Niedokończone opowieści #1.

Priviet.

W zasadzie, skoro marne szanse na sesję finałową (który to już raz?) - postanowiłem umilić sobie życie (które ostatnio mnie specjalnie nie rozpieszcza), wdrażając w życie projekt pt. "Niedokończone opowieści" (seria #1 - za jakiś czas pojawi się number two ;P) - czyli z serii: jak to się mogło skończyć ;). Szkoda tylko, że nie wpadłem na ten pomysł przy okazji mych poprzednich kampanii, gdyż, a to niespodzianka, dopiero teraz widzę jaki to ma potencjał. Do rzeczy jednak. 

Oto "finał" okiem prowadzącego (skromnie pisząc - mnie ;P).

Plan działania:

- BG muszą podjąć decyzję czy chcą zniszczyć Czarną Perłę. Jej zniszczenie miałoby wpływ na trzy postacie: Medifa, Wielkiego Mistrza (... albo jakkolwiek się on zwał ;P) i Lucasa Amnell, brata BG Kasi. Jak to zostało zapisane w mym scenariuszu: "Z chwilą zniszczenia mrocznego artefaktu, przysiąc mogliście, iż z perły wydobył się piekielny jazgot trzech udręczonych dusz - Medifa, lisza i brata jednej z was. Wkrótce zaś stało się jasne, iż tylko jedna z tych trzech osób - przeżyła.". Hm - jeśli ktoś w tej chwili pomyślał, iż każę graczom zdecydować która... to miał rację ;P.

- zakładając, że BG jakoś pogadają z Lucasem Amnell, uznałem, iż ten, co prawda ciągle osłabiony, przestrzeże jednakże drużynę, iż tak naprawdę zagrożenie nie płynie z Chaosu, lecz z wielkich ambicji Velmonta, który, wysługując się wszystkim i wszystkimi po drodze, pragnie nie władzy - co 100% pewności, iż podzielony Edenburg zjednoczy się w walce przeciw wspólnemu wrogowi. Wynikałoby z tego, iż Wielki Mistrz także był, potężną bo potężną, ale 'tylko' marionetką w przedstawieniu, które zaaranżował dowódca Purpurowych Proporców.

- tak czy owak, BG zapewne wreszcie uznaliby iż czas najwyższy spotkać się oko w oko z w/w, i, co tu dużo mówić, niezależnie od przygotowań (imperialny zabójca Shak pewnie zgodziłby się pomóc BG go 'uciszyć' - w razie konieczności, oczywiście / Tibur, przyjaciel Kahlan, też użyczyłby 'swoich' ludzi) - spotkanie z Velmontem nie poszłoby po myśli BG. Z całkiem prostego powodu - to nie byłby 'pan zły', tylko jego sobowtór (ale nie zmiennokształtny, podobieństwa byłby jednak widoczne - ale różnice również). Jego celem byłoby zajęcie BG przez parę godzin, gdyż...

- ... gdyż, z chwilą zapadnięcia zmroku i oficjalnemu rozpoczęciu Samhainu, ludzie Velmonta, z jego rozkazu, zablokowali by wyjścia z Dzielnicy Portowej, zaś, na jej terytorium, zaczęłaby się tworzyć pewna magiczna mgła. I, tak, zgadliście - fimiry, mszcząc się, rozpoczęliby masową rzeź, mającą na celu: a) wywołanie Chaosu, muahahahaha ;P! b) dorwanie BG (i zabić jak największej ilości ludzi przy okazji), c) odwrócenie uwagi BG od 'prawdziwego' Velmonta, który, wraz ze swoją elitarną gwardią i 'matką' fimirów, myszkowałby sobie w uniwersytecie magii (konkretniej - pod nim).

- w zależności od poczynań BG i szczęścia/pecha w kościach/PP'kach, pojawialiby się ich dawni przyjaciele drużyny (Gavin, Amanda, Tibur, Diego, Shak [?]) + ich 'wrogowie' (głownie Kapitan wraz ze swoimi ludźmi + kilku mocniejszych fagasów z Purpurowych Proporców + jeden zmiennokształtny, który wcieliłby się w któregoś z przyjaciół BG), ot, tak by uczynić akcję nieco bardziej dramatyczną oraz wzbogacić rozgrywkę kilkoma plotkami, faktami, radami, etc. itp. itd. - normalka podczas wojennej zawieruchy ;).

