Zapiski z sesji #1! - Warhammer #1 - kampania: Czarna Perła (I).

Priviet ;)!
 
Oj, działo się, działo się, we wtorkowy wieczór! Ostatnia sesja WFRPG zapewne na długo zapadnie wszystkim jej uczestnikom w pamięci ;). Ba, już przed właściwym spotkaniem było już wiadomo, że będzie ciekawie – w końcu, koło piętnastej, dowiedziałem się od Kasi, iż, surprise, wśród graczy pojawi się... Marta. Wiadomość ta oznaczała oczywiście lekką zmianę mych planów (...trzeba było przygotować jej nową kartę postaci + zmodyfikować „nieco” rozlokowanie strażników w jednej z części kompleksu). A więc, moi drodzy, przedstawiam Wam dzisiaj mega-raport z TRZECH sesji (jednego scenariusza) ;)

A aby było mi łatwiej opisywać (czyt. lenistwo) - sporządziłem mapę, którą podziwiać możecie w okolicy pisania tego tekstu ;).


W wielkim skrócie, zawiązałem akcję w następujący sposób: po przeprowadzeniu dokładnego zwiadu, BG bez problemu pozbyli się bandyckich zwiadowców w punkcie A. Po tym fakcie, przeszukali jaskinie B oraz C i, ku ogólnemu zawodowi, nie znaleźli w nich niczego wartego uwagi. Odkryli jednak tajemne przejście wiodące dość długim korytarzem (pełnym pułapek) do okrągłej, kamiennej komnaty. Tutaj, niestety, okazało się, że bandytów jest jednak więcej niż ustawa przewiduje i, po tym jak ci ostatni odcięli korytarz, BG zostali zepchnięci prosto w ramiona jaskini D, będącej najwyraźniej punktem poboru wody dla całego obozu bandytów. Po blisko godzinie gorącego debatowania (czasu rzeczywistego ;P), BG uznali, iż przepłyną (zalanym) podziemnym korytarzem. Szczęśliwie dla nich, znaleźli się w jaskini A1, gdzie, ku zdumieniu wszystkich, okryli zniszczony, acz ciągle aktywny, ołtarzyk elfickiej bogini muzyki + ślady, wskazujące na to, że nie są tutaj do końca sami.
I na tym skończyła się pierwsza sesja ;). 

Nie za długo, prawda...? – bierzcie jednak pod uwagę, iż wcześniej SPORĄ ilość czasu musiałem przeznaczyć na tworzenie kart postaci dla trzech graczy + jeszcze więcej na wyjaśnianie mym nowym graczom reguł WFRPG (przy czym sam jakoś nigdy WFRPG nie prowadziłem, co samej sprawy nie polepszało [szczęśliwie, miałem oparcie w Kasi ;)]).

Druga sesja obfitowała w więcej ciekawych wydarzeń ;P. I, muszę przyznać, choć gracze byli nieco osłabieni (utracili trochę sprzętu podczas przemierzania podwodnych tuneli + Kasia nie mogła przybyć na sesję; grali więc Radek i Szymon), to i tak poradzili sobie znakomicie. Ale od początku ;).

