1hp - 'grajcenzja' systemu: Ostatnia Sprawa.

Hejka wszystkim,

Cóż, trochę czasu mi to zajęło, ale, wreszcie, udało mi się spisać wrażenia z sesji w ‘Ostatnią Sprawę’ – pióra Jarosława ‘beacona’ Kopecia (...ufam, iż dobrze odmieniłem jego nazwisko). Nim jednak zacznę ‘grajcenzję’, wspomnę tylko że w sumie rozegraliśmy dwa ‘scenariusze’ w tą pozycję, choć nasze drugie spotkanie było o wiele mniej ‘formalne’ (jeśli idzie o zasady) i obfitowało raczej w... radosny freestyle, niż grę zgodną z regułami. Co najciekawsze – ta druga sesja (s)podobała nam się o wiele bardziej, ale o tym przeczytacie już poniżej.



‘Ostatnią Sprawę’ wybrałem do gry z prostego powodu: pomysłu na ‘odwrócenie’ klasycznej walki postaci graczy o przetrwanie w stronę nieuchronnego zbliżania się ku ich, zapewne też niezbyt ciekawemu, końcowi. Zanim jednak przyjdzie kostucha, gracze mają szansę spełnić swą, tytułową, ostatnią sprawę – a, no i przy okazji uratować miasto, w końcu bowiem po coś do tych ‘cholernych’ kanałów zeszli. Samo założenie, chociaż w sumie oryginalne, wywołało powątpiewanie na twarzach moich graczy („Bo my to niby nie mieliśmy nigdzie indziej załatwiać tej ostatniej sprawy jak w tych kanałach właśnie... tak, jaaasne.” – Kasia). Ogólnie mówiąc, kanały są, bym rzekł, zbyt mało ‘epickie’ jak na sugerowane tematy o honorze/walce o własne przekonania... zwłaszcza gdy się czyta te ‘heroiczne’ sytuacje z pierwszej tabeli.

Odstawiając jednak na bok sensowność – należy uzbroić się w cierpliwość podczas czytania podręcznika. Autor strasznie ‘rozbił’ zasady – w kilku miejscach musiałem parę razy wczytać się w tekst aby zrozumieć ‘co poeta miał na myśli’ (głównie miałem pewne problemy kiedy doszło do ‘kontrolowania szczurów’ i ‘rozpiski’ tur). Jednak, nie przeczę, gdy już się dojdzie, iż sama gra nie ma zbyt wiele do zaoferowania jeśli o mechanikę idzie, wszystko nagle staje się jasne i klarowne. W skrócie: mamy sobie bohaterów, szczury i sytuacje, w których ci pierwsi muszą przeżyć, wspomagając się swą mroczną stroną duszy (Furią) w przypadku gdy ci drudzy będą górą. I tak przez kilka rund, aż do finału gdzie, o ile ktoś doń dotrwał, herosi będą mieli szansę uratować miasto/spełnić ostatnią sprawę - i zginąć zaraz potem. Hm, yay...?

Muszę w tym momencie stwierdzić: fajnie, iż można grać zarówno z- jak i bez prowadzącego, ale, z powodu niewielu możliwości bycia mistrzem gry/postacią kontrolującą szczury, wiele smaczków to rozgrywce, niestety, nie dodaje. Trochę szkoda, bo w sumie miło by było mieć kolejną tabelkę ‘specjalnie dla szczurów’. My w każdym razie graliśmy z prowadzącymi – za pierwszym razem byłem to ja, za drugim, Janek. W moim przypadku, staraliśmy się trzymać zasad aż do końca. I, powiem szczerze, nie wyszło mi to najlepiej. Niby wszystko z zasadami było w porządku, ale kiedy przyszło co do czego – sama gra szybko zmieniła się w ‘turlacza’, w którym gracze tak naprawdę nie mają zbyt wiele do roboty (a szczury tym bardziej).

