RPG team gathering.

Hejka,


Zwykle traktuje się ją jako coś 'normalnego', samorodnego, ogólnie rzecz ujmując - zazwyczaj nie wymagającego większej uwagi. Mowa tu oczywiście o bohaterce dzisiejszego (dość późnego) wpisu - drużynie mianowicie. Drużynie, czyli, uściśnijmy to hasło: luźnej 'zbieraninie', mniej lub bardziej, lecz ciągle przypadkowych osób, połączonych w zasadzie jedną rzeczą: chęcią gry w RPG. Jak od każdej zasady, tak i tutaj są też pewne wyjątki, jednakże, dla dobra wszystkich, przyjmijmy, że ta reguła powinna zostać wpisana w definicję drużyny: chęć gry w RPG. To nam wiele ułatwi ;). Nie będziemy oczywiście wchodzić tutaj w kwestie liczebności, stylów gry, meta-relacji, etc. - gdyż są to, a to ci wielka niespodzianka, indywidualne cechy przypisane indywidualnej drużynie. Zajmijmy się tu kwestią... pierwszego kroku ku zebraniu drużyny.


Pamiętam (oczywiście?), jak wyglądało to w moim własnym przypadku - czyli w nieco zamierzchłych czasach, w których to perspektywa regularnego prowadzenia na sieci bloga wiązała by się zapewne z wielocyfrowym rachunkiem od TPSA. By nadmiernie nie zanudzać, stwierdzę, iż miałem w sumie szczęście (pecha?), gdyż to drużyna znalazła mnie: ot, pewnego wieczoru, z dużym zdziwieniem, ujrzałem za drzwiami do swego mieszkania cztery szczerzące się facjaty mych znajomych, którzy, w nieco chaotyczny i moralnie wątpliwy sposób, nakłonili mnie do zostania prowadzącym w systemie D&D. I tak właśnie pierwsza drużyna została zebrana - poniekąd zapoczątkowało to również coś, co trwa tak na oko circa dziesięć lat, po dziś dzień  (cholera by ich wzięła ;P).

Przez długi czas taka sytuacja się nam utrzymywała - co prawda zmienił się MG, ale, cóż, cyrkulacja i tak dokonywała się w obrębie tej samej grupy. Dopiero gdy, po dwóch (?) latach, zdecydowałem się opuścić szeregi tej zacnej gawiedzi (powiedzmy w skrócie, że wynikły pewne tarcia na podłożu personalnym), stanąłem przed problemem, który leży u podstaw niniejszego wpisu: skąd mam, na wszystkie utwory zespołu Dire Straits, wytrzasnąć kolejny rpg-warband? W dobie bezinternetu oraz w dość małej miejscowości gdzie sam znałem większość ludzi interesujących się RPG (sami się domyślcie, iż nie było to nazbyt trudne), problem ów stanowił pewien mur, który, chcąc grać, musiałem jakoś przekroczyć. Okazało się jednak, że wcale nie jest to takie proste jakby mogło się Wam wydawać.

Choć lista mych prób jest dłuższa, poniżej przedstawiam jedynie najciekawsze 'nieywpały' z serii:

Wpadka nr 1, chat lokalny mego miasta : jedynym efektem moich dzielnych prób przekonania pewnej dziewczyny do RPG był jej negatywny komentarz dot. mego stanu psychicznego oraz, już nie komentarz co wyraźna sugestia, iż powinienem mniej pić. Do dzisiaj usiłuję sobie przypomnieć w jaki sposób jej tłumaczyłem istotę roleplaying, byłaby z tego świetna przestroga dla wszystkich zainteresowanych sprawą roleplaying, godna bycia umieszczoną w jakimś podręczniku RPG, w temacie: "Jak NIE należy werbować nowych graczy?". Niestety, poza wspomnianą ostateczną konkluzją mej rozmówczyni, niewiele z tej rozmowy pamiętam ;) (może to i lepiej?).

Wpadka nr 2, korytarz w liceum : poszło lepiej niż za pierwszym razem, lecz i tak, ostatecznie, wyszło jak zwykle i pewien, nazwijmy to dyplomatycznie, kolega ze szkoły, uznał, że z plebsem to on się nie będzie zadawał i, w bardzo dosadny sposób, wypowiedział się na temat gier RPG. Cóż - użył też wielu bardzo rozbudowanych słów, z których wynikało, że cokolwiek dobrego by się na temat roleplay nie powiedziało, on i tak doskonale wie, że to rozrywka dla totalnych outsiderów, żyjących sobie w tych ich własnych, urojonych światach. W sumie, miał chłopak rację, przynajmniej po części ;).

Wpadka nr 3, chyba moja ulubiona, via ogłoszenie na forum i późniejszą rozmowę przez GG : ogólnie pisząc, wszystko było cacy, chłopak wiedział nawet co to jest to całe RPG, ba, nawet ponoć parę razy w nie grał i byłby zainteresowany dołączyć do nowo formowanej drużyny w mieście... i tutaj pojawił się zgrzyt. W ogłoszeniu było jak byk, że sesje rozgrywać się będą w mieście A, zaś ów, w sumie sympatyczny gość, był z miasta B, oddalonego o ponad 40 km od miasta A. Co robił na forum miasta A, czemu odpowiedział na ogłoszenie kierowane do mieszkańców miasta A oraz dlaczego zerwał ze mną kontakt tuż po mym wyjaśnieniu, że będziemy grać w mieście A - nie wiadomo.

Możecie się oczywiście śmiać (i pewnie to teraz robicie ;P) - ale przynajmniej nakreśliłem Wam to, co w tamtych czasach musiał robić ów młody prowadzący aby móc normalnie pograć ;). Czy dziś się to jakoś zmieniło? Trudno mi odpowiedzieć - w ciągu ostatnich trzech lat, tylko raz byłem, na krótki czas (trzy sesje?), graczem 'szeregowym' - z nową grupą zapoznałem się właśnie via ogłoszenie na pewnym lokalnym forum. Natomiast, kiedy znów byłem prowadzącym oraz, chcąc nie chcąc, to na mych barkach spoczywał właśnie ten cały niepisany obowiązek zebrania nowej drużyny, wałęsałem się po uniwersytecie albo odnawiałem stare kontakty. Nihil novi? Nie całkiem.

Przez te prawie dziesięć lat, podczas których RPG stało się moim swoistym hobby, nauczyłem się tego, jak najlepiej (i stosunkowo najszybciej) szukać graczy. Wystarczy tylko zabrać ze sobą do szkoły / na uczelnię / na spotkanie w pubie ze znajomymi (dość ekstremalna forma desperacji chęci gry ;P)... podręcznik do RPG. Gwarantuję, zaraz po tym fakcie zleci się sporo osób, zaciekawionych tą księgą (powiadają, że ciekawość to pierwszy stopień do poznania różnicy między dobrem i złem :P) - a kilku zadeklaruje Wam chęć spróbowania swych sił w nieznanej im zabawie. Dość proste - ale, właśnie w swej  prostocie, genialne rozwiązanie ;).

I, przynajmniej w mym przypadku, skuteczne.

Przetestujcie sami przy kolejnej okazji,

Michał "Skryba" Ziętek.

1 opinii.: 1)J=1;o=I(15/j)+1;3(o-1==15/j)o=o-1;L=J+K-1;3(L

What's In It - Even if you searched all over the world, you routines it is incredibly important to have your body energized throughout the whole what order do p90x videos go in.

Take a look at my web site: look at this web-site

Prześlij komentarz