Co prawda nie udało im się dojść do czego służy ołtarz w A1 (a szkoda ;P), to, w B1, natknęli się również na zgoła niewielki klan szczurołaków, których, po naprawdę kapitalnej akcji oraz arcykomicznym odgrywaniu języka migowego, udało się namówić do pomocy (ba, ostrożnie mógłbym tutaj nawet im przyznać, iż przynieśli im zalążek cywilizacji ;P). Wiązało się to z wcześniejszym pozbyciem się kilku pająków z Wylęgarni (niestety, obaj BG zostali zatruci – co prawda jeszcze nie odczuli skutków jadu, ale, bez obaw, kiedyś im się beknie ;P), lecz, w ostateczności, szczuroludzie rozpoczęli pracę poszerzającą tunel na powierzchnie, niejako też przy okazji ostrzegając by nie zbliżali się do jaskini D1 (nie wyjaśnili jednak dlaczego). Tak czy owak, wszystko szło nad wyraz dobrze aż do momentu gdy BG wkroczyli do jaskini C1, w połowie przedzieloną głęboką przepaścią. Po skombinowaniu prowizorycznej lino-koszuli, udało im się ją przekroczyć – tylko po to by stanąć przed demonicznymi drzwiami. Niestety, efektem niezrozumienia zagadki, zarówno postać Radka jak też postać Szymona, otrzymały łącznie trzy punkty obłędu. Mimo to, udało im się je otworzyć – i trafili do sali Ś, niewielkiej świątyni, poświęconej jednemu z bogów sfery chaosu. Tu, podsłuchali rozmowę najwyższego mistrza, z niejakim Velmontem, w którym rozpoznali dowódcę Purpurowych Proporców, tzn. elitarnych najemników z Edenburga, odpowiedzialnych za ochronę wybrzeża przed chaosem. Dowiedzieli się też, iż za kilka godzin, obecni gdzieś w tym kompleksie więźniowie, zostaną złożeni w Ś, aby, z pomocą plugawej magii, przetransportować tu dwa tuziny wojów chaosu (dobrym komentarzem dla tej sytuacji był komentarz postaci Radka: „Ludzie, ale jaja...;P). Znaleźli też w jednej ze skrzyń kilka strojów akolitów chaosu. Druga sesja – zakończyła się w następnym pomieszczeniu (oznaczonym na mapie Bib., czyli w bibliotece), gdzie BG, po zabraniu kilku, na pierwszy rzut oka interesujących, książek – zaczęli debatować co dalej zrobić.

Trzecia sesja, najnowsza (czyt. wtorkowa), była już epilogiem całego scenariusza. Jak pewnie się domyślacie, trzeba było jakoś wdrożyć do gry nową postać Marty. Po początkowym, hm, gdybaniu i efektownym rozbrojeniu pułapki za pomocą dwóch z trzech szczuroludzi (którzy, w dobrej wierze, zdecydowali się pomóc BG – trzeci się uratował przed zmiażdżeniem i, cóż, pobiegł z powrotem do swoich by powiadomić ich cóż się stało), dotarli do mniejszej okrągłej komnaty, będącej czymś w rodzaju stołówki. Tutaj właśnie spotkali postać Marty, która przebyła dość długą drogę z jaskini W (... gdzie byli przetrzymywani więźniowie), przez tunel prowadzący do M (... magazynu), aż do komnaty, w których byli pozostali BG. Po wymianie uprzejmości, połączyli swoje siły, wyekwipowali się w magazynie, po czym, rozpoczęli to, co zwykle robią poszukiwacze przygód: eksplorację części kompleksu, odciętej i pozbawionej strażników. Niestety, uruchomili po drodze kilka pułapek – czego efektem była utrata przez postać Radka jednego PP’ka (alternatywa: strata dłoni) i doprowadzenie stanu zdrowia postaci Marty do wartości krytycznej (1 HP). Dobrze chociaż, że znaleźli sporo koron, kilka bardzo intrygujących zapisków, osiem fiołek z kwasem – oraz czarną perłę, prawdopodobnie będącej komponentem do jakiegoś potężniejszego czaru. Po tej ‘akcji’, drużyna się rozdzieliła (...ku memu zawiedzeniu) – postać Marty wycofała się do C1 (gdzie została zablokowana przez plemię szczurołaków), zaś reszta załogi, rozpoczęła badanie pierwszej części kompleksu. Po zniszczeniu drzwi, wmówili dwóm strażnikom, iż są akolitami chaosu, po czym rozkazali im prowadzić się do wielkiego mistrza. Znaleźli się więc w pobliżu Koszar, gdzie, rozpoczęli dość długą dyskusję co powinni zrobić i jak mają to zrobić ;). W końcu, ustalili, iż podstępem zgładzą wielkiego mistrza. By zrealizować ten plan, najpierw przekonali go (nie bez trudności naturalnie), że Velmont chce go zdradzić, następnie udało im się wymyślić dobry pretekst aby strażnicy z Koszar wrócili do Edenburga, a, na samym końcu, w genialny sposób nakłonili do swojej sprawy łuczników z największego owalnego pomieszczenia aby ci pomogli im pozbyć się wiadomo kogo. Tyle teoria – a co poszło nie tak ;P?

