1hp - 'grajcenzja' systemu: Morderstwo w Katedrze.

Hejka,

Cóż, ufam, iż tym razem nie będzie żadnych wtop z mechaniką tak jak w przypadku ostatniej gry z Nibykonkursu ;). Poza tym, system Jakuba 'Urka' Skurzyńskiego - jest akurat grą prostą i niezbyt wymagającą jeśli idzie o tzw. setup. Czy jednak jego story game przypadł do gustu mym graczom - oraz czy aby nie będę musiał wycofać się ze słów, które na jego temat powiedziałem ;P? O tym przeczytacie poniżej. Panie i Panowie, kolejna gra z Nibykonkursu - 'Morderstwo w Katedrze'.



Przyznam, iż miałem pewne problemy by 'nakłonić' mych graczy (Kasię i Janka) do wykazania ciut większego entuzjazmu i chęci współpracy, koniecznej by 'porządnie' wcielić się w gotyckich kriminologów pochylających się nad pewnym ciałem z zamiarem dojścia do tego 'kto, czym, jak i po co' owego nieszczęśnika uśmiercił ;P. Moi drodzy i rozchichotani gracze mieli wyraźnie kłopoty by zajarzyć co w zasadzie mają tutaj robić, szczęśliwie, gdy zacząłem wyjaśniać im iż gramy w coś co od biedy można by porównać do CSI: Kryminalnych Zagadek Gotyku - pojawiły się pierwsze przebłyski zrozumienia i większa chęć zabawy.

Mimo to, nic nie wskazywało na zgrzyty, które wielokrotnie miały pojawić się podczas gry. Choć zarówno Kasia jak i Janek zrozumieli ideę gry (ta pierwsza trochę później) i bez problemu rozpisali pięć okoliczności zbrodni: czym i jak (narzędzie zbrodni), czas, wygląd sprawcy (trzy cechy), pozycję sprawcy i relacje sprawca-ofiara - początek był, o dziwo, ciężki. Musiałem znowu zabawić się w 'ukrytego MG' i nakierowywać narrację, tudzież tłumaczyć co w zasadzie robimy i czemu gramy tak a nie inaczej ;]. Ogólnie jednak muszę stwierdzić, iż przydałoby się gdyby Autor dodał do tych trzech stron 'podręcznika' jakąś ściągawkę zasad - takie zgrupowanie reguł w jednym miejscu byłoby bardzo pomocne (że nie wspomnę, iż bieganie po trzech kartkach i próby odszukania jednej reguły wplecionej w 'normalne' zdania - jest jednak męczące ;P).

Jednak kiedy gracze w końcu załapali o co chodzi - gra wyraźnie rozwinęła skrzydła. Widać było, że zabawa w przedstawianie kolejnych faktów, spekulowanie, próby dowiedzenia się czegoś o nowych okolicznościach - miała sens. Szybko też dorzuciliśmy house rule iż nie będziemy bawić się w 'kołowrotek' (czyt. oddawanie tur osobie siedzącej po lewej stronie) - i że do prawdy będziemy dochodzić poprzez 'dysputę nad stołem', gdzie każdy z nas w każdej chwili może dołożyć cegiełkę do historii, starając się odgadnąć właściwy przebieg wydarzeń (taki bowiem jest cel gry - spośród wielu tysięcy kombinacji jakie tworzą zapiski na kartkach graczy, wybrać '5' właściwych, które tworzyć będą swoisty 'miks' i prawdziwą zarazem wersję morderstwa). Poza tym, tak jak radził Autor, zapisywaliśmy na kartkach ważne tezy, które padały podczas gry. W ten sposób uznaliśmy, że:

- zabójca był starszym mężczyzną,

- zabójca nie był znany w okolicy,

- ktoś musiał wpuścić zabójcę do klasztoru,

- ofiara nie została otruta,

- ofiara zginęła przez cios ciężkim narzędziem w głowę,

- etc.