Przede wszystkim, w praktyce zawodzi nieco idea gry. Z tego co mi Kasia i Janek stwierdzili, fakt iż ich postacie tak czy owak szybko umrą, wcale nie sprawia że sami gracze wykazują się większą motywacją aby jednak te ich ostatnie sprawy dokończyć. Tym bardziej, że sama mechanika gry jakoś specjalnie ich w tym nie wspiera – niby można np. ‘za wprowadzenie ciekawych elementów, prowadzący szczury może przyznać graczowi jedną kość dodatkową’, tylko po co miałby to w ogóle robić, skoro wizja gry polega na ukatrupieniu postaci graczy? To samo np. ze ‘wsparciem’ – inny gracz może przekazać graczowi aktywnemu jedną (?) ze swoich kości. Pytanie tylko czy warto tracić kości ze swej puli by ratować kogoś kto i tak w następnej turze będzie miał ich mało = będzie musiał użyć Furii = zapewne dość źle się to dla niego skończy. Mało zabawna ‘równia pochyła w dół’ – choć zgodna z założeniami Autora.

Zresztą, widać było w trakcie gry, że jej uczestnicy bawią się raczej średnio. Niby starali się w miarę odgrywać to co robią, ale bez większego przekonania co do sensowności rozgrywki. Nie dziwię się im – jako generator lochów (...bo do niego się tutaj to ostatecznie sprowadza) ‘Ostatnia Sprawa’ jest zbyt prosta, jako miły relaksator jest zbyt ‘grim & grinity’, a kończące się pule kostek i następnie wymuszona konieczność robienia sobie ‘kuku’ Furią – pozostawia fun płynący z gry pod wielkim znakiem zapytania. Biorąc to wszystko pod uwagę, uznaliśmy, iż przynajmniej krótki czas rozgrywki nie zmusza do męczenia się z nią dłużej niż jest to konieczne. Ostatecznie, po tym jak postać Janka umarła (...uratowała miasto i wypełniła swój cel postaci – po czym umarła), Kasia wyraźnie chciała już kończyć. Ja zresztą też.

Oceny graczy? Kiepskie. 3/10 i 3/10 – nie miałem już sił i ochoty pytać o fun, widać było iż ta pozycja mocno ich wynudziła. Zresztą, parę dni po tym jak rozegraliśmy pierwszą sesję, podpytałem jedną osobę (albo też nasza rozmowa przypadkiem zeszła na ten temat, cóż, nie pamiętam już) co sądzi o grze. Komentarz: ‘Dość głupia i mało interesująca gra.’ – wyjaśnia, że lepiej jest chyba samemu, podczas normalnej sesji klasycznego systemu, decydować kiedy prowadzona postać ma umrzeć, niż być do tego ciągle zmuszanym ‘ślepym losem’. Jednak pomimo tej krytycznej oceny gry, następnego dnia, dość niespodziewanie, rozegrałem jeszcze jedną sesję, z nieco innym składem. I tym razem – jako zwykły, ‘szeregowy’ gracz.

Ale, tak jak pisałem, to był taki czysty freestyle i jazda po bandzie. Wywaliliśmy zasady furii, wsparcia, itp. – pozostawiając wyłącznie MG z jego własnym widzi-mi-się (jak stwierdził Karol: W sumie to kości nam się nigdy nie kończyły.’) + uznaliśmy, iż te nasze prywatne cele będzie można starać się spełnić przed finałową rundą (...tzn. ‘końcem gry’ – bo rundy też usunęliśmy). Stworzyliśmy postacie i zaczęliśmy rozgrywkę ‘na luzie’, bez bicza w postaci samo-okaleczania. Efekt? Ciągle było głupio i bezsensownie ;P - ale przynajmniej o wiele zabawniej niż gdybyśmy znowu beznamiętnie rzucali w jakie szambo teraz wejdziemy.