Ogólnie ujmując, nie udało im się zaskoczyć wielkiego mistrza. Po jakże dramatycznej walce, w której jedynie postać Kasi ratowała honor drużyny (reszta była sparaliżowana strachem, co dało złemu mistrzowi kilka rund na przygotowanie paru ochronnych zaklęć), BG udało się w końcu uratować więźniów (był wśród nich akolita bogini wojny, który bardzo wspomógł całą drużynę – zdejmując z nich [...i improwizował ;P] klątwy rzucane przez wielkiego mistrza), ale główny sprawca całego spisku zdołał zbiec w stronę Ś, ustawiając magiczną barierę... akolita bogini wojny (po ochrzanieniu BG :P), pobiegł za nim. BG nie ryzykowali przebycia dziwnej bariery, ale, wpadli na pomysł przeczołgania się tunelem w W – co natychmiast też uczynili. Mniej więcej w tym samym czasie, postać Marty uznała, iż jednak wróci do reszty zespołu (aż chciałoby się powiedzieć – nareszcie...), ale, chcąc nie chcąc, musiała przebyć też Ś, gdzie wielki mistrz rozpoczął przyzywanie demona. Po początkowej inicjatywnie (jako jedyna z BG zdołała zadać mu jakiekolwiek obrażenia ;P), musiała jednak uznać potęgę magii. Dała jednak kilka rund czasu na to by do Ś dobiegli: najpierw dobry kapłan, a kilka rund po nim, pozostałe postacie. Po krótkim ochrzanie od wiadomo kogo [again ;P], BG uznali, iż powinni szybko się stąd ewakuować. Rychło w czas – trudno powiedzieć kto spowodował wybuch energii, lecz... pomieszczenie Ś (i zapewne w dużej mierze również pomieszczenie Bib.) przeszło do historii.

I na tym zakończyła się trzecia sesja ;). BG stoją przed zawalonymi resztkami demonicznych drzwi, z perspektywą natknięcia się na, ‘lekko’ zdenerwowanych, szczuroludzi. Szczęśliwie – nie przewiduję by jeszcze długo tutaj zabawili – i bardzo dobrze, bowiem lochy zaczynają mi się już przejadać ;P. Ach, no i jest jeszcze Cyprian Harper, bard podróżujący z BG, który ma dla nich nowe wieści...

 Subiektywne plusy wszystkich sesji:
-     nowi gracze gładko oraz bez większych zgrzytów (ok, ciągle ciężko im idzie pamiętać o tym, że mają umiejętności ;P), wdrożyli się w świat i mechanikę WFRPG, muszę też przyznać, że stara gwardia także stanęła na wysokości zadania,
-     w powietrzu aż gęsto było od pomysłów, spekulacji, debat tudzież planowania graczy, co, cholercia, osobiście bardzo mi się podobało ;) (w myśl mej autorskiej zasady bycia prowadzącym: im więcej gadają oni, tym mniej męczę się ja ;P),
-     wydaje mi się też, iż wszyscy dobrze spędzili czas, ergo nie zbłaźniłem się, uniknąłem paru błędów w prowadzeniu (i stworzyłem kilka nowych ;P?) i, co najważniejsze, sam także nieźle się ubawiłem ;) (zapamiętajcie to: prowadzący RÓWNIEŻ jest graczem!).

Jeszcze bardziej subiektywne minusy ;):
-         znowu będę musiał napisać kolejny rozbudowany scenariusz ;P,
-         immersja Marty (1/3 sesji spędziła poza drużyną – tragedia :/...),
-         wynikł pewien ‘problem’, wydaje mi się, iż obecny w umysłach nowych graczy w RPG, niemniej jednak, dostrzeżony przeze mnie dopiero podczas przebiegu ostatniej sesji – i to właśnie ów problem, jest powodem pojawienia się kolejnego tekstu w ‘ogrodzie’ ;).

Pozdrawiam wszystkich RPGowców ;)!

Michał „Skryba” Ziętek.

2 opinii.:

Nie czaję tego kapłana za co on nas niby ochrzanił skoro to my mu na początku tyłek uratowaliśmy ; p. Zabawny był motyw z meteorem ; D.

Elo ;),

A wiesz, syndrom sfrustrowanego szaleńca ;P - a poważniej - za pierwszym razem: wkurzył się, że nagle sytuacja strasznie się mu pokomplikowała, zaś za drugim razem: że, mimo wyraźnego rozkazu, nadal pałętaliście się mu pod nogami ;P. Cóż, ot i macie wniosek - nie każdy dobry kapłan bogini wojny jest człowiekiem o miłym usposobieniu ;).

Pozdrawiam,
S.

PS. Używajcie Open ID w 'Komentarz jako:' ;).

Prześlij komentarz