Zapiski z sesji #4! - Warhammer #1 - kampania: Czarna Perła (IV).

Hejka,
Tak. Cóż. News dnia ostatniej sesji: BG w końcu dotarli do Edenburga. Koniec zapisu ;P. Hm, nie no - oczywiście aż tak łatwo nie było. Przede wszystkim, BG stracili "trochę" czasu na zdecydowanie czy (i jak) szukać drugiego chłopaka. Po kilku(nastu?) minutach, większość z nich (it's democration, what a show, it's democration, here we go, here we go ;P!), uznała, iż póki co odtransportują pierwszego chłopaka aż do Westheaven, gdzie wezmą nagrodę (piwo, piwo i jeszcze więcej piwa - przynajmniej tak ją widział Osky) i poproszą o pomoc akolitę bogini wojny. Tak mi się teraz nasuwa, że równie dobrze mogliby go o to poprosić już na początku ich wielkiej wyprawy tam (do Fimirów) i z powrotem (od Fimirów) - ostatecznie jednakże to wspomniany już akolita uleczył ich i  sam ruszył w górskie zastępy* szukać dziecka, a nasi "dzielni bohaterowie", podwinęli ogony i ruszyli prosto do Edenburga, przypadkowo nacierając się na stado wilków (...lepiej tego tutaj nie wspominać - ale przynajmniej odbili sobie wcześniejszą batalię z Fimirami).

... będąc już w podróży, zauważyli też, że znad Westheaven unosi się dym -  nie wrócili jednak aby to sprawdzić (wielka szkoda). Olali również jednego jeźdźca, będącego najwidoczniej gońcem. Zamiast tego, zwrócili na siebie uwagę (dwa wozy, dwa konie, Osky) trzech konnych żołnierzy, z których dwóch reprezentowało ulubiony przez wszystkich BG kolor (purpura dla niekumatych), za to trzeci okazał się oficerem (niższym jednakże stażem od Amandy) Złotej Ordy - o imieniu Edward. Po wyjątkowo, jak by to powiedzieć, gorączkowej "akcji" BG pt.: Chowajmy-Wszystko-Co-Podejrzane!, zaczęło się rutynowe przesłuchanie. Pominę milczeniem jak wypadli w nim sami BG (4:1 dla Edwarda)  i skoncentruję się na faktach:
- ktoś doszczętnie zniszczył wioskę Westheaven, o czym poinformował goniec Proporców,
- wśród Złotej Ordy krążą słuchy o akolitach chaosu, odpowiedzialni za ostatnie wydarzenia,
- podobno jedna (tylko jedna) os. z Westheaven przeżyła i może opisać pięciu napastników.
Co bystrzejsi z Was mogą już stwierdzić: w machinę spisku wciągnięto też całą drużynę BG. Plus dla nich, że nie doprowadzili do przeszukania ich wozów (w końcu, wśród ich rzeczy wciąż jeszcze znajdują się cztery szaty akolitów chaosu). I jeszcze jeden plus, że starali się jakoś wyjść z całej tej sytuacji. Jak zawsze jednak należy dodać: co nie wyszło? Hm, rzuty kośćmi można by rzec. Kiedy bowiem BG, w nieco desperackim planie** wybicia dwóch Proporców i wygadania wszystkiego Edwardowi, zaatakowali tych pierwszych (ogłupiając [It's a kind of magic!] tego ostatniego), cóż, Kahlan nie udało się wykończyć jednego z Proporców. Ten, zaraz w swojej turze, pognał prosto w stronę ogłupionego Edwarda i ledwie po paru ciosach mieczem, odrąbał mu głowę (krytyk). Co prawda zaraz potem dostał się w opiekuńcze łapska Oskyego - ale nie oszukujmy się, raczej i tak nie miałby szans uciec zbyt daleko z łucznikami w obozie BG.
Po nader szybkim torturowaniu, gracze dowiedzieli się kolejnych interesujących rzeczy:
- Edward i tak miał wkrótce zginąć (ostatecznie, nic bowiem tak nie wku...rza ludzi ze Złotej Ordy jak śmierć kogoś z nich), a cała wina miała spaść (i, cóż, obecnie spadła) na wesołą drużynę BG,
- podobnie i w Westheaven, podstawiony świadek miał opisać BG jako agresorów + przekazać to, co zostawili oni w "obozowisku bandytów" (patrz: pierwsza zapiska z sesji) jako dowody zbrodni,
- Sir Nicolas, szef Złotej Ordy, leży obecnie zmożony "chorobą" po tym jak Proporce wynajęli zabójców z gildii Kling , u których, chcąc nie chcąc, przykucnął Gats, który w przyszłości pragnie zostać jednym z nich.
Nieźle, nie? Od siebie dodam: BG tak długo zamarudzili w lasach i chaszczach (w sumie coś koło 5-7 dni), iż pewien smutny pan Velmontem zwany dowiedział się wystarczająco wiele by zacząć w ich sprawie działać (w końcu jest szefem Proporców, takoż sami BG niespecjalnie utrudniali mu poszukiwanie dowodów na to, że maczali palce w zniszczeniu pewnej świątyni chaosu). Tak więc - ponoć nie zaczyna się tak zdania ;P - tuż przed miastem, drużyna wpadła na dobry pomysł aby w tym momencie jakoś się przyczaić, zostawili więc wozy oraz inny niepotrzebny/problematyczny sprzęt, wzięli konie i pognali prosto przez Kruczy Most, przez Bramę Północną, do Edenburga. Uf.
A co obecnie dzieje się w Edenburgu? Samhain tuż-tuż (tj. najważniejsze celtyckie święto, którego nazwa oznacza koniec lata. Związane było ono z zakończeniem żniw i roku wg kalendarza celtyckiego [31 października - 1 listopada], by Wikipedia ;)) - więc wszyscy przygotowują się do karnawału. Poza tym, miasto żyje swoim życiem, nieświadome, iż za chwilę zapłoną dzikie ognie... z pochodni Kahlan ;P.
Ogólnie? - "było zabawnie" jak rzekła któraś z graczek. Osobiście nie wliczam tej sesji w poczet jakiś szczególnie widowiskowych, ot, rutynowa, niemniej wielce wszystkich zadowalająca, robota ;). A, i oczywiście BG spotkali się ze swymi mistrzami/opiekunami, co obfitowało w parę minut dialogów oraz wiele ciepłych słów pod adresem tych z BG, którzy mieli pewne zobowiązania względem nich ;).
Do następnego razu - wyjątkowo w środę.
Michał "Skryba" Ziętek.
PS. * - czy ktokolwiek z BG w ogóle spytał się o jego imię ;>? Swoją drogą - to "prawie" jedyny świadek, który może poświadczyć, że drużyna nie jest odpowiedzialna za "rzeź w Westheaven".
PPS. ** - muszę jednak przyznać, iż ich akcje "z zaskoczenia" są naprawdę dobrze przemyślane...

0 opinii.:

Prześlij komentarz