Pierwsza krew - ostatnie starcie?

Hejka,

Pamiętacie - kilka postów temu pisałem o tym, iż wysłałem list do pewnego Wydawnictwa gier (...planszówek, karcianek, etc.). List zawierający dwa moje małe projekty (mniejsza o to które) a także prośbę o ew. komentarze ich tyczące - nie napisałem nic o ew. współpracy gdyż tak 'prosto z ulicy' to nie spodziewałem się tzw.większych rewelacji (normalna sprawa - a nie celowe umniejszanie własnej wartości) - niemniej, co muszę przyznać z zadowoleniem - zostałem potraktowany w miarę poważnie i dość profesjonalnie, za co jestem niezmiernie wdzięczny Panu Maciejowi Z..

I wszystko byłoby fajnie, gdyby nie jedno zdanie, które wprawiło mnie w stan głębokiej zadumy.

Chodzi mianowicie o dokonanie "szybkiej rewizji" przez Pana zajmującego się właśnie osobami chętnymi nawiązać bliższe kontakty z tym Wydawnictwem. Jak sam napisał, oba projekty są "zbyt dziwne" by można było je od razu ocenić.

Naturalnie wiadomo, iż chodzi tutaj o pieniądze - czy, mówiąc delikatniej (o czym w/w Pan sam raczył wspomnieć), o tzw. "potencjał rynkowy projektów". Nie mam nic przeciwko temu - w końcu Wydawnictwo również musi na tym zarobić, produkt natomiast musi znaleźć nabywców. Czysta selekcja i ekonomia - z której, nawet jeśli jestem noga z wykresów i wzorów, to przynajmniej jestem jeszcze w stanie przedłożyć jej główne zasady na ludzki język.

Haczyk tkwi w czymś innym - zacząłem się zastanawiać... po co w ogóle tworzę Claymore (50+ kartek - trochę się dzieje z tym projektem ostatnimi czasy) i Red Dream (tu nieco gorzej - 7 kartek ogółów) - skoro te projekty także zbyt 'klasyczne' nie są. Ba, zwłaszcza ten drugi. Innymi słowy - jaki jest sens mojego pykania w klawiaturę i nadmiernego myślenia o tym czy o tamtym.

Odpowiedź tym razem jest prosta - bo chcę coś sygnowanego mym nazwiskiem wydać. I wiem, że kiedyś to nastąpi. Zwłaszcza, że traktuję w/w list jako idealną okazję by dowiedzieć się jak to wygląda "z bliska" - obecnie czekam zresztą na szersze komentarze przesłanych Wydawnictwu projektów, w których z pewnością zwrócą mi uwagę na jakieś popełniane przeze mnie błędy podczas game designu.

Oby tylko nie okazało się, że po prostu są one "zbyt dziwne" - wtedy moja rzemieślnicza choroba pogłębi się do stanu braku starań o oryginalność kolejnych projektów. Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie - dla własnego dobra jednak, wstrzymam się póki co z pracami nad RD.

Niemniej - pierwszy krok został uczyniony, cool, huh?

Pozdrawiam,
Michał "Skryba" Ziętek. 

4 opinii.:

Spróbuj zapukać do kontrowersyjnej persony ROLa, znany jest z ekstrawagancji, może pójdzie na współpracę ;)

http://www.mistrzgry.pl/article.php?article_id=49

Ow, nie miałem pojęcia o istnieniu takiej akcji :) - brzmi ciekawie, dzięki za link!

Pozdrawiam,
Skryba.

Prawdziwa sztuka to tak opisać swój "dziwny " pomysł, żeby dało się w niego zagrać (i to najlepiej nieco więcej niż jedną sesję). Najczęstszy kłopot z nietypowymi pomysłami jest taki, że są one zbyt abstrakcyjne dla rpg - nie ma w nich miejsca na bohaterów i ich przygody.

Ifryt - co racja to racja. Choć podług takiej opinii, hm, co zrobić np. z grami indie, gdzie często nie sposób przenieść postacie / przygody na kolejną sesję?

Anonimowy - niestety, inicjatywa chyba padła, zresztą...

http://mistrzgry.pl/blog.php?user=Drone&blogentry_id=428

... so.

Peace,
Skryba.

Prześlij komentarz