Tak czy owak, ostatecznie BG zapewne przedostaliby się do magicznej uczelni (stawiałbym, że kanałami - ew. szturmem przez bramę - która w pewnym momencie batalii o Dzielnicę Portową stałaby się też celem akcji ratunkowej Złotej Ordy z Sir Nicholasem na czele - w końcu, hej, taka rzeź bardzo szybko rozniosłaby się po całym Edenburgu, wywołując panikę wśród jego mieszkańców i konsternację wszystkich liczących się sił w mieście W TYM i pozostałą w koszarach część Purpurowych Proporców). Tam, pośród trupów magów, żołnierzy i fimirów (wraz z ich 'matką' - najwyższą kapłanką) zaś, dojrzeliby Velmonta, wyraźnie ubawionego i zadowolonego z siebie, wcale nieskorego do walki.

'Finałowy dialog':

- Velmont wyjaśnia swoje motywy i odpowiada na wszelkie możliwe pytania BG, i, jeśli zajdzie taka konieczność, pokazuje że jest wybitnym szermierzem (ale bez przegięć - nie miałby żadnych szans w starciu z całą drużyną BG), jednak, nie zachowuje się agresywnie, cierpliwie prowadząc z BG dyskusję oraz, co nie mniej ważne, pokazując na każdym kroku, iż, jego zdaniem, bohaterowie przegrali,

- Velmont stwierdzi, iż Edenburg stał się ostatnio słaby i szargany sprzecznościami. Miasto, które miało chronić całą zachodnią część Kislevu, stało się przeżartym korupcją i rozdartym konfliktami interesów (Proporców, Ordy, Kapituły, Kling) żartem i kpiną. Stąd też szalony plan Velmonta by, w myśl zasady iż nic tak dobrze nie mobilizuje wszystkich pod jedną egidą jak wspólny wróg - tego właśnie wroga miastu dostarczyć,

- stąd też, wiele miesięcy temu, gdy jego patrol poinformował go o aktywności Chaosu w górach nieopodal Nocnej Strażnicy, osobiście się tam udał i, kiedy spotkał pewnego lisza, zawarł z nim dość kruche przymierze, które z czasem przerodziło się w bardzo owocną współpracę. W zamian za pomoc Wielkiego Mistrza, Velmont co jakiś czas dostarczał mu żebraków i inne szumowiny z miasta, przez co rosła moc (oraz ambicje) nieumarłego, który, 'nagabywany' przez Velmonta, wkrótce uznał, iż perspektywa stworzenia z Edenburga swojej 'nekropolii' nie jest nierealnym przedsięwzięciem (jasne, jasne - paranoja welcome to).

- Velmont, przez cały czas miał na wszystko oko, jednakże, w wyniku ingerencji sił wyższych (czyt. działalność mych kochanych graczy ;P), musiał skorygować kilka planów. Choć, ostatecznie nie udało mu się wrobić BG w morderstwa - ani zabić Sir Nicholasa, zyskał na czasie, zaś to, iż lisz stracił swą Esencję Duszy, zamkniętą w Czarnej Perle, przysłużył mu się bardziej niż BG mogliby pomyśleć. Pomimo tego nadal zwodził Wielkiego Mistrza, obmyślając jednak inną opcję działania...

- ... którą, przypadkowo, okazała się być sprawa fimirów, którzy byli wrogami BG. Velmont, jak to Velmont, śliski oportunista, uznał, że wróg jego wroga jest jego przyjacielem i obiecał, że on i jego ludzie, pomogą pomiotom Chaosu dokonać zemsty - w miejscu i czasie wyznaczonym przez Velmonta. Słusznie założył, że BG będą chcieli go usunąć i, cóż, dał im pretekst by zjawili się tam, gdzie on chciał by się znaleźli.