Innymi słowy - do tej pory wszystko grało. Gra spełniała swe założenia - i nawet udało się nam ustalić dwa z pięciu 'prawdziwych faktów' (iż zabójstwo zostało dokonane o północy [ja miałem to zapisane na kartce, odgadł Janek - czyli ja zyskałem 1 punkt, on 2 - po dyspucie uznaliśmy, iż Kasi też się należy punkt za stwierdzenie 'noc'] - oraz iż zabójca był łysy [ponownie, ja miałem to zapisane na karcie postaci - ale tym razem zgadła Kasia, otrzymała więc 2 punkty, ja 1]). I tutaj pojawiły się schody. Wyszło na to, iż zapisaliśmy tyle 'tez' na kartce, iż nie sposób było odgadnąć/naprowadzić innych graczy na 'prawdziwe fakty' zapisane przez któregokolwiek z nas. Mieliśmy też przez to spore problemy z ustaleniem np. przedmiotu zbrodni - świecznika (Janek starał się naprowadzić nas na młotek, niestety żaden z nas tego nie zgadł z powodu nadmiaru innych tez, które mogły być prawdziwe). 

Ostatecznie, po około godzinie takiego gdybania i skończeniu się pomysłów, naprowadziłem Janka na to, iż narzędziem zbrodni był świecznik. Podobne problemy mieliśmy z ustaleniem kim był nasz zabójca (aka status społeczny) - po odrzuceniu kowala, przyjaciela, rodziny, wroga, w końcu, po kolejnych minutach dysput teoretycznych, prób naprowadzania i, ogólnie mówiąc, śledztwa - doszliśmy do wniosku, iż był on mnichem w klasztorze [points!]. Pogratulowaliśmy sobie - i uznaliśmy, że ustalenie tego jakie były relacje sprawcy z ofiarą, będzie teraz dziecinnie łatwe. Jak mawiał Hellboy: chrzanienie. Co tym razem było problemem? Ano fakt, iż doprawdy żadne ze zdań zapisanych przez nas na kartkach nie mogło być w żaden sposób dopasowane do tego co już wiemy i tego co wykluczyliśmy. Zarówno wersję Janka jak i wersję Kasi - wykluczała któraś z tez, zaś moja, z powodu nielogiczności, nie mogła być prawidłowo użyta. 

W końcu więc daliśmy sobie spokój - i skończyliśmy grę, ustalając 4 z 5 faktów dot. morderstwa, wygrał Janek, zbierając najwięcej punktów. Kasia i ja mieliśmy po równo. Tak czy owak, finalna wersja brzmiała: o północy, łysy mnich, poprzez cios w głowę, zabił tą osobę świecznikiem. Nieźle - ale niepowalająco, biorąc pod uwagę potencjalne możliwości i naprawdę zabawne teorie, które wynikły z naszej 'grupowej dysputy'. Niemniej jednak, pomimo iż widziałem że w paru momentach świetnie się bawili, byli nad wyraz krytyczni kiedy przyszło do...


Podsumowanie: by specjalnie sprawy nie przedłużać - byłem zaskoczony, iż gra wyglądająca 'na papierze' na solidny produkt, 'w praniu' okazała się być dość ciężkostrawna. Choć nie byłem nawet w połowie tak 'anty' jak moi gracze (ich opinia znajduje się poniżej), nie mogłem jednak nie zauważyć, iż pewne rzeczy powinny być ciut lepiej przedstawione. Najbardziej bolał mnie brak wspomnianej już ściągawki zasad i brak wyraźnego bata, 'zachęcającego' by grać i przemieszczać się po wyznaczonej linii (...co to się nie wymyślało by zbliżyć się do odgadnięcia jakiegoś faktu ;P). Poza tym, nie bardzo wiedzieliśmy jak rozumieć to, iż 'tezy wypowiedziane przez innych graczy muszą być ujęte w kolejnej wypowiedzi, ale nie muszą one być pewne' - rozwiązaliśmy to poprzez wnioskowanie z przeciwieństwa, czyt. skoro nikt z nas nie miał zapisanej na kartce, iż, dajmy na to, morderca użył sztyletu - automatycznie uznawaliśmy, iż teza jest błędna i zabójca na pewno nie użył sztyletu. Szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie gry bez tej kolejnej domowej zasady - dzięki temu przynajmniej nasze 'fantazje' były z zasady korygowane przez to co sami wykluczyliśmy, co automatycznie pchało akcję do przodu. Biorąc to wszystko pod uwagę, Skryba stwierdza: gra wymaga przepisania, uporządkowania i dodania kilku zasad by nie stanęła w martwym punkcie - jak wielokrotnie działo się na naszej sesji.


Plusy:

- pomysł CSI w gotyku - rządzi!

- 40% sesji (...jej środek - aby być konkretnym) udowodniło, iż założenia Autora 'działają',

- przy ustalaniu 2-3 faktów, gracze dobrze się bawią i wymyślają naprawdę fajne historie,

- po wprowadzeniu zasady 'bez-tur' i wspólnego posiedzenia nad ciałem, akcja szła gładko;

- gdy gra rozwija skrzydła i nic nie 'zgrzyta' - widać że niewiele jej brakuje aby wzlecieć ;P.


Minusy:

- OGROM niesprawdzonych/błędnych tez - b. utrudnia odnalezienie tych 5. prawidłowych;

- 'zgrzyta' kiedy okazuje się, iż istnieje wiele sprzecznych tez, wykluczających te prawdziwe;

- czasami nie za bardzo wiadomo co robić i jak prowadzić narrację by odgadnąć kolejny fakt;

- nawałnica teorii/spekulacji = wielkie problemy z końcem gry (trudno określić ostatni fakt);

- przydałaby się ściągawka i ciut lepszy (bardziej detaliczny) opis miejsca zbrodni w katedrze;

- gdy gra 'zgrzyta' (a robi to niestety często), pojawiają się kilkudziesięcio-minutowe przestoje.


Opinia gracza/graczy:

Nim do niej przejdę, pragnę zauważyć, iż moi kochani gracze mają pewne problem z pojęciem idei 'story game'. Fun funem, owszem, ale granie po konwencji jest dla nich nieco problematyczne (co niespecjalnie mnie dziwi - ilość kwiatków z naszych sesji mogłaby spokojnie obsadzić ten ogród). Pomimo to, dziwią mnie jednak ich wyjątkowo negatywne oceny. 

Kasia - miała małe problemy z pojęciem idei rozgrywki oraz zrozumieniem reguł w niej rządzących (można ew. zwalić na mnie, że źle tłumaczyłem). Niemniej jednak, cóż, stwierdziła iż gra jest dość mocno niedopracowana - i wymaga paru zasad/wyjaśnień (np. co się dzieje gdy nagromadzenie 'fałszywych' tez wykluczy 'prawdziwy fakt' u każdego z graczy - vide, wszyscy zapisali że zabójcą była kobieta a w trakcie gry ktoś niechcący tak sprawę zaplącze, iż wyjdzie na to, że zabójca był mężczyzną... co się u nas zdarzyło w przypadku narzędzia zbrodni - odnaleźliśmy nawet młotek zamiast świecznika ;)). Stwierdziła również, iż zamiast 'zależności pomiędzy sprawcą a ofiarą' lepiej byłoby umieścić 'motyw', gdyż ułatwiłoby to znacznie całą grę. Oceniła system surowo, bo zaledwie na 3/10 - z komentarzem, że grałoby się fajnie gdyby Autor wprowadził parę ulepszeń za pomocą których można byłoby 'grać po konwencji'.

Janek - cóż, Towarzysz Zło również kręcił nosem (od początku w sumie). Ciężko było go przekonać do pomysłu, ale, o dziwo, załapał szybko zasady i gdy doszło do gry, był najbardziej aktywnym graczem na sesji (oczywiście poza momentami gdy się po prostu zaklinowaliśmy). A na co narzekał? Głównie na to samo co Kasia - niedopracowanie zasad (nie zacytuję jego słów dot. 'mechaniki' ;]), tendencje do 'klinowania', nadmiaru fałszywych tez których (bez domowej zasady o 'wnioskowaniu z przeciwieństwa') nijak nie można obalić w celu ułatwienia 'zgadywanki', braku wyraźnego settingu (czy raczej, niewielu detali miejsca zbrodni - przez co gracze muszą wszystko sami wymyślać zamiast korzystać z tego co mogą mieć pod ręką) i, cóż, problemów natury technicznej, czyli 'wykluczania' prawdziwych faktów przez te fałszywe. Nic dziwnego więc, że sam ocenił system 'ledwo' na 2/10 ze stwierdzeniem, iż następnym razem gramy w InBetween ;P.


Ocena: 

4.5/10 - nie wiem dlaczego, ale mi grało się przyjemnie. Tzn. widziałem do czego dążył Autor - i jak niewiele brakowało by jego gra była dobrym produktem. Nie mogłem jednak nie dostrzec, iż to co na papierze wyglądało świetnie - w praktyce powodowało wiele problemów. Owszem, być może to nasza wina - w końcu zastosowaliśmy parę dodatkowych house rules - ale bez nich, cóż, obawiam się iż nasza rozgrywka przeciągnęłaby się niemiłosiernie a i sama kwestia odgadywania prawdziwej wersji wydarzeń graniczyłaby z niemożliwością. Na szczęście, z Autorem mam chyba dobry kontakt, więc, w razie czego, z przyjemnością posłużę pomocą i ew. betatestingiem kolejnej wersji jego gry. Nie wycofuję się ze słów: 'Fajnego RPG'a żeś wymyślił, na papierze zdaje się to ładnie działać' - choć, cóż, może to kwestia odpowiednich graczy, których po prostu kręci sama opowieść a nie to jak się do niej dochodzi ;].


Fun:

7/10 - słowem wyjaśnienia: uznałem, iż lucek ma w sumie trochę racji, oceniając zabawę jaka towarzyszyła graczom podczas sesji - zamiast samej gry. Co prawda to nie mój 'styl', ale sądzę, iż taka informacja każdemu się przyda. Jak ten fun ma się do gry Urka? Powiem tak - fun był, jak najbardziej! Pisałem, że gdy gra rozwijała skrzydła, niewiele jej brakowało by wzlecieć - ale przez te problemy o których wspominam wyżej, cóż, za każdym razem ktoś jej te skrzydła podcinał. ALE - moi gracze naprawdę dobrze się bawili (hej, nie zaprzeczajcie ;P) tworząc tezy, fakty, wykluczając je i ustalając te 'prawdziwe'. Tym większa szkoda, iż ocena systemu jest z zupełnie innego przedziału 'wagowego'. Skoro jednak Kasia i Janek zgodnie uznali, iż grę można spokojnie oszlifować by działała jak marzenie - nie można powiedzieć, iż 'Morderstwo w Katedrze' jest, koncepcyjnie, złą grą. Przeciwnie - byłaby dobrą. Niestety, 'tylko' byłaby. Case closed.


Pozdrawiam,

Michał "Skryba" Ziętek.

PS. Pokoloruję gdy znajdę czas i chęci ;P. [EDIT: 11.11.2010 - nieaktualne]

2 opinii.:

Spoiler, spoiler ;-)

Myśmy dziś zagrali w Miss Schiffer’s School for Young Ladies of Quality autorstwa Meguey Baker - recenzja wkrótce (tm).


l.

Oj tam - wszyscy wiedzą, iż zabił lokaj ;P ... a co do Waszego erpega - geez, aż się tej recenzji zaczynam obawiać ;].

Peace,
Skryba.

Prześlij komentarz