 

Podsumowanie:

Jak dla mnie, ten system ma wszystko poza najważniejszą rzeczą: fun factorem. Co mi po tym iż ma oryginalne założenia – skoro nie da się w niego sensownie grać? Tzn. da się, ale wtedy należy się liczyć z tym, że w pewnym momencie ktoś wstanie i powie: to jest głupie. Sam cel, jest fajny, ale moim skromnym zdaniem Autor nie daje nawet minimum nadziei na to, iż BG może przeżyć (a takowa pojawiła się w przypadku sesji ‘freestyleowej’) – i w tym sęk, bo o ile w ten czwartek widać było iż postacie Karola i moja starały się, tak przy okazji, jakoś z tego wybrnąć (nawet jeśli ostatecznie i tak gryźliśmy piach ;]), o tyle w środowej grze, Kasia i Janek myśleli chyba wyłącznie o tym jak by to wszystko szybko skończyć.

 

Plusy:

- oryginalny, dość intrygujący pomysł,

- Furia (konkretniej – jej mechanizm),

- mechanika wspiera założenia Autora.

 

Minusy:

- mechanika wspiera założenia Autora... aż za bardzo,

- mechanika zawiera głównie kije –  brak marchewek,

- dobra zabawa w którymś momencie ‘ulatuje’ z sesji,

- będący szczurami tak naprawdę niewiele może robić,

- jest za mało ‘epicka’ jak na tematy których się tyczy.


Ocena: 4/10 – gra działa... i to chyba jest jej największy plus.

Fun – tragicznie niski, niestety.

Pozdrawiam,

Michał "Skryba" Ziętek.

PS. Pokoloruję wkrótce ;P [EDIT 11.11.2010 - nieaktualne].

5 opinii.:

jjk

Dzięki za recenzję.

Na usprawiedliwienie mam tylko to, że ta gra to eksperyment formalny, a nie gotowiec do grania, dlatego zresztą sam w nią nie gram.

Natomiast co do braku motywacji z tego powodu, że postać i tak umrze, nie rozumiem. To właśnie chodzi o heroizm, gdzie czyny pozostają po śmierci bohaterów. Ale OK, co kto lubi.

Siemka, z tym brakiem motywacji - z powodu braku heroizmu/epickości (... 'kanały' ;P) gracze średnio się przykładali do tego by grać po Twej wizji (choć nie mieli żadnych sprzeciwów by ostatecznie zaakceptować tą konwencję) - a przynajmniej ja miałem takie odczucie, wiesz, że 'ta śmierć' będzie jednak 'niegodna' mojej postaci (grałem rycerzem).

Sytuacja zmieniła się gdy na sesji pojawiła się nadzieja na wyjście z tego cało (nawet jeśli to była tylko szaleńcza determinacja). Nie wiem why ale ten drobny szczegół sprawił, że Karol i ja parliśmy w czwartek naprzód jak niezatapialna brygada krasnoludów z toporami w dłoniach i szaleństwem w oczach - oddalając wizję nieurchonnej śmierci.

Ale, tak jak pisałem - wówczas graliśmy nieco inaczej (...być może Janek się pojawi i sam o tym opowie - ew. znowu ochrzani, że o czymś nie napisałem ;P).

Pozdrawiam,
Skryba.

jjk

W sumie dodanie elementu nadziei na przeżycie może nie byłoby takie złe...

Ciekaw jestem również, jak wyglądała u Was przykładowa scena, o ile chce Ci się pisać. Bo ja sam miałem problemy z wyobrażeniem sobie narracji.

Gdy ja byłem MG (...no i graliśmy zgodnie z zasadami) - rzucałem w każdej rundzie na to co mam opisać po czym (po opisie) oddawałem scenę graczom do 'uzupełniania'. A ci zwykle olewali kolor, bardziej rozbudowaną narrację i w 9 / 10 przypadkach koncentrowali się na pokonaniu wyzwania. Czyli przykładowe sceny były stricte tym co umieściłeś w 'opisie' w tabeli nr 1 - bez większych zmian.