Reszta planu? - zwabienie 'matki' fimirów do instytutu magii, wybicie czarodziei i, dzięki rytuałowi, który dawno temu przerwała drużyna BG, teleportowanie w losowe części Edenburga kilkunastu Wojów Chaosu. Z chwilą gdy to miało nastąpić - miał on się jej pozbyć i... triumfować - gdyż, plan Velmonta polegał na tym, iż, w ferworze walk, wszystkie znaczne siły zaczną w końcu ze sobą współpracować i, w efekcie, wzmocnią Edenburg - zamiast marnować czas i energię na niszczące miasto spory i kłótnie.

Pod koniec rozmowy zaś, Velmont ironicznie stwierdzi, że BG nic nie mogą już zrobić - rytuał został przeprowadzony pomyślnie. Co więc pozostało BG? - wg Velmonta, dołączyć do niego i, już razem, zapewnić nową, lepszą przyszłość Diamentowi Kislevu - czyli Edenburgowi. W końcu, jeśli by go zabili - miasto, bez swego 'lisa i lwa' (czyli Velmonta), pogrążyłoby się w chaosie i, w efekcie, zapewne upadło. Przez połączenie sił zaś - Edenburg wzmocniłby swą pozycję, przetrwał i, kto wie, być może 'śmierć paru osób' nie poszłaby jednak na marne w obliczu finalnego zwycięstwa.

Co więc zrobiliby gracze w obliczu zaskakującej propozycji? 

Czy pokornie spuściliby głowy, uznając wolę swego 'arcy-wroga'?

Czy może jednak znaleźliby odwagę aby wymierzyć mu karę ;P...?

Chyba już nigdy się tego nie dowiemy ;) - może to i nawet lepiej.

Pozdrawiam - dziękuję wszystkim za grę i... do zobaczenia po wakacjach!

Michał "Skryba" Ziętek.

PS. A kto czytał/oglądał "Strażników", powinien już wiedzieć skąd czerpałem inspirację ;).

PPS. NPC'ty "do odstrzału":

- Gavin Richards - tego barda raczej nic nie mogłoby uratować w trakcie ostatecznego pojedynku. Velmont podejrzewał go od samego początku - brakowało mu 'tylko' dobitnego dowodu, ale nawet jeśli by takowego się doszukał (co było by trudne - elf, mimo wszystko, dobrze się maskował), nie zmieniłoby to jego planów - ot, lepiej mieć żmiję przy sobie niż pozwolić jej pełzać za plecami. Preferowana śmierć: poświęcenie dla BG (nawet dla Gatsa ;P) lub 'niespodziewany' (dla barda) cios w brzuch z miecza Velmonta przy 'finałowym dialogu'.

- Diego Rodrigez - dość 'przypadkowe' natknięcie się na zbrojny oddział Fimirów zmierzających w stronę siedziby Kling w jego przypadku oznaczałoby pewną śmierć. Jednakże, miał on specjalny znaczek MG oznaczający, iż jego porażka nie jest konieczna i BG mają spore szanse powstrzymać nieprzyjaciół przed odesłaniem Diego do krainy latających muchachos ;). Preferowana śmierć: odważna ale bardzo desperacka obrona wejścia do siedziby Kling (tego od strony Dzielnicy Portowej w Edenburgu) by powstrzymać nadciągająca hordy Chaosu.

PPPS. BG "do odstrzału":

- Wszyscy ;>? Żart - ale, fakt faktem, okazji do 'chwalebnego oddania życia w służbie ... (złota/honoru/Edenburga/inne)' byłoby zapewne sporo, zwłaszcza w 'finalnym dialogu'. Chociaż, jakby się zastanowić, jeden BG zginąłby zapewne na samym początku (Medif, ale z nim, jak już tu parokrotnie wspomniałem - była 'problematyczna' sytuacja).

PPPPS. Tak, wiem! - błędy istnieją. Ale, spokojnie, wtorek = koniec (mam nadzieję) mego piekła i mnóstwo wolnego czasu ;]!

1 opinii.: 1)J=1;o=I(15/j)+1;3(o-1==15/j)o=o-1;L=J+K-1;3(L

W sumie, to nawet 'zabawne', iż Gats, BG Radka, miał rację, kiedy na trzeciej sesji utwierdzał Wielkiego Mistrza w przekonaniu, że Velmont chce go zdradzić ;P.

Peace,
S.

Prześlij komentarz