy nazywacie mnie krupierem, bankowcem, bankiem, administratorem - jestem taki sam jak Wy wszyscy.

Przyszedłem na grę po to by dobrze się bawić - i starać się swoim zachowaniem nie popsuć zabawy innym uczestnikom gry.

Pamiętajcie więc o tym, ochoczo biorąc do swojej ręki kolejne pieniądze i obserwując mój uśmiech - ja też się tu dobrze bawię.

Mistrzowanie jest ciekawe ale i trudne czasem, bo nieraz to co przy opisywaniu gracza jest dla nas oczywiste-dla nich juz takim byc nie musi:)

Sethariel, wielkie +1.

Co do tymczasowości funkcji - nie wiem, moi gracze to jakaś patologia. Nikt nie odważył się prowadzić, poza jednym facetem (prowadził dwie sesje, to był koszmar. Koszmar.). Zachęcam, robię co mogę - "nie, Ty jesteś MG, Ty to robisz lepiej".
Ech.
Pograłbym.

Chlip.

Zastrajkujmy tak jak pielęgniarki ;).

Peace,
Skryba.

Skryba, napisałeś z punktu widzenia Misia Gry (w zasadzie z punktu widzenia swojego)...

...to napisałem z punktu widzenia Gracza (ale już bardzo ogólnikowo):
http://navarischepanzerwaffe.blogspot.com/2011/03/kb20-mistrzy-gry-okiem-gracza.html

Zerknąłem - muszę przyznać, iż Twój ideał jest pokrewny mojej wizji 'misiowania' na erpegowej sesji ;).

Pozdrawiam,
Skryba.

Prześlij komentarz