Gdy Janek był MG, bardziej skupialiśmy się na opisywaniu i dodawaniu kolorytu do rozgrywki - przykładowo, Twoje 'Zalany tunel - Szczury zalewają cały korytarz wodą, nie zważając na pobratymców.' - uzupełniliśmy o krocie rzeczy tła (vide, opisałem, że moja postać chwyciła się drabinki prowadzącej na powierzchnię nim poziom wody przewróci ją w kotłujące się pod powierzchnią wody szczury /zaś postać Karola dodała BNa - szalonego szczurołaka, mordercę rodziny BG a który przesunął dźwignię, która uruchomiła 'zalewanie' tunelu) -i dopiero po tym Janek zarządzał rzut naszymi pulami k6 + opis co staramy się zrobić oraz opisywał sam efekt naszych deklaracji (ST 'wyzwania').

Było to bardziej żywsze - vide: walka mojego rycerza z kolejnym szczurzym czempionem. Gdy okazało się, że nasze rzuty 'nie wypaliły' i bydle pochwyciło BG Karola - rzuciłem się na pomoc, opisując jak mój BG odrzuca miecz i,z 'szałem' godnym berserkera, swoimi żelaznymi rękawicami stara się rozewrzeć szczękę (tego pierwszego). Ot, freestyle ;P.

Janek (...i jego zasady, których nie udało mi się poznać w trakcie gry ;P) zaś mechanicznie 'wyrzucił', że coś mi jednak nie wyszło i, no cóż - zwaliliśmy się obydwaj w płytkie szambo gdzie, po krótkiej szamotaninie, to szczurzy czempion chciał rozerwać mej postaci szyję... swymi kłami.

I tak do finału - gdzie BG Karola pokonał coś jakby dungeon bossa, sam jednak zginął potem- rozniesiony przez wściekłe i pozbawione szefa szczury. Ja dotrwałem trochę dłużej, jednakże ostatecznie moja postać skręciła nogę --> bye bye. Aha, a w drodze ucieczki wykorzystywałem kilka pomieszczeń z tabeli 1.0, które Karol i ja 'pokonaliśmy' - idąc na 'bossa'.

- - -

Jak masz jakieś pytania (bo mogłem zakręcić) - wal śmiało, póki ma pamięć młoda ;P. Plus, pogadam z naczelnym spawaczem gier, Jankiem, który 'planuje rozwinąć Ostatnią Sprawę' - i być może wpadł już na kilka pomysłów.

Pozdrawiam,
Skryba.

Witam, witam ale o drogę nie pytam ;P Otóż zabieram się powoli za spawanie "ostatniej sprawy". Przede wszystkim, jak powiedział Skryba, planuję ją rozwinąć, ponieważ według mnie gra jest nieco monotonna lub przeznaczona na baaaaardzo (na prawdę bardzo) krótką rozgrywkę. Skrybo, trochę miałem nadzieję że nie będziesz opisywał drugiej sesji "ostatniej sprawy" bo przyznam że zacząłem od freestyle'u ale z czasem przegiąłem i zrobiła się juz "wolna amerykanka" :P Gra na początku nie zachęca do akcji ponieważ gracze są skazani na porażkę, no i zastanówmy się jaki jest sens motywu ratowania miasta. W jaki sposób grupa kilku osób ma szanse uratować miasto przed tysiącami szczurów (w oryginale jak pamiętam jeszcze roznoszących chorobę). A więc to absurd numer 1. Absurd numer 2, jaką ostatnią sprawę można załatwić w kanałach (0.o) w tekście jest oczywiście przykład ale takich przykładów można podać tylko kilka, a reszta nawet jeżeli zostanie dopisana przez graczy będzie brzmieć BEZSENSOWNIE (przykład mojej postaci: poszukiwanie skarbu w kanałach. Kto mógłby schować skarb w zaszczurzonych kanałach). Po zespawaniu gry przekaże ją twórcy za pośrednictwem skryby, gdyż przewiduję dość duże zmiany. Pozdrawiam

Prześlij